fragment dziennika krishnamurtiego

Jest fragment dziennika Krishnamurtiego, pisany przez sześć tygodni w 1973 roku,  a więc gdy miał on 78 lat. Pisał tam o sobie w trzeciej osobie.  Patrzę, jak patrzył i co spostrzegał. Kopiuję ten odcinek z akapitem o bezwartościowości wyjaśnień, jestem przekonana o bezwartościowości wyjaśnień i analiz, kiedy tak naprawdę potrzebne jest co innego:

18 września 1973r

Jest to wciąż jedna z najpiękniejszych dolin. Otoczona ze wszystkich stron wzgórzami, pełna gajów pomarańczowych. Przed wielu laty wśród drzew i ogrodów stało tam ledwie kilka domów, teraz jednak jest ich o wiele więcej; drogi poszerzono, wzrósł ruch, wzmógł się hałas, szczególnie na zachodnim krańcu doliny. Ale wzgórza i wysokie szczyty pozostały takie same, nietknięte przez człowieka. W wysokie góry wiodą liczne ścieżki, po których chadzał bez końca. Spotykał niedźwiedzie, grzechotniki, jelenie, a pewnego razu rysia. Ryś stał przed nim, na schodzącej w dół ścieżce, mrucząc oraz ocierając się o skały i niskie pnie drzew. Powiew szedł ku górze, tak że mógł podejść dość blisko zwierzęcia. Ryś naprawdę się cieszył, zachwycony swym światem. Krótki ogon sterczał w górę, spiczaste uszy kierowały się do przodu, rdzawa sierść była jasna i czysta; zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że ktoś stoi jakieś sześć metrów za nim. Schodziliśmy szlakiem może kilometr, żaden z nas nie czynił najmniejszego hałasu. Było to naprawdę piękne zwierzę, pełne życia i gracji. Gdy doszliśmy do wąskiego strumienia, nie chcąc go przestraszyć wyszeptał łagodne pozdrowienie. Nie obejrzał się ani na moment, byłaby to strata czasu, ale odskoczył i znikł bez śladu w ciągu paru sekund. A jednak przez jakiś czas byliśmy przyjaciółmi.(…).

Czyś się kiedykolwiek zastanowił, dlaczego ludzie błądzą, ulegają zepsuciu, zachowują się nieprzyzwoicie – agresywnie, gwałtownie i przebiegle? Nie należy winić środowiska, kultury czy rodziców. Chcemy zrzucić odpowiedzialność za to zwyrodnienie na innych lub na jakieś wydarzenie. Wyjaśniania i przyczyny to łatwe wyjścia. Starożytni Hindusi nazwali to Karmą: zbierasz, coś posiał. Psycholodzy zrzucają cały problem na rodziców. To, co twierdzą tak zwani ludzie religijni, oparte jest na ich wierze i dogmacie. Pytanie jednak pozostaje.

Są też inni, z urodzenia szczodrzy, dobrzy, odpowiedzialni. Nie zmieniają ich środowisko czy jakieś naciski. Pozostają tacy sami na przekór całej tej wrzawie. Dlaczego?

Wszelkie wyjaśnienia niewiele znaczą. Każde wyjaśnienie jest ucieczką, unikiem przed rzeczywistością tego, co jest. A tylko to się liczy. To, co jest, można całkowicie przekształcić za pomocą energii, którą marnotrawi się na wyjaśnienia i poszukiwanie przyczyn. Miłości nie ma ani w czasie ani w analizie, w ubolewaniu i wzajemnym obwinianiu się. Jest wtedy, gdy nie pragnie się pieniędzy, stanowiska, gdy nikną sprytne podstępy jaźni.

tłum. Wojciech Sady, j.krishnamurti.republika.pl >>

Reklamy

2 thoughts on “fragment dziennika krishnamurtiego

  1. Razins pisze:

    Fajnie ze wróciłaś :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.