Tak, było to piękne i straszne, Thomas Merton zakochał się w Margie, która była pielęgniarką w szpitalu, gdzie operowano mu kręgi szyjne. Nawiasem mówiąc, w rezultacie operacji jednego miejsca, siadł mu kolejny dysk i Merton nie mógł już potem rąbać drew ani robić innych trudniejszych prac fizycznych. W zamian poznał Margie, lato 1966 roku było latem ich miłości ukradkowej, ale coraz bardziej wszystkim wiadomej, jestem teraz znany jako mnich, który zakochał się w kobiecie, napisał w dzienniku. Zachowali czystość, jak się wyraża, ale przyznał, że jest do niej przywiązany, a co więcej, to przywiązanie dogłębnie zmieniło jego życie.
Mniej więcej świadomie – zapisał pewnego wieczoru – obieram kurs, który może być szkodliwy dla mnie jako mnicha, jako kontemplatyka, jako pisarza.
Na początku wszystko analizował, racjonalizował, liczył na integrację tej ludzkiej miłości z powołaniem monastycznym i kapłańskim, ale zauważał, że tak naprawdę w rzeczywistości prowadzi podwójne życie.
Trzymał się postanowień, aby się nie spotykać z Margie sam na sam, dopóki było to postanowieniem. Potężniejsza od niego siła kazała mu wymykać się wieczorami z pustelni do klasztoru i ukradkiem do niej dzwonić. Wręczał listy do Margie swoim gościom z prośbą o wysłanie. Wszystko w zamęcie, w szalonej intensywności chwil.
Czuł, że popadł prawdziwe niebezpieczeństwo duchowe (…). Późnym wieczorem wybiegał myślą ku chwili, gdy wstanie i będzie o niej myślał.
Tak wielu innych księży robi to samo tej nocy – wszędzie. To dziwny kryzys całego Kościoła.
Powiedział w końcu opatowi. Ten wcale się nie rozgniewał, ale zupełnie inaczej zrozumiał sytuację, sugerował, że przyczyną całej sprawy było osamotnienie Mertona w pustelni. Merton wyjaśnił, że poznał Margie, gdy przebywał poza pustelnią, opat jednak niewzruszenie obstawał przy swej teorii osamotnienia. Zaproponował, żeby mnich dalej mieszkał w pustelni w ciągu dnia, lecz spał w infirmerii. Merton poprosił o zgodę na stałe mieszkanie w pustelni. W końcu opat zgodził się pod warunkiem, że Merton będzie przychodził do pracy ekumenicznej w domu rekolekcyjnym – miało to ulżyć jego samotności.
Taki lek na samotność Mertona przeraził, wiedział, że musi ocalić swe pustelnicze życie.
Dowiadujemy się z wielu stron książki, po co jest takie życie, w jaki sposób samotność przemienia się w odosobnienie, które jest czym innym niż pustką po ludziach.
Podczas trudnej i pełnej udręki nocy, na przemian śniąc i budząc się, Merton dał się unieść w samo serce samotności, mgliście świadom powolnie płynących godzin w ciemności pustelni, w spokoju i ciszy otaczającego go lasu, aż samotność stała się zupełna i pozbawiona wszelkiej ludzkiej pociechy. Czekał, poddając się pustce, aż w końcu samotność przemieniła się w odosobnienie i wiedział, że jest ono dla niego dobre.
Napisał: Kocham M., lecz jakoś inaczej, spokojniej i bez niepokojów wewnętrznych czy rozdarć. Czuję, że ponownie cały jestem tutaj. W końcu powróciłem na swoje miejsce i do swojej pracy i zaczynam być ponownie tym, kim jestem. Był to okres makabrycznej, a jednak pięknej alienacji.
Rozstali się z Margie bez dramatyzmu, a potem ona wyszła za mąż.
__________
“Za głosem ekstazy. Pustelnicze lata Thomasa Mertona” – J. H. Griffin
Z Pariwary:
„Co ma robić bhikszu , gdy spotka kobietę?– Wtedy nie należy patrzeć na nią.
Ale jeżeli przypadkowo spojrzy na nią? – Wtedy nie należy odzywać się do niej.
Ale gdy przypadkowo odezwie się do niej? – Wtedy, Anando, strzeż się.”
PsiZębie, im dalej czytam, tym bardziej staje się to zawikłane, chociaż w końcu im tam wychodzi też na to, żeby się strzec…
[...] zakochany mnich >> [...]