Kanały:
Wpisy
Komentarze

Jung mówi, że nieświadomość jest niejasna, dopóki nie potrafimy o niej myśleć w kategoriach paradoksu.  Na tym opiera się cały jej język, od tego trzeba zaczynać myślenie o snach. Paradoks nie jest językiem snów, ale wszystko, co one mówią, wywodzi się z zasady paradoksu, taki jest początek. Podobna – w naszym zachodnim rozumieniu –  jest filozofia tao.  A jeśli cokolwiek wydaje nam się naprawdę prawdziwe, jest to przerażającym błędem.

W filozofii starożytnej, w filozofii mistycznej czy jakkolwiek byśmy jej nie nazwali, problem ten oddawano za pomocą greckiego powiedzenia: “Byk jest ojcem węża, wąż jest zaś ojcem byka” – to właśnie naprowadza nas na trop właściwych tu pojęć. Wspaniałej klarowności tego powiedzenia niepodobna wręcz prześcignąć, trzeba tylko zrozumieć, czym jest byk, a czym jest wąż.

Byk to miesiąc maj, cudowna pora wiosennej płodności. Taurus, nieokiełznana męska siła natur w jej pełnym przejawie, jest domem Wenus. Wąż to zwierzę zimnokrwiste, symbol bóstwa ziemskiego – oznacza ciemność, noc, wilgoć. Wąż ukrywa się w trzewiach ziemi, symbolizuje śmierć i lęk. Wąż jest jadowity – stanowi dokładne przeciwieństwo byka; to właśnie dlatego powiedzenie to uznaje byka za ojca jawnego przeciwieństwa; to co pozytywne czyni ojcem tego, co negatywne.

Chińczycy uważają, że gdy yang osiągnie punkt szczytowy, ukazuje się przy nim yin, dlatego mogą stwierdzić: “o północy rodzi się południe, a w południe rodzi się północ”.

Owa nader paradoksalna prawidłowość zalicza się do zasadniczych cech charakterystycznych psyche nieświadomej; mowa nieświadomości dlatego jest tak skomplikowana i zawikłana, że próbujemy ją w płaski sposób przetłumaczyć na język, którym sami się posługujemy – język idący w parze z wiarą w prawdę jednoznaczną czy ostateczną. Z wyższego punktu widzenia wyobrażenie to jest wręcz barbarzyńskie.(…). Zawsze pragniemy, aby coś było naprawdę prawdziwe, ale jeśli coś jest naprawdę prawdziwe, to mamy do czynienia z przerażającym błędem.

C.G.Jung – Analiza marzeń sennych. Seminaria 1928-1930

głodne miasto

Takie rzeczy magiczne wyłaniają się z głębin tzw. kryzysu, w który się nie wierzy i podaje się nam informacje raczej do niewierzenia niż wierzenia. Ten kryzys ma już jednak swoją głębokość i obszary zajęte. Ja wierzę. Może ludzie zaczną sobie radzić metodą dotknij wiatru, dotknij wody>>

Przez 20 lat drugim domem Magdaleny i jej męża były Zakłady Naprawcze. Kokosów nie zarabiali, ale wystarczało do pierwszego. Żyli skromnie, ale uczciwie.

Łapy kwitły. Na kładce nad torami największy tłok był przed godz. 7 z rana i po 15. Można było zegarki ustawiać. Pierwsi pojawiali się pracownicy Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego – spacerkiem, z papierosem w zębach szli do pracy lub wracali z niej.

Wszystko załamało się w połowie 2008 roku. Po wcześniejszej likwidacji cukrowni Łapy, gdzie pracę straciło 250 osób, zaczęły upadać ZNTK. Musiały upaść, ich długi przekroczyły wysokość majątku. Główny kontrahent firmy – PKP Cargo – z powodu własnych kłopotów finansowych przestał naprawiać w Łapach wagony.

Teraz kładka świeci pustkami, nie słychać gwizdów hamujących pociągów i kłócących się chłopów.

750-osobowa załoga pół roku temu poszła na bruk.

W tym Magdalena i jej mąż.

