w dniu trawy

Podążanie ścieżką snów to kierowanie się uwagą bez intencji, trochę tak jak gapią się dzieci, więc otworzyłam komp i bezmyślnie kliknęłam w wyborczą.pl, przebiegłam wzrokiem coś  niezauważonego, może było to jeszcze bardziej śnieniowe, ale niestety nic mi z tego nie zostało; a potem rzuciło mi się w oczy zdanie, dwa zdania:

Efekt wypalenia trawy bywa nieprzewidywalny. W powszechnym przekonaniu joint gwarantuje śmiechawkę i rozluźnienie, a akurat ty możesz mieć odwrotnie, możesz się głęboko zdołować.

Z różnymi sprawami mam odwrotnie i nawet gdy wypijam jedną legalną lampkę wina od razu czuję, że tam, na dnie, jest czarna noc duszy,  to dno świata, czytam więc dalej rozmowę z terapeutą od uzależnień:

Skupmy się na marihuanie. Czy mogę sobie w najbliższy weekend raz zapalić? Gdzie jest granica  bezpieczeństwa? – Tego nikt ci nie powie. Znam osoby, które  palą 30 lat i nic im nie jest, wcale nie potrzebują się leczyć. Miałem też pacjenta, młodego chłopaka, który raz zapalił zioło i dostał ciężkiej psychozy.  Przyprowadzili go do mnie jego rodzice. Jeden joint sprawił, że ujawnił się w  nim cały natłok jego kompleksów, lęków, trosk. To, co miał poukrywane głęboko,  wypłynęło z ogromną mocą. Stanął w drzwiach mojego gabinetu jak galareta. Tak  skrajne przypadki zdarzają się niezwykle rzadko, ale pamiętajmy jedno: im  większy masz problem sam ze sobą, tym większe prawdopodobieństwo, że on się po  zażyciu jakiejkolwiek substancji psychoaktywnej ujawni. Natomiast jeśli nie masz  problemu, to masz o wiele mniejszą motywację, żeby cokolwiek brać, tu jest ta  zagwozdka. (…).

Ustaliliśmy już, że marihuana jest mniej szkodliwa od alkoholu, ale to też ucieczka od rzeczywistości. (…). To jeden z najważniejszych  skutków palenia trawy: brak chęci do pracy, do tworzenia. (…) Niech przykładem będzie moja osobista kompromitacja: dawno temu byłem w łóżku z  kobietą, oboje po trawie, ona krzyczy z rozkoszy. A mój wzrok pada nagle  niechcący na półkę z książkami. I koniec. Po trawie możesz koncentrować się tylko na jednej rzeczy jednocześnie. Więc ja widząc, że na półce brakuje trzech  tytułów, po prostu wstałem i zacząłem ich szukać. (…).

Dalej jest tutaj: wyborcza.pl >>

Ale dalej nie przeczytałam, bo zaczęłam myśleć o tej koncentracji na jednej rzeczy w jednej chwili, to jest sedno. To się ma bez trawy, bez niczego, zwykłe, skrajnie skupione zaciekawienie, jakie mają dzieci, zwłaszcza te wychowywane bez wielu zabawek, więc ciekawe, jaki będzie dalszy ciąg tego śnienia na dziś.

Czy będzie coś o ucieczce od rzeczywistości?

Czy będzie o koncentracji na jednej rzeczy w jednej chwili?

Czy o uzależnieniach?  O granicy bezpieczeństwa?

Czy o czymś związanym z trawą, Trawą albo TRAWĄ?

I nagle dostaję śmiechawki, bo jest dziś 24 sierpnia, dzień bardzo ważny, ale jak okrężnie musiałam do tego dojść!!!

Chociaż może to być też o czymś jeszcze bardziej zwiniętym i nie wiem o tym w tej chwili nic, ale jakiś związek z tym zerknięciem na stronę wyborczej.pl powinno mieć. Mam pamiętać, że śnienie jest zakręcone, a nie linearne, może być więcej zwinięć:)

PS. To był dzień urodzin Widuna, Stefana Grassa:)

Advertisements

14 thoughts on “w dniu trawy

  1. psiząb pisze:

    Bardzo ciekawe!

  2. stefan pisze:

    Marycha-trawka to jeden z licznych sposobów tworzenia uzależnienia, czyli nałogu. Alkoholizm ma podobne funkcje. Jak każdy nałóg, konik. Podejrzewam nawet, że komputer to też „trafka”, bo uzależnia: gry komputerowe? blogowanie? o, rany?
    uciekam :-o

    • signe pisze:

      Stefanie, ja się tam naczytałam różności, alkohol jest chyba najstraszliwszy poza narkotykami mocnymi, a uzależnić się można od wszystkiego…
      było raz o FOMO, to dotyczy internetu…

  3. Mrsdalloway pisze:

    Mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że uzależnieniom zawsze ulegają ci, którym z jakiś przyczyn nie udało się opanować własnych emocji. Wystarczy, że spada na człowieka coś nieoczekiwanego, zdarzenie, którego nie potrafi unieść, do tego słaba konfiguracja temperamentu i cech charakteru – no i „masz babo placek” – sięga taki po papieroska, po wódeczkę , tudzież inne dopalacze. Nawet jeśli szuka wrażeń to i tak robi to z przyczyn emocjonalnych. Jeśli sięga – znaczy się jest coś nie tak. Nie jesteśmy nauczeni walczyć ze słabościami, szukać oparcia w innych ludziach. Dorośli też nie uczą dzieci jak ćwiczyć silną wolę. Ech, życie! :)

  4. signe pisze:

    Mrsdalloway, to co piszesz bardzo logiczne, ja też czuję, że oparcia w silnej woli nikt teraz nie uczy, a może po prostu w sobie, o emocjach wiadomo mało…
    znam fajną hipotezę o odmiennych stanach świadomości, ze dają one mały dostęp (tak jakby można było spojrzeć przez szczelinę w kotarze) do bardzo komuś potrzebnego stanu, dla każdego co innego, to zawsze się wiąże chyba z jakimiś emocjami, ale nie wiem, co się o tym mówi…
    a ponieważ to jest tylko zerknięcie, tej substancji czy przedmiotu uzależnienia wciąż chce się więcej, nigdy przy pomocy tego co uzależnia, nie wchodzi się w ten potrzebny stan całkowicie, tylko czuje się, że coś tam jest…
    terapią jest dotarcie (bez uzależniacza, na trzeźwo) do tego upragionego stanu, poznanie, co to jest i „dostarczenie go” sobie,
    w ten sposób przestałam palic papierosy:) niezwykłe było poznać ten stan, a kiedy nastąpił naprawdę, po prostu już nie pamiętałam o paleniu:)

  5. Mrsdalloway pisze:

    No brawo!! I ja się z tego paskudnego nałogu wyzwoliłam lata temu. Pamiętam, że mi to smakowało:). Lubiłam to przesiadywanie z fajeczką w samotności, ale to na pewno był tylko taki wybieg, nie miałam lepszego zajęcia, albo chwilowo zachłysnęłam się tym stanem.

  6. signe pisze:

    też mi smakowało, ale moje palenie nie miało związku z przesiadywaniem w samotności, naprawdę jest w tym potężny kawałek tego, co tu nazywam śnieniem:)

  7. peatero pisze:

    oj, tak, nie zarobilibyśmy na te więzienia dla nas samych :)

  8. AsHa pisze:

    Dorzuce, ze reaguje bardzo mocno (tak jak Ty z tym kieliszkiem wina) na wszystko. Wiec i na te dodatkowe atrakcje. Nie mam juz potrzeb tego typu. To byly kiedys rodzaje dodatkowej stymulacji dla mie, dla tego, co nazywalam kreatywnoscia. Moze nawet glownie o nia mi chodzilo. I tak jak ze wszystkim w zyciu chyba nastapila transformacja calego tego kompleksu potrzeb. Teraz reaguje za mocno, uwrazliwilam sie z wiekiem moze.
    Papierosy kiedys troche tu i öwdzie teraz no, no, no. itd. :)))

  9. signe pisze:

    Peatero: no właśnie, a tak to można!!!

  10. signe pisze:

    AsHa: też mi teraz wychodzi, że kreatywność powstaje jakoś inaczej, ale najpierw się szuka, wszędzie, a kiedyś tak trochę tu i ówdzie:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.