cortazar schodzący po schodach

W poczytalni >> przeczytałam jak Cortazar poprawia swoje opowiadanie, w którym  ktoś przystępujący do schodzenia po schodach, po prostu zaczyna schodzić,  a  im bardziej schodzi z tych schodów, tym bardziej piszący o tym  Cortazar zaczyna myśleć,  że nieliterackie formy wyrazu zubażają wszystko, co pisze i niezadługo poczuje się niezdolny do sformułowania najprostszej myśli. Ale jednak prócz, obawy, jest jeszcze coś w tle, jakieś śnienie, za tym dobrowolnym ubóstwem, za tym „zaczęciem schodzenia”, które zastępuje „przystąpienie do schodzenia”, miga coś, co dodaje mi odwagi, mówi Cortazar. Piszę bardzo źle, ale coś przez to prześwieca. Dawny mój „styl” był lusterkiem dla czytelnika-skowronka. Patrzył w nie, bawił się nim (…). O ile łatwiej jest tak pisać niż pisać (prawie nie-pisać) tak jak chciałbym teraz, bez dialogu ze zwykłym czytelnikiem i bez spotkania, a tylko z nadzieją na pewien dialog z pewnym określonym i odległym czytelnikiem. Rzecz oczywista, że jest to problem natury moralnej.

Ale to samo pragnienie absolutu czuł tak samo na starość, jak mając dwadzieścia lat, tyle że kwaskowata i gryząca rozkosz aktu twórczego lub po prostu podziwiania piękna się zmieniła.

Wyjaśnienie, które dodaje, jest czymś, nad czym nie raz się zastanowię. Mówi: Tylko jedna piękność może jeszcze dać mi to uczucie dojścia do mety: ta, która jest celem, nie środkiem, a która jest nim dlatego, że twórca jej w samym sobie zidentyfikował poczucie kondycji człowieka z poczuciem kondycji artysty, natomiast płaszczyzna estetyczna zawiera się w tym jednym słowie: „wyłącznie”.

To zdanie wydaje mi się słuszne i prawdziwe, ale energia tej wypowiedzi, gorąca linia przekazu jest jednak raczej w tym:  w pisaniu bez dialogu ze zwykłym czytelnikiem i bez spotkania, a tylko z nadzieją na pewien dialog z pewnym określonym i odległym czytelnikiem.  W tym „bez” jest „zubożona” o wszystko inne prostota i koncentracja.

W małej książeczce o kronopiach pisał najpierw o wchodzeniu po schodach, bo zanim się zejdzie,  trzeba wejść.  Pisał, że na schody wchodzi się przodem, bowiem tyłem i bokiem jest niebywale niewygodnie. Instrukcja nie ogranicza się do tego jednego zdania, jest najeżona „przystępowaniem” do wchodzenia, długa i prawdę mówiąc, myląca. Do spróbowania. Ale już zdanie o schodzeniu okazuje się prostsze. Tutaj, inaczej niż w „Grze w klasy”, schodzi się bez trudności, przy pomocy lekkiego ruchu pięty, który wpiera ją w należne miejsce, ażeby nie ruszyła się aż do chwili, kiedy skończymy schodzenie.

To jest ciekawe ze stu powodów, a jeden dotyczy tego, kto czyta.

______________________________________

Julio Cortazar – Gra w klasy

Julio Cortazar –  Opowieści o kronopiach i famach i inne historie

Reklamy

10 thoughts on “cortazar schodzący po schodach

  1. stefan pisze:

    Ja czytam po polsku, ale z ciekawości zaglądam na hiszpańskie schody- escaleras, czyli eskalacje, wschody?.. My wchodzimy na schody – oksymoron. Hiszpanie mają odwrotnie, gdy schodzą ze wschodów. Te schody kojarzą się z Escherem i jego problemami:)
    Albo jak mawial gen. Wieniawa- Długoszowski: „koniec żartów, panowie. Zaczynają się schody!”;)

  2. signe pisze:

    Stefanie!!! o matko, trzeba to wszystko wziąć pod uwagę, te oksymorony schodowe, dzięki za przypomnienie Eschera i jego krzywych schodów, on to miał jakoś obliczone…
    nie wnikałam w sensy matematyczne krzywych belwederów, ale on mówił chyba po holendersku, czy tam się bardziej schodzi czy wchodzi??????
    google, ratunku

  3. Mrsdalloway pisze:

    kazali czytać Grę w klasy na studiach, a teraz wrócę z przyjemnością

    • signe pisze:

      Mrsdalloway: wróciłam, ale ja to czytałam kiedyś… jako co??? coś innego!!! nie, mnie nikt nie kazał niczego czytać, taki chaos jaki tu jest może powstać tylko sam z siebie:)
      a tak naprawdę to teraz Cortazar mnie zdumiał… gadaniem, przegadaniem… nie czułam tego przedtem,
      a może to Zofia Chądzyńska… ciekawa będę, jeśli kiedyś wrócisz do Gry i coś powiesz

  4. peatero pisze:

    tak myślę nad tym załoźeniem, iż, żeby zejść, to najpierw trzeba wejść
    ale … przecież równie słuszne jest twierdzenie odwrotne
    czemuż to czynność wchodzenia ma być uprzywilejowana w stosunku do schodzenia?

  5. peatero pisze:

    u Cortazara bardzo podobało mi się to, jak bohaterowie włóczą się po Paryżu czy Buenos, przesiadują w kafejkach albo w przypadkowych mieszkaniach, prowadzą się bardzo swobodnie i dużo dyskutują o literaturze, filozofii, muzyce
    najpierw na takie życie nie miałem kasy a potem czasu
    teraz ani jednego ani drugiego

  6. signe pisze:

    Peatero: mnie się też podobało, zwłaszcza jesień tam jest taka, że tylko się zanurzać i przesiadywać, i też teraz nie mam jednego ani drugiego, ale to nie musi być Paryż, chyba, zastanawiam się:)

  7. peatero pisze:

    wystarczy Paryż mentalny (moim zdaniem) :)

  8. signe pisze:

    wystarczy mentalny:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.