Teraz z dwójką synów w wieku szkolnym i czteroletnią córką zostali bez środków do życia. Rodzice – choć sami ledwo wiążą koniec z końcem – pomagają im, jak mogą. Chodzi o to, by nie zadłużyli mieszkania. Pomoc od państwa to 300 zł zapomogi i obiady dla dzieci w szkole. Dobre i to. Pracy szukają wszędzie, gdzie się da. Jeszcze jesienią mąż Magdaleny dorabiał w fabryce okien, ale skończyło się – w branży zastój. Najbardziej im szkoda dzieci. Maluchy doskonale rozumieją sytuację. Mimo że dorośli starają się żyć normalnie, uśmiechać się do siebie, rozmawiać nie tylko o kłopotach, to dzieciaki i tak widzą biedę. Nigdy o nic nie proszą. Matka ratuje sytuację. Lizaki robi im, rozpuszczając na patelni cukier. Najstarszy syn codziennie na długiej przerwie przybiega do domu i pyta z nadzieją: – Może znaleźliście pracę?

Wraca do szkoły rozczarowany, przed kolegami kryje łzy.

- Niczego nam nie brakuje, bo mamy siebie, nie kłócimy się. A jednocześnie… wszystkiego – wyznaje Magdalena.  (…)
- Nędza jest straszna – potwierdza Roman Czepe, burmistrz Łap. (…).

Coraz mniej osób wierzy, że będzie lepiej. Anna na początku wierzyła. 30 lat przepracowała w cukrowni Łapy. – Gdy mnie zwolnili, mówiłam wszystkim, że poruszę niebo i ziemię, a robotę znajdę. Że wszystko wróci do normy. Ale gdy po roku upadły Zakłady Naprawcze, gdzie zdrowie stracił mój mąż, zrozumiałam, że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś – mówi ze łzami w oczach.(…).
- Może komuś z Warszawy trudno uwierzyć w to, że w XXI wieku w cywilizowanym kraju niemal całe miasteczko siedzi głodne – rodzina Joanny nie żyje takimi problemami jak reszta kraju: wyborami, śnieżycą czy odmawiającym na mrozie współpracy autem. Jej rodzina żyje tym, co ma wrzucić do garnka. Za 460 zł zapomogi opłacają rachunki. Na życie zostaje niecałe 200 zł. 6 zł na dzień. (…).
- Pokory nauczyliśmy się bardzo szybko. Tylko szczęściarze pracują. Choć sąsiadka mówi, że to my mamy szczęście, bo mama ze wsi przywozi nam jedzenie. Inaczej to chyba byśmy z głodu umarli – mówi Joanna. Wszyscy w domu udają, że jest OK. Ona z mężem udaje przed dziećmi, że jedzenie i odzież kupuje, a tak naprawdę dostaje je z darów w kościele. Dzieci udają, że niczego nie potrzebują. Schorowana mama Joanny udaje, że lepiej się czuje, i raz w tygodniu dowozi im, co tylko zdoła udźwignąć.

źródło i więcej czytania: wyborcza.biz >>

Dawno nie pisałam o całej książce na raz, ale ta jest z biblioteki i muszę ją oddać.  Przepisałam z niej trochę cytatów, czy będę jednak pamiętać tę najważniejszą rzecz o  znikaniu z powierzchni ziemi?  Bo wcale nie chodzi o to, jak się na niej utrzymać, jest w tym stwierdzeniu trochę żalu, ale i ważne pytanie do słynnego matematyka (skromnego nauczyciela matematyki, który odkrył wzór na nieskończoność), pytanie ostatnie wśród pięciu, jakie zadał mu stary człowiek, którego serce płakało i upraszała nocą jego dusza, aby mogła ulecieć do niebiańskiego Jeruzalem i prawdziwej Ziemi Obiecanej: pytanie piąte brzmiało: Jak długo jeszcze?

Nieskończoność obchodziła starego człowieka tylko pod jednym względem: czy istnieje życie po śmierci, czy też nie?

Innych nawet i to niespecjalnie obchodziło, takie rzeczy rzadko ludzi obchodzą  i chociaż cały świat musiał uznać prawdę matematyczną, nie łudźmy się, że było dla kogoś ciekawe, jak z tą nieskończonością naprawdę jest.  W ogóle dla ludzkości mało jest rzeczy ciekawych, jak wynika z tej książki magicznej: jest magiczna, tak napisano na okładce i tak napisano także w środku, gdy zegarmistrz Pomeranz odlatywał z zagrożonego przez hitleryzm bytu ziemskiego na muzyce i/lub dotykając wiatru, dotykając wody. Dobrze mieć chociaż organki, aby ulatywać, ale jeśli ktoś nie ma, może mu wystarczyć woda i wiatr.

Może to jest magiczna książka, jest na pewno piękna i pełna poezji, ale dzieje się to wszystko w okrutnym świecie, a niektóre okrucieństwa są wymienione i zaczynają się w Polsce w 1939 roku.  Żydowski zegarmistrz ucieka do lasu, a jedzenie, tzn. chleb i wodę, przynosi mu  czarownica.  Albo nie. Wieśniacy, którzy boją się  jego ewentualnych czarów podrzucają mu czasem pieczoną gęś. Albo też nie. On sam przemyca się do wsi i kradnie żywe kurczęta. Albo i to nie, po prostu nie, Pomeranz bytuje tam jako czysty duch wyzbyty wszelkich potrzeb fizycznych.

Tak naprawdę sprawa bytowania w duchu jest sednem tej książki, dlaczego tak się bytuje, po co, czy to jest w ogóle bytowanie, w jakich okolicznościach to zachodzi i jak to jest.

Piękne i groteskowe są baśnie na temat rzeczywistości okrucieństw. Właściwie okropnie się to czyta, bo czasami chce się płakać i śmiać równocześnie, ale wtedy właśnie zaczyna się baśń, kiedy nie można już nic zrobić.

Można odlatywać, ale jest też inny sposób, pokazany dopiero na koniec. Tym razem to już wojna izraelska, pociski i płomienie.  Pomeranz i jego polska żona po niewiarygodnie strasznych perypetiach opisanych tak, że chce się płakać i śmiać, idą ramię przy ramieniu wśród wystrzałów artylerii. On gra na organkach. Muzyka roztapia się w ciemności. Może tak  zaczyna się wstępowanie w nieskończoność, bo jest opisane, że u ich stóp pojawiło się małe pęknięcie, takie jak na gliniastej ziemi u schyłku lata. Wąska, sucha, kręta szczelina, więcej muzyki , i już nie była sucha, lecz ciepła i wilgotna. I znów muzyka.(…), skorupa ziemi ustąpiła z drżeniem ciemności i powoli mężczyzna i kobieta zsunęli się w głąb. Ziemia przygarnęła ich do swego łona.

Na powierzchni jedna wojna trwa, druga się kończy, z okien budynku klubu słychać inną muzykę, ale moc i magię ma ta organkowa. A jeśli ktoś nie ma organek, może dotknąć wiatru, dotknąć wody, przejść środkiem artyleryjskiego ognia nocą pełną świerszczy lub jakoś podobnie, ważne, że nieskończoność istnieje  i dlatego można zapadać się w głąb albo odlatywać, inaczej dusza tej rzeczywistości nie wytrzyma.

Piękna, potworna książka.

Tutaj wypiski>>

Amos Oz – Dotknij wiatru, dotknij wody

co porabia nieświadomość

Na seminariach z analizy snów w latach 1928-1930 Jung własnymi słowami tłumaczy różne rzeczy znane z podręczników, które w późniejszych czasach opisywały i przetwarzały  jego teorie.

W maju 1929 roku mówi dużo o nieświadomości, jaka jest.

Mówi, że marzenie senne przedstawia prawdę obiektywną – sytuację w tej formie, w jakiej występuje ona zgodnie z prawami natury. Sen nie powiada, że należałoby uczynić to lub owo, nie mówi też, co jest dobre, a co złe – kreśli jedynie obraz śniącego w konkretnej sytuacji. Człowiek jest wówczas taki, jaki jest – oto i cała prawda.

Tak rozumie tę prawdę obiektywną.

