w dniu tak uroczystym

Posted: Październik 8, 2018 in literówki
Tagi: ,

widzę to, 400 polubień śnienia świata, które ciągle trwa i  jest blog, który wciąż je w sobie chowa, chroni, chomikuje, dziękuję bardzo lubiącym, zbudowałam z tej okazji kamienną budowlę, co tam w środku może być, wie pierwszy napotkany kamień, one wszystkie mają wspólną duszę, każdy żyje co najmniej sto lat, tylko człowiek boi się śnienia, bo wciąga ono niektórych w swoje zakulisowe korytarze, w przestrzenie, o jakich nigdy dotąd mu się nie śniło, dopiero potem je opisuje, z tego jest literatura.

teraz bardzo proszę przypadkiem śnienia nie odlubić, okrągła liczba je zachwyca :)

Reklamy

Życie w otoczeniu nazbyt jasnych przedmiotów nie sprzyja na ogół dobremu samopoczuciu. Na Zachodzie ludzie posługują się sztućcami i naczyniami ze srebra, stali, cyny i czyszczą je do połysku. Nas to świecenie razi. Jeśli nawet zdarza się nam używać srebrnych czajniczków, czarek lub karafek do podgrzewania i podawania sake, nie czyścimy ich. Przeciwnie, doznajemy przyjemności dopiero na widok przedmiotu, który z czasem traci połysk i pokrywa się warstwą ciemnej, okopconej patyny.
(…)
Jeśli prawdę powiada aforyzm, że „piękne jest zimne”, to mamy także prawo określić piękne jako przybrudzone.
(…)
Uwielbiamy rzeczy naznaczone piętnem ludzkiego brudu, osmolone sadzą, plamy będące wynikiem działania czynników przyrody. Lubimy koloryt i połysk śladów przywołujących na myśl dawne zdarzenia, których są pamiątką. Przebywanie w wiekowych domostwach, pośród starych sprzętów w zadziwiający sposób przynosi nam spokój i koi nasze nerwy.

______________________________________

Jun’ichiro Tanizaki – Pochwała cienia

o skręcaniu wiersza

Posted: Wrzesień 18, 2018 in literatura polska, literówki
Tagi: ,

„Tajny dziennik” Białoszewskiego dwa lata temu wydawał mi się mało białoszewski, teraz znowu bardzo, jakby zmieniły się zdaniowatości, chyba przecież moje, bo w „Tajnym dzienniku” raczej zdań nie przybyło ani nie ubyło.

Białoszewski wiedział, że chodzi o wiersz, a nie o niego samego w wierszu; trochę podobnie nauczał Budda, aby mówić tylko to, co konieczne, prawdziwe i  życzliwe, a jeśli nie Budda, to pewna znana mi osoba.

Wypisek o skręcaniu wiersza:

Moje ostatnie wiersze.
Chodzi o to, żeby miały luz, nie zapychały odbiorcy – ale żeby były ścisłe w siatce konieczności.
Żeby nie przenosić sytuacji w co innego, w coś wtórnego. Ani nie robić rusztowań z obcych przedmiotów, niewchodzących w grę bezpośrednio (chyba że coś ważnego z przypomnienia na tę okoliczność). Więc gospodarować zastanym (przy mnie i we mnie), bo i nie dodawać nic do swojego stanu.
Starać się schwytać w tej kolejności i na gorąco.

Napięcia (powód wiersza).
Ja – sytuacja.
Przestawianie, „ulepszanie” (przechytrzanie) mści się.
Jednak trzeba wydłubywać niepotrzebnostki, wiązania niekonieczne, zdaniowatości, które zwalniają tempo.
Ma być często jeden skręt (jedno skręcenie, jak bielizny w wyżęciu).
Zauważyłem, że kiedy mi nie rośnie wiersz, a tylko kolejność i już tracę pewność, czy był powód – bo nieraz wystarczy jeden większy element, nieraz kilka elementów prowadzących do zadziałania razem na końcu – kiedy więc w tym ciągu dalszym, końcowym nagle zjawi się coś wizyjniejszego i ja staram się tym skręcić ostatecznie wiersz, ukręcić, a nie wiem ostatecznie co, jak, nagle okręca mi się to słowami w dużą sprężynę, monumentalnieje. A więc złapałem to konieczne. Albo wypuściłem, bo dostałem skrzydeł.

____________________________

Miron Białoszewski – Tajny dziennik

nie ma sensu czytać tyle, mówi Białoszewski >>

Było to w czasie, kiedy malowałam sny kredkami bambino, malowanie jest dla mnie za trudne, przeszłam na szkice, mapy snów, przy okazji odkryłam na nowo jak powstają wizje.  W jakiś czas potem czytałam „Wizje”Junga i natknęłam się na opis dokładny, nawiasem mówiąc sądzę, że wszystkie dzieci to wiedzą, ale dorośli zapominają w okamgnieniu i myślą, że się zwariowało.
Jung opowiedział swoją historię o tym, jak uruchamiają się wizje. Sen pamiętany jest jak kadr z filmu, jak pocztówka od nieświadomości: raczej nieruchomo. Można go rozwijać na jawie, od miejsca, gdzie zauważymy czy zapamiętamy ruch, ruch jest energią i prowadzi, wizje są ruchome.

