początki, zaczęcia, wywróżone wzory losu

Zwracam uwagę na początki.  Naprawdę są śnieniem, zwiniętym, ciemnym, zgęszczonym jak czarna dziura.

W sierpniowych pierwszych notatkach jest o tym, że śmiertelnie zranione miasto odżyło i na co dzień nie pamiętamy, że tu, którędy chodzimy, były ruiny. Było to wspomnienie o Powstaniu Warszawskim.  Napisałam o odżyciu.

Było w tym pierwszym wpisie zdanie, które jakby zaczyna mieć sens realny, jeszcze nie całkiem, ale trochę już, napisałam wtedy: nie muszę chodzić po ruinach. Możliwe, że już czasem nie muszę.

Napisałam:  zupełny brak ludzi. Nawet w filmie/książce „Droga” Cormaca McCarthy’ego nie było aż tak pusto, ale planeta ta sama. Co można z takim światem zrobić? Okazuje się, że można go ożywić i było to w ludzkiej mocy, chociaż prawdę mówiąc, nie wiem, jak.

A teraz, w miesiąc później, okazało się, że może trochę wiem jak.  Chociaż na razie jeszcze dobrą jest rzeczą ten zupełny brak ludzi.

Teraz trochę strach, a trochę niestrach pomyśleć, co będzie we wrześniu, zaczętym wprost od czarnej dziury >>

Reklamy

2 thoughts on “początki, zaczęcia, wywróżone wzory losu

  1. stefan pisze:

    Masz rację w niebieską sobotę września. Jesień jest ruiną zieleni, liści, drzew. Chodzimy po szeleszczących kolorowych ruinach. Jesień to zapadanie w śnienie o wiośnie. Jeśli zima jest czarną dziurą, to jednak u nas jest biała.A potem wszystko odzywa. Przedzwny świat :-o

    • signe pisze:

      bardzo przedziwny, w tej chwili myślałam, że jestem w czarnej dziurze na bardzo białej stronie bloga:)
      myślę,że zawsze mi w takich chwilach pomagało liźnięcie taoizmu

Możliwość komentowania jest wyłączona.