Dlaczego sen czasem przedstawia sytuację śniącego tak, że wygląda ona jak koszmar, a innym razem wręcz ochrania jego świadomość, przemawia łagodniej niż  sam śniący zrobiłby to świadomie?

To prawda, nieświadomość zazwyczaj przedstawia sprawy w sposób budzący grozę – cóż, dzisiaj ludzie mają skłonność do lekceważenia tych problemów, dlatego należy nimi trochę wstrząsnąć.

Ale (…) zadając się z nieświadomością nie powinniśmy się lękać.

Jeżeli  w naszej świadomej postawie przejawiamy tendencję do lekkomyślności, wówczas sen przedstawi sytuację w formie przejaskrawionej, posuwając się aż do koszmaru, tak że na człowieka uderzą siódme poty.

Jeśli potrafimy docenić potęgę świadomości, nie musimy się niczego lękać. Gdy tylko zaczniemy się bać, cała sprawa (którą zajmuje się nieświadomość), upadnie, spektakl dobiegnie końca, albowiem nieświadomość zejdzie z planu. Dopóki pozostaje ona widoczna, możemy ją ująć i zintegrować ze świadomością, ale gdy zniknie, zaczniemy pracować po omacku, a wtedy sprawa może przybrać naprawdę groźny obrót. Najgorszym przeciwnikiem jest przeciwnik niewidoczny. Jeśli nieświadomość stanie się niewidzialna, będzie mogła przypuścić atak z każdej strony.

Dlatego widzenie snów i praca ze snami są poważną sprawą.

Dodam tu, bo czasem ktoś czyta te notatki: senniki nie są prawdziwym zajmowaniem się snami, to nie jest prawdziwe badanie nieświadomości, to jest ta groźna lekkomyślność, o której mówi Jung.

Nielekceważącym tego, co dzieje się w nieświadomości, sen pokazuje swoje prawdy w formie możliwej do przyjęcia i nie budzącej grozy.

Dalej: Sen nie zawiera spełnienia życzenia. (…).Natura [ sen jest zjawiskiem naturalnym, przejawem natury] nigdy nie składa człowiekowi propozycji. Aby zinterpretować marzenie senne, należy znać wszystkie szczegóły dotyczące stanu świadomości [śniącego], albowiem sen składa się z wszystkiego, czym nie żyjemy w danej chwili albo z czego nie zdajemy sobie sprawy. (…) jeśli ktoś wychyla się w świadomości za bardzo w jedną stronę, wówczas w nieświadomości pojawia się kompensacja. Nieświadomość jest niczym kompas – nie powie nikomu, co powinien uczynić, jeśli nie potrafimy odczytać wskazówek kompasu, nic on nam nie pomoże.(…) jeśli umiemy odczytać wskazówki kompasu, pokaże nam drogę, ale nie przyda się nikomu, kto nie potrafi się z tym obchodzić. Kompas jest jak Pytia Delficka – nigdy nie mówi,co należałoby uczynić. Człowiek znajduje się nagle w tajemniczej sytuacji – sam musi wnieść światło w ciemności.

Do tego jest cała ta wielka wiedza o tym, jak obchodzić się ze snami. Ciąg dalszy nastąpi, jestem dopiero w połowie tych seminariów.

C.G. Jung – Analiza marzeń sennych. Seminaria 1928-1930.

pismolinearne

Ciekawe, co mi się dziś bardziej uda lub nie uda, mam trochę dobrych zdań o nieświadomości od Junga, ale nie wiem, czy nie wpiszą się raczej tutaj, w piśmielinearnym >>,  które bardziej podoba mi się od wczoraj.

Możliwe, możliwe – teraz nawet nauka to potwierdza za pomocą rezonansów magnetycznych – możliwe jest porozumiewanie się z osobami w tzw. stanie wegetatywnym. 

- Być może już niedługo tacy chorzy będą mogli w jakimś stopniu angażować się w kształtowanie swojego losu – mówi Adrian Owen z uniwersytetu w Cambridge, główny autor pracy.

Osoby w stanie wegetatywnym same oddychają, zachowują niektóre odruchy, ale wydają się całkowicie pozbawione świadomości. Jednak uważa się, że aż w prawie 40 proc. przypadków może dochodzić do postawienia błędnej diagnozy i osoba uznana za będącą w stanie wegetatywnym tak naprawdę pozostaje minimalnie świadoma. Jest jakby w półmroku, w którym może częściowo odczuwać na przykład ból, doświadczać emocji i w bardzo ograniczonym zakresie próbować nawiązywać kontakt z otoczeniem.

Problem w tym, że te dwa stany – wegetatywny i minimalnej świadomości – są niekiedy bardzo trudne do rozróżnienia. Istnieją specjalne testy (np. sprawdzanie, czy pacjent zmienia kierunek patrzenia w zależności od wydawanych poleceń), ale nie są one doskonałe i mogą “przeoczyć” minimalnie świadomego pacjenta. Badacze próbują ulepszyć te sposoby, wykorzystując m.in. nowoczesne metody obserwowania pracy mózgu.

(…)

Naukowcy, których pracę publikuje najbardziej prestiżowy medyczny periodyk – “The New England Journal of Medicine” – “dogadali się” z chorymi, obserwując sposób, w jaki ich mózgi reagowały na pytania.

W pierwszym eksperymencie z 2006 r. Owen i jego współpracownicy użyli funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (MRI), by sprawdzić, czy kobieta, u której stwierdzono stan wegetatywny, zareaguje na dwie komendy. Każda z nich powinna uruchamiać inny fragment mózgu. Gdy pacjentce polecono, by wyobraziła sobie siebie grającą w tenisa, w jej mózgu zaczynał świecić fragment kory ruchowej. Gdy polecono jej, by wyobraziła sobie, jak porusza się po własnym domu – świecił tzw. zakręt przyhipokampowy, obszar związany z orientacją przestrzenną.

Ponieważ reakcje mózgu były zgrane w czasie z wydawanymi komendami, a i miejsce, w którym mózg ulegał aktywacji, pokrywało się z przewidywaniami badaczy, doszli oni do wniosku, że kobieta musiała zrozumieć komendy i świadomie na nie zareagowała.

W nowszym eksperymencie naukowcy przebadali 23 osoby z Belgii i Wielkiej Brytanii, które wcześniej zdiagnozowano jako będące w stanie wegetatywnym. Jak się okazało, pięć z nich zachowało jednak pewien poziom świadomości. Z 29-letnim mężczyzną, który świadomość stracił po wypadku samochodowym, naukowcy spróbowali “porozmawiać”.

Zadali mu pytania: “Czy twój ojciec ma na imię Thomas?”, “Czy twój ojciec ma na imię Alexander?”, “Czy masz siostry?”.

Jeśli odpowiedź brzmiała “tak”, pacjenta proszono, by wyobrażał sobie siebie grającego w tenisa. Jeśli “nie”, miał wyobrażać sobie, jak chodzi po własnym domu.

Wszystko, co w czasie doświadczenia działo się w mózgu mężczyzny, było rejestrowane za pomocą rezonansu magnetycznego.

Aby wyniki były jak najbardziej wiarygodne, pytania przygotowała rodzina pacjenta; naukowcy wcześniej nie znali odpowiedzi. Dodatkowo, część ekipy zajmująca się analizą zdjęć uzyskanych z rezonansu nie miała w ogóle styczności z chorym ani z jego rodziną.

Okazało się, że chory zareagował na pięć z sześciu zadanych pytań. Gdy odpowiadał twierdząco, w jego mózgu świeciła się kora ruchowa. Gdy chciał powiedzieć “nie” – świecił się rejon związany z orientacją przestrzenną. Jego rodzina potwierdziła, że wszystkie odpowiedzi były zgodne z prawdą.

Eksperyment powtórzono u 31 zdrowych ochotników. “Reakcje ich mózgów były identyczne – świeciły u nich dokładnie te same miejsca co u naszego pacjenta” – piszą badacze w “NEJM”.

(…)

- Jestem prawie całkowicie pewien, że ten człowiek zachował świadomość – mówi Adrian Owen. – Rozumie wydawane mu instrukcje, pamięta, co to jest tenis i jak się w niego gra. Wyraźnie widać, że wiele z jego funkcji poznawczych pozostało nienaruszonych.

- Nie tylko dowiedliśmy, że ci ludzie są świadomi – daliśmy im też możliwość porozumiewania się ze światem – przekonuje Steven Laureys z belgijskiego uniwersytetu w Liege, współautor badań.

- Ta praca zmienia wszystko – uważa Nicholas Schiff ze Szkoły Medycznej Weilla-Cornella w Nowym Jorku, również zajmujący się utratą świadomości. – Teraz, gdy wiemy, że nawet osoba uznana za będącą w stanie wegetatywnym może komunikować się ze światem, i być może nieskutecznie próbuje to zrobić, nasza wiedza dotycząca sposobu postępowania z takimi chorymi, została wywrócona do góry nogami – twierdzi Schiff.

(…).

źródło: wyborcza.pl >>

“Śpiączka” Mindella wydana w 1994 roku

Kopiuję w całości. Więcej mam z tego rozumieć:

Lekarze nazistowscy odczuwali potrzebę prowadzenia prac badawczych na rzecz nauki, choć ich eksperymenty były skalane piętnem zbrodniczego reżimu. 

Harwardzki profesor Robert Jay Lifton pokusił się o zbadanie psychiki lekarzy nazistowskich, którzy pod przykrywką badań naukowych prowadzili okrutne eksperymenty medyczne. 

Świat dowiedział się o skali i bestialstwie eksperymentów, przeprowadzanych w Trzeciej Rzeszy w imię medycyny dopiero w trakcie procesów nazistowskich lekarzy przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze na przełomie 1946 i 1947 roku. Przykładami rozlicznych tortur, jakimi poddawno więźniów było badanie wytrzymałości ludzkiego organizmu na podciśnienie.

Lekarz obserwował przebieg eksperymentu i skrupulatnie odnotowywał wystąpienie drgawek, utratę przytomności, a po upływie kilku minut nim ofiara skonała – sinienie ciała i pianę na ustach. Równie okrutne były doświadczenia, badające wytrzymałość ludzkiego organizmu na niskie temperatury: uczestników zanurzano na wiele godzin w lodowatej wodzie albo kazano im stać nago na mrozie. Wielu więźniów zamarzało na śmierć. U niedobitków, którzy zdołali przeżyć ekstremalną hipotermię lekarze obserwowali reakcję na “ciepło zwierzęce”. Tym cynicznym określeniem obozowi lekarze opisywali ogrzewanie wyziębionych więźniów ciepłem ciała nagich współtowarzyszy niedoli.

- Lekarze nazistowscy odczuwali potrzebę prowadzenia prac badawczych na rzecz nauki, choć ich eksperymenty były skalane piętnem zbrodniczego reżimu. Dzięki prowadzonej działalności naukowej czuli się spełnieni jako lekarze – uważa Robert Jay Lifton. Wybitny 83-letni harwardzki psychiatra jest uważany za twórcę psychohistorii, dyscypliny integrującej badania historyczne w połączeniu z metodami psychoanalizy. Na początku kariery naukowej psychiatra zajmował się badaniem przyczyn i skutków zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki, a także spustoszeń w psychice dokonanych przez wojnę w Wietnamie. Jego książka “The Nazi Doctors” z 1986 roku była pierwszym, dogłębnym studium, poświęconym adaptacjom i deformacjom psychiki u sprawców i ofiar Trzeciej Rzeszy. Na podstawie rozmów z 40 zbrodniarzami i 80 więźniami, którzy przeżyli machinę zagłady Lifton badał, jak lekarze nazistowscy wspominają swój  wkład w proceder ludobójstwa i jak racjonalizują udział w masowej zagładzie: “Po śmierci więźniów lekarze badali organy. W ten sposób niektórzy z nich byli przeświadczeni, że działają dla dobra nauki”. 

