sen olimpijski, londyn 2012

Posted: Lipiec 29, 2012 in literatura sieciówkowa
Tagi: ,

Jawa zajmuje zawsze więcej miejsca w świadomości niż sny, więc snu w tej olimpiadzie trzeba szukać, jak każdego snu, w tym, co niezamierzone lub przeciwne zamiarom, w tym, co zdarza się niechcący, na co nie zwraca się właściwie uwagi i co jest nie tak jak miało być.

Ten więc obraz i wiadomość o tysiącu wolnych miejsc na trybunach pozwalają myśleć, że sen olimpijski jednak jest, mimo jawy, która huczy i stara się go ukryć:

więcej na ten temat: sport.pl >>

A mówiło mi już coś tu przy obsoletkach >> , że olimpiada jakoś sama eliminuje się z jawy, może świat już nie potrzebuje olimpiad, na pewno potrzebuje wiele czego innego, zobaczymy.

Reklamy
Komentarze
  1. stefan pisze:

    Każdy zawodnik olimpijski bez wyjątku śni o złotym medalu..potem budzi się w rozczarowaniu: czasem płacze albo tłumi łzy.Olimpiada jest snem o zwycięstwach. Dla niektórych staję się jawą. Znikam…Leje deszcz i phioruny grzmią. To jest chyba Jawa!

    • signe pisze:

      u nas jeszcze nie ma phiorunów, ale bardzo pobladło….
      to co jest snem a co jawą, to też kwestia gustu czyli definicji:)

  2. Kropka:) pisze:

    „Olimpiada jest snem o zwycięstwach” – to chyba najtrafniejsze i zarazem najbardziej zwięzłe podsumowanie snienia o olimpiadzie!:)

  3. AsHa pisze:

    Wlasnie zaczelam myslec nad tym, nie wiem powoli co jest snem a co jawa. Wszystko sie dla mnie jakos zlalo – jak juz wspomnialam. Nie zartuje.

    kazdy ma swoje sny i jawy. moze tak. albo dla kazdego to cos innego. ciekawe sa te kolektywne sny i jawy. swiat jest naszym placem zabaw. czasem tylko te zabawy mutuja. troche. ale to znowu co innego. inny sen. moze. tyle tych swiatow.

  4. signe pisze:

    Kropko, no właśnie, dla każdego sen jest trochę gdzie indziej, to ciekawe
    jawa chyba też:)

  5. signe pisze:

    AsHa: dopiero teraz czytam, co piszesz, kiedy już mój koment do Kropki wypuściłam…
    każdy ma też swoje definicje,
    a tybetańska joga snu mówi, że w końcu sny znikają w ten sposób, że jawa się specjalnie od nich nie różni…
    muszę chyba zmienić terminologię, już mi się nudzi ten podział,
    Wiem, że nie żartujesz teraz, wiem

  6. peatero pisze:

    ostatnio mam bardzo zbliżone odczucia zlewania się i wątpliwości co do sensowności tego podziału – no cóż słowa jak to słowa – pomagają i przeszkadzają zarazem ;)

    w każdej konkurencji olimpijskiej są trzy medale do podziału, czasem chyba cztery (jak się wręcza dwa brązowe) a startujących jest o wiele więcej, więc wiadomo, że „przegranych” będzie więcej niż „zwycięzców” a jednak każdy (zwłaszcza ci z czołówki, faworyci) myśli: „dlaczego to ja mam być tym przeganym?”; taka olimpiada to sen o gigantycznej ambicji, lata ciężkich przygotowań, wyrzeczeń, podporządkowanie całego życia jednemu celowi – bycia lepszym od innych, jak się nie uda, to bywa frustracja a czasem depresja, jakaś Koreanka, szermierka przez godziny bodajże nie mogła się pogodzić z odbierającą jej zwycięstwo decyzją sędziów i nie chciała zejść z planszy czy maty czy jak tam się to zwie; brakuje jeszcze jakiegoś schizofrustrata, który po przegranej zacznie do wszystkich wokół strzelać … chyba nie poszło to w dobrym kierunku, (mnie się już nie chce nawet poruszać tematu ogromnego biznesu stojącego w tle szlachetnej idei olimpijskiej)- a gdyby tak wręczać medale wszystkim startującym? chyba organizatorzy by nie splajtowali?
    to może zresztą i głupi pomysł :D
    traktując igrzyska jako wielkie śnienie świata można by wydumać taką sytuację, że jest wielki faworyt (np jak nasza Isia), dostaje mocne cięgi i to go inspiruje to zapytania siebie, czego go świat tym śnieniem klęski chciał nauczyć; po przegranym turnieju udaje się gdzieś w odosobienie i kontynuje ten mindelowski flirt ze śnieniem z pożytkiem dla siebie i świata …
    trochę popłynąłem, no nie? :D

  7. signe pisze:

    Peatero, ja tu nic nie dodam, to, co napisałeś, ma w sobie takie ważne rozgałęzienia,
    ale widzę przy okazji, że jeśli nie piszę, co ja rozumiem przez co, mogę mylić,
    bo jednak olimpiada jako taka, to dla mnie rzeczywistość uzgodniona czyli jawa, a zawsze obok, pod tym, pomimo, jest coś, co wcale w formule olimpijskiej się nie mieści i dla mnie są to np. te puste trybuny, chociaż to pewnie mały rejon,
    to wszystko bardzo subiektywne…

  8. peatero pisze:

    a moźe ja powinienem czytać uważniej i mniej rozmawiać sam ze sobą?

  9. signe pisze:

    o, moźe jednak rozmawiaj tu do siebie, miło, jak ktoś myśli przy mnie:)
    a ja myślę, ze nigdy nie postarałam się jakoś prosto napisać, co to jest dla mnie śnienie, chociaż wydawało mi się, że ciągle o tym piszę, ta myśl bierze się wprost z olimpiady:)