Chciałbym wam tu opowiedzieć o własnym przeżyciu z czasu, gdy byłem małym chłopcem, jeszcze nie chodziłem do szkoły. Co tydzień w niedzielę spędzałem ranek u starej ciotki, która miała staromodny salon z cudownymi miedziorytami. Zawsze spoglądałem na nie z ogromnym zainteresowaniem. Jeden przedstawiał wiejską plebanię: z budynku probostwa wychodził pastor w sutannie – najwyraźniej udawał się do kościoła; właśnie zatrzasnął drzwi, schodził po schodach na drogę. Przypatrywałem się mu z wielką uwagą, ponieważ był to taki interesujący staruszek. Pewnego razu stwierdziłem, że naprawdę porusza się, że schodzi po schodach. Zawołałem do ciotki: „On idzie!”. Ciotka stwierdziła rzecz jasna, że to niemożliwe. „Ale ja widzę, jak on idzie, on z pewnością schodzi po stopniach!”. Po owym incydencie co tydzień w niedzielę miałem frajdę patrząc, jak staruszek schodzi po schodach. Jeśli dostatecznie długo będziecie się wpatrywali w obraz, przekonacie się, że on ożywa. Jeśli nie zacznie żyć, to oznacza to, że popełniliście jakiś błąd, że niedostatecznie przenieśliscie sie w obraz. Z tego względu Starożytni byli przekonani, że posąg boga coś mówi czy porusza głową, mimo że był to bożek wyryty w kamieniu. Ludzie płacili ciężkie pieniądze, by móc wspiąć się po drabinie i szepnąć bogu do ucha coś, co leżało im na sercu, byli bowiem przekonani, że bóg usłyszy i udzieli odpowiedzi, czy że w każdym razie ruszy głową. Znamy niezliczenie wiele historii o tym, jak obraz czy posąg odpowiedział swemu wyznawcy.

______________________________
C.G. Jung – Wizje t.1 str 167

Spotkało mnie dziwne, nieduże zrządzenie i biorę to za znak, chociaż nie wiem dokładnie jaki, bo znaki co prawda są drogowskazami, ale przecież nie drogą. Najbardziej przemawia do mnie droga okruchów z bajki, chociaż te okruchy w jakiejś wersji były zjadane przez ptaki i zostawał do obejścia cały las. Okruchy snów nie są jednak zjadane. W ostatnich snach sprzątanie, pusty dom, na podłodze resztki sznurków i paprochy, a dziś kurs ciągłości snów, zauważania drobnych wydarzeń i wklejania tych wydarzeń do białych albumów o twardych kartkach, aby łatwiej było widzieć, jak uchwytny jest to proces i jak nieprzerwany. Do tego ulubiona posadzka snów, yin i yang, w biało-czarną szachownicę. Dopiero teraz przypomniałam sobie ten sen, kiedy przez dwie godziny robiłam w jawie coś na rzecz ciągłości.

[markiza zawsze wychodzi o piątej]

Próba techniczna.
W „Pergamonii” było takie zdanie:
Pergamonia jest piękna i naznaczona posmakiem wieczności.
Ten bohomaz jest na pochmurność dzisiejszego dnia, Pergamonia nie ma z nim nic wspólnego.

 

Wychodzi coś takiego, kiedy próbuję przedstawić to w obrazie. Obraz świata jest tak zanurzony w sobie samym, że nie odróżnia, co jest czym.
To, co wyobrażone, śnione, okazuje się równocześnie rzeczywiste w taki sposób, w jaki dana rzeczywistość jest.
To nudne wyjaśnienie bohomazów też podlega temu samemu zjawisku: że po prostu nie można oddzielić.
Inna możliwość: że to bohomazy na nas patrzą:)

 

flashmob dla widuna

Posted: Sierpień 26, 2018 in literówki
Tagi: , ,

na urodziny, które będę obchodzić zawsze

lubił, kiedy ludzie tańczą na ulicach

jest tu mała filia jego bloga
https://opisy.wordpress.com/filia-uroczyska-widuna/

niedługo sto lat

jeszcze nie ośmieliłam się w śnieniu świata spisać snów o świecie, tam też jest świat, o czym wszyscy wiedzą, ale traktuje się go jak pustkę bez treści życia: tak nie jest.

absolutorium dla snów było już dawno, pierwszy ślad w Praobrazach:

W miejscu gęstej, słonecznej zieleni,
w tajemniczym zakątku ciemnym i jasnym równocześnie,
czekamy, aż otworzy się przejście.
Żelazna krata z wąskimi strugami rdzy trochę skrzypi.
Wewnątrz miejsce zawiera gabinet, siłownię, pracownię,
szarą, miękko wyłożoną klatkę.
Coś się tutaj odbywało i przestało?
Wyścig szczurów?
Seminarium pod nazwą „Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś”?
Demonstracje przypadków, omawianie prac, prac opartych na faktach?
Przechodzi profesorka w białym fartuchu.
Mówi, że następnym razem mogłabym już przynieść
do przejrzenia swoje „Absolutorium dla snów”,
bo najprawdopodobniej dość dużo napisałam,
ale mówię: nie, to dla mnie za wcześnie, jeszcze nie czas.
Profesorka wychodzi, zamyka za sobą drzwi.
Wtedy myślę, że jesteśmy we śnie,
a w snach wiedzę ma kto inny niż ja.

Teraz czas na sny o świecie.