W środku piekła

W filmie dokumentalnym “Kiedy lekarze zabijają – o szaleństwie i etyce w medycynie” Lifton wyjaśnia, jak to jest możliwe, że “normalni lekarze” przeistaczali się w morderców. (…) – Nie ma nic bardziej zatrważającego od faktu, gdy lekarze stają się mordercami – stwierdza amerykański psycholog. Z tego powodu zbrodnie medyczne są jeszcze bardziej  odrażające od innych okrucieństw nazistowskich. Lifton obrazowo tłumaczy, że większość lekarzy faszystowskich nie była patologicznymi sadystami lub fanatycznymi mordercami. – Byli zafascynowani ruchem faszystowskim i stopniowo wprowadzali przesłanki ideologiczne do medycyny aż przeistoczli się z “aktywistów biologicznych” w ludobójców – tłumaczy Lifton. W oczach wielu więźniów Auschwitz był “rodzajem mitycznej kliniki zła”. W jej centrum stali lekarze, a uzdrawianie polegało na zadawaniu śmierci. Hitler już w “Mein Kampf” podkreślał, że najważniejszym wykonawcą jego polityki rasowej są właśnie medycy. Według Liftona lekarze od dawna postrzegali siebie jako mistycznych uzdrowicieli, dysponujących wyjątkowymi uprawnieniami moralnymi. Ambitnych “władców życia i śmierci” totalny reżim potrafił świetnie wprzęgnąć w realizację swoich celów.

I tak w obozie koncentracyjnym Ravensbrück lekarze celowo okaleczali więźniów, by testować na nich preparat z grupy sulfonamidów albo wprowadzali do skóry infekcje aż powstawały ropne owrzodzenia. Inne osoby  zmuszano do wdychania gazów bojowych bądź picia wody morskiej. W obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie lekarze nazistowscy testowali na więźniach szczepionki na tyfus plamisty i żółtaczkę. Jedna trzecia więźniów nie wytrzymała tych eksperymentów. W Auschwitz lekarze dokonywali rozległych oparzeń skóry u dzieci, innym więźniom zmniejszano i tak głodowe racje żywnościowe, aby zbadać wytrzymałość ludzkiego organizmu na głód. W Auschwitz ginekolodzy prowadzili badania nad sterylizacją, wstrzykując kobietom formalinę do macicy. Josef Mengele, pełniący funkcję lekarza obozowego w obozie kobiecym w Auschwitz od maja 1943 roku, ma na swym koncie wiele okrutnych eksperymentów, jak choćby zarażanie bliźniąt pałeczkami duru brzusznego.

Szczególnie bolesne w swej wymowie są rozmowy, jakie Lifton przeprowadził z inicjatorami eksperymentów medycznych. Jeden z lekarzy umówił się z naukowcem na stacji kolejowej. Na spotkanie przyszedł opalony, z nartami na ramieniu. Inni sprawcy także nie mają powodu do narzekań – opływają w dostatek, są dobrze sytuowani, mieszkają w ładnych domach. – Ci ludzie byli częścią machiny zła, trybikiem morderczego systemu, a mimo to wiedzie im się bardzo dobrze. Pomyślałem sobie, że coś niedobrego dzieje się na tym świecie – opowiada Lifton.  Jeden z lekarzy chciał się  nawet zaprzyjaźnić z Liftonem, gdy dowiedział się, że amerykański psycholog jest Żydem. – Między naszymi narodami dochodziło w przeszłości do pewnych nieporozumień – rozpoczął rozmowę lekarz. W tym momencie Lifton zrozumiał, o co chodzi jego rozmówcy i donośnym głosem, zaprawionym goryczą kwituje: – Proszę sobie wyobrazić, że lekarz mówiąc o “nieporozumieniach” miał na myśli mordowanie Żydów.

źródło: wiadomości.onet.pl >>

Ciąg dalszy sprawy, o której pisałam parę godzin temu. Mojego wujka nie chcą wypuścić do domu, mimo że wraz z mamą po niego pojechałyśmy. I mimo ż jego cała “wina” sprowadza się do napisania płaczliwego smsa.

Nie może się wypisać na własną prośbę. Dlaczego? Przecież nie jest ubezwłasnowolniony. Napisał głupiego smsa i na tej podstawie orzekli, że mają go trzymać nie wiadomo ile. Halo??? Czy mi się zdaje, czy coś tu nie gra? Grożą, że jeśli będzie chciał się wypisać, to go podadzą do sądu, sąd orzeknie, że wujka trzeba trzymać w zamknięciu. Ponownie pytam: za co?

