inna cisza

Od razu za mało ciszy, kiedy mówię i kiedy słucham. Nie dość trzech lat bez telewizji, radia, prawie żadnych filmów. Przeszłam na sny, ale znalazłam o wiele więcej niż śnienie i teraz mam problem odwrotny:  jak ten, okazuje się, nie taki zwykły, stan umysłu zachować w zwykłym życiu. I dlaczego muszę myśleć, jak zachować to dobro,  bo samo się nie zapisuje na tym tle, które jest, wśród tego, co jest. Taki etap może.

Bardzo proste, ładne, bardzo stare zapiski o Krishnamurtim pani o nazwisku Ewelina Karaś są tutaj >>

Można chociaż przeczytać o ciszy, o tej innej ciszy.

Wydaje mi się, że wczoraj próbowałam wyrazic coś podobnego o miejscu jeszcze nienazwanym, ale już zauważonym. Krishnamurti był do końca życia zmartwiony, że tak trudno nazywać najprostsze nawet zjawiska świadomości i wrażenia, poszczególne słowa zwykłe, takie jak zrozumienie, a nawet cisza, trzeba przyjmować jako pełne nieznanych możliwości, które za każdym razem na nowo odkrywają się dla każdego.

Albo się nie odkrywają, może i tak być.

Jak mówić bez niszczenia tej ciszy, nie mam pojęcia, a nawet jak słuchać.

To chyba jakiś koan.

Reklamy

8 thoughts on “inna cisza

  1. peatero pisze:

    kiedy mówisz jest mówienie
    kiedy milczysz jest cisza
    jak mogłabyś ją zniszczyć?

  2. signe pisze:

    może to jest bez sensu, ale kiedy milczę, też jest mówienie, przynajmniej wtedy, kiedy nie jestem sama,
    o wiele więcej mówienia, im bardziej milcze…

  3. peatero pisze:

    to doskonale rozumiem – obłoki przysłaniające przejrzyste niebo
    :)
    w milczeniu zawsze będzie sie pojawiać mówienie/myślenie a pomiedzy nimi prześwituje niebo ciszy
    dobrze jest dbać, żeby warstwy chmur nie zasłoniły całego nieba – równowaga to cała sztuka, ale odganianie chmur to nie, to nie działa
    chyba jeszcze lepszą metaforą jest zabełtana osadem woda – zaczyna nas ten osad denerwować i próbujemy odgonić ale w tem sposób zabełtujemy coraz bardziej

    • signe pisze:

      tak, odganianie to jest to, na co naprawdę nie chciałoby mi się tracić czasu, równowaga w przesuwaniu się obłoków przez przejrzyste niebo przemawia do mnie mocno, a ciszy po prostu bardzo chcę, chociaż nie wiem, gdzie w tym wypada punkt równowagi bo obiektywnie mam jej dużo, chyba działa tu jakaś inna miara:)

  4. AsHa pisze:

    wiesz, to chyba jest to wyrabianie w sobie pewnego stanu ducha bez wiecznego komentowania (o! a co ja wlasnie robie:))) to o czym ona pisala, widzialam Niemca, myslalam idzie Niemiec itd. spostrzeganie bez wciagania sie w zabawy z asocjacjami itd. caly taki rodziaj uwaznosci, ktory owocuje potem w tym stanie ciszy. to jest chyba troche jak rodzaj pracy nad soba i tym co w nas gada. ciagla obserwacja. to naprawde b. podobne lub identyczne jak vipassana. niby wiadomo ale chyba trzeba wciaz motywowac w sobie ten watek dzialan. niektorzy mowia na to „kontekst”;) bo kontekstem jest…wiecznosc, swiadomosc, zrozumienie…

    pa, pa Signe!!!!

    • signe pisze:

      AsHa: też tak myślałam, chodzi na pewno o stan ducha i o zrezygnowanie z tych myślowych łańcuchów, wszystkie te lepsze metody prowadzą do tego samego, już nie widzę żadnej, której by chodziło o coś innnego, to się sprowadza do uważności w ciszy,
      jesteś nocnym motylem, latałaś dziś?

  5. AsHa pisze:

    Wiesz, nie pamietam…chyba jednak nie. Ale mialam okrzyk w przebudzeniu…jakas mega-wazka czy cos takiego na mnie wlecialo. To dluzsza historia.

    tak, trzeba urywac te lancuchy mysli albo przynajmniej sie porzadnie dystansowac;) nie zywic ich nowymi myslami – moze to wystarczy. o kurcze, ale dziecko gdzies placze…histerycznie. nie lubie tak.

    pa!!!

  6. signe pisze:

    AsHa, jak nie Ty latasz, to coś wlatuje, musi być o lataniu:)
    nie żywić myśli łańcuchowych, rozumiem, to prawda!
    pa!!!

Możliwość komentowania jest wyłączona.