Samochód ruszył, ale się zgubił. Wylądowaliśmy w prawdziwej wsi. Poszliśmy do yamenu. Urzędnik skręcał się ze śmiechu: powiedział, że koniecznie musieliśmy przejeżdżać przez wioskę Czuang Tse. Wskoczył do brązowego jeepa. Zawróciliśmy do lasu.
Dzień chylił się ku zachodowi.
Znowu warchlaki lub czarne prosięta prowadzone na sznurkach lub przywiązane do drzew.
Znowu gliniane chaty, małe drewniane mostki nad głębokimi i długimi kanałami nawadniającymi i nad rozlewiskami.
Ściemniało się. Pomiędzy drzewami gasnące złotawe światło. Na poletkach nadzy mężczyźni po trzech, po czterech, ciągną radła.
(…)
Kurhan kryty słomą: to grób mego mistrza. Pada. Nadbiegają gołe dzieci, ciągną nas w deszcze za rękawy. Stary wieśniak wyciąga do mnie pędzelek i miseczkę z tuszem.
Rozumiem, że muszę pisać na długim rulonie, który rozwija, z góry w dół. Chłopi rozkładają długi papier z północy na południe.
(…)
Pomiędzy dwoma atakami kaszlu, na deszczu, piszę pędzelkiem pionowo.
Starzec z wielką powagą pyta, co napisałem. Odpowiadam, że wyraziłem moją admirację dla zmarłego mistrza. Tak naprawdę jestem Charlie Chaplinm w lesie Henan.
Ciąg dalszy nastąpi.
Życie sekretne – Pascal Quignard
[...] grób Czuang Tse >> [...]