Lekarze powołują się na taki przepis:

“Art 21.1 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego:
Osoba, której zachowanie wskazuje na to, że z powodu zaburzeń psychicznych może zagrażać bezpośrednio własnemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób, bądź nie jest zdolna do zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, może być poddana badaniu psychiatrycznemu również bez jej zgody, a osoba małoletnia lub ubezwłasnowolniona całkowicie – także bez zgody jej przedstawiciela ustawowego.”

A co na to konstytucja? Karta praw pacjenta? Przecież jeśli ktoś nie chce się poddać leczeniu, to nie wolno go do tego zmuszać. Dziennikarze, prawnicy co wy na to? Może RPO powiadomić??? Help. :(((

PS. Wujek nigdy nie miał epizodu typu próba samobójcza czy samookaleczenie. Znam osobę, która miała – i nie została zamknięta na nie wiadomo ile w szpitalu. W ogóle nie została zamknięta!

źródło: redakcja.newsweek.pl>>

Zawsze to bliskie poezji, gdy tłomacz guglowy przemówi.

O Olwen Tarrant:

Obrazy Olwen Tarrant są natychmiast rozpoznawalne, zarówno pejzaże, martwe przedmioty życia, cyfr lub pracy z wyobraźnią. Jest malarzem, który kocha kolor. “Kolor wyraża nastrój, kolor podnieca mnie i sprawia, że mnie chcesz nagrać moje uczucia na płótnie. Sound odtworzenia części też. Wiatru w koronach drzew, ptaków, głosy wsi witali się, busker grającego na gitarze w kwadrat. I jestem szczęśliwy zostali przeszkoleni w College of Art, które wyposażone mi wiedzy i doświadczenia musiałem być w stanie wprowadzić to wszystko na moje płótna. I może być w moim studio lub w zatłoczonym placu, ale jestem w świecie własnej doświadcza, czym jestem malowanie na materiale; części. “

Olwen wystawia swoje prace w galeriach w Londynie i na terenie całego kraju, w tym Mall Galleries, domu Royal Institute of Oil Malarze (ROI), którego jest teraz Fellow. Olwen był prezesem ROI przez okres pięciu lat i jest jedyną kobietą wybraną na stanowisko w jego 125-letnią historią życia.

źródło: olwentarrant >>

tu obraz >>

Ktoś tam pisze “hahaha”, ale akurat ta fantazja może być prawdą, bo już trochę była i jest: zapisuję, żeby można było zajrzeć przed 2012 rokiem:

Chiny, USA, Rosja i jeszcze 15-20 innych państw prowadzi badania nad cyberbronią, która miałaby być wykorzystana podczas ataku na systemy informatyczne potencjalnych przeciwników. Wszystkie te kraje zajmują się też internetowym szpiegostwem – poinformował Dave DeWalt, szef firmy McAfee, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. 

DeWalt podkreślił, iż w USA w ciągu ostatnich lat znaczną część wydatków przeznaczonych na obronę stanowiły pieniądze zainwestowane w narzędzia IT. Chodzi głównie o opracowywanie i zakup systemów wczesnego ostrzegania przed cyberatakami.

więcej czytania tutaj >>

Szef agencji telekomunikacyjnej ONZ, Hamadoun Toure, ostrzegał podczas konferencji Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU), Telecom World 2009, że następna, duża wojna w głównej mierze rozegra się w cyberprzestrzeni.

Podczas odbywającej się w Genewie konferencji ostrzegano przed rosnącym uzależnieniem państw świata od internetu, który jest już podstawowym narzędziem kontrolującym większość usług. Co za tym idzie, wszystkie przyszłe wojny mogą skupić się w świecie wirtualnym, a nie w rzeczywistym. Bitwy rozgrywane w cyberprzestrzeni pozwolą słabszym państwom na walkę z potężniejszymi przeciwnikami, dadzą słabszym większą moc i siłę rażenia.

więcej czytania tutaj >>

Starsze wpisy »