To jest wpis pro forma, aby było wrzucone między sprawy światowe i kryzysowe, które przebierać się zaczynają za beletrystykę.
Nie wiem, po co i dlaczego powstają takie fantazmaty, ale są firmowane nazwiskami znaczącymi w świecie gospodarczym.
Cytuję z bloga omawiającego książkę George’a Friedmana “The Next 100 Years” i za kilkadziesiąt lat można będzie swobodnie porównywać prognozowane z tym, co wynikło:
(…) Nazwisko autora może wydawać się znajome czytelnikom blogów finansowych – i słusznie, bo analizy polityczne firmy Stratfor (której założycielem i najważniejszym „mózgiem” jest właśnie Friedman) znajdują uznanie wielu finansistów, w tym popularnego w Polsce Johna Mauldina. Tym, którzy finansami mniej się zajmują, mógł zainteresować wywiad, którego George Friedman udzielił polskiej prasie w ubiegłym roku.
Jak wskazuje tytuł, Friedman stara się przewidzieć, jak mogą się potoczyć losy świata w bieżącym stuleciu. Choć książka pełna jest konkretnych „prognoz” (w rodzaju „24 listopada 2050 Japończycy zaatakują amerykańskie platformy orbitalne”), sam autor nie ma złudzeń, że tego typu domysły (a jest ich więcej – o czym niżej) należy traktować tylko jako political fiction. O wiele więcej wniosków wyciągnąć można z mniej „beletrystycznej” części książki. Zanim bowiem Friedman przystępuje do snucia fantazji, serwuje nam ciekawą diagnozę aktualnego stanu rozwoju cywilizacji, na podstawie której typuje regiony, kraje i narody z ponadprzeciętnymi perspektywami.
By nie odbierać czytelnikom radości czytania, wspomnę tylko kilka tez stawianych przez Friedmana. W XXI wieku nastąpi spadek tempa wzrostu liczby ludności i za 50 lat wiele krajów borykać się będzie ze spadkiem liczebności społeczeństw. (…).
W tych warunkach pojawia się szansa na znaczące przeorganizowanie stosunków polityczno-ekonomicznych. Japonia (niechętna imigracji) rozbudowuje sieć interesów w słabych Chinach i zerka na bogatą w surowce azjatycką część Rosji (…). Turcja odradza się powoli, lecz systematycznie, przy aprobacie sunnickich krajów arabskich (obawiających się nieobliczalnego, szyickiego, sięgającego po atom Iranu) i też zerka w kierunku południowych rubieży Rosji i krajów byłego Związku Sowieckiego.
Trzecim „odradzającym się” krajem ma być (i tu widzę uśmieszek na Państwa twarzach) Polska. Zdaniem Friedmana nasz kraj skorzysta na spadku znaczenia Rosji oraz stagnacji Europy Zachodniej, ustanawiając liczne przyczółki nie tylko na wschód od naszej (obecnej) granicy, ale i w niemal całej Europie Środkowej i na Bałkanach – jak w XVII wieku. (…).
Konsekwencją tych procesów w naszej części świata będzie konflikt… polsko-turecki, istna powtórka bitwy pod Wiedniem, ale to dopiero perspektywa roku 2051 (znów wróciliśmy do części „beletrystycznej”). Wygrany zresztą przez siły koalicji amerykańsko-polskiej, niezbyt krwawy, bo XXI-wieczne wojny toczyć się będą na poziomie precyzyjnych technologii, a nie mas żołnierzy (…).źródło i więcej czytania: pawelhominski.blox.pl >>
Tę książkę omawia też Andrzej Lubowski w dzisiejszej “Gazecie na Wielkanoc”. Dużo tego i podzielone na konkretne wojny i dziesięciolecia.
Prognoza na 100 lat …. Ja juz wolalbym poczytac ksiazke telefoniczna niz to.
Jesli ludzie (jako gatunek) potrafiliby tak doskonale prognozowac, to osoba zyjaca przed wynalezieniem kola bylaby w stanie przewidziec jego wynalezienie a tym samym juz by kolo znala. Osoba zyjaca w 16 wieku ktora przewidzialaby wynalezienie silnika parowego juz musialaby znac jego koncepcje. Jesli mysliciele zyjacy podczas I wojny swiatowej potrafiliby wyprognozowac powstanie broni jadrowej, wykorzystali by ja w tejze wojnie. Jesli potrafilibysmy dzis wyprognozowac wynalezienie skutecznego leku na raka, to za rok ten lek by istnial.
Za sto lat moze nas nie byc i nikt nie sprawdzi czy prognoza Friedmana byla trafna.
rafal
ta prognoza, nawet jeśli oparta na czymś, co umie Friedman, wydaje mi się bezsensowna przez swój stuletni zasięg, nie bierze w ogóle pod uwagę mnóstwa niezależnych od jego wiedzy czynników
najlepsze prognozy to te, które zrobione są post factum.
zawsze podziwiam odwagę robiących prognozy, która może jest czymś innym niż odwagą, ale chyba zdają sobie sprawę, jakie reakcje może budzić to, co mówią…
więc raczej podziwiam