Zaskoczony radością – C.S. Lewis

Ten Lewis od Narni. Gaduła. Wcale nie o Radości cała książka. On chyba należy do tzw. gawędziarzy, każde słowo jest dla niego tematem do rozwinięcia. Bardzo tego nie lubię, bo się gubię. Jak on napisał o Narni, że mogłam czytać, nie mam pojęcia.

Ta Radość wczorajsza powtarza się w kolejnych opisach, nie jest mi znana taka Radość. Poznał tę Radość w czasach szkolnych, obecnie byłyby to czasy gimnazjalne. Już wtedy, jak pisze, zgubił Radość dzieciństwa, ta specjalnie wyróżniana we wspomnieniach Radość Dziecinstwa to dla mnie abstrakcja, ale wielu się na nią powołuje. Więc Lewis zgubił Radość Dziecinstwa i nagle pisze:

Radość różni się nie tylko od zwykłej przyjemności, ale także od przyjemności estetycznej. Jej nieodłącznym składnikiem jest ból, jakby pchnięcie nożem, i niezaspokojone pragnienie.

Po czymś takim sprawdziłam, co dalej, po tym pchnięciu nożem radości.

To była krótka chwila, lecz opisana jest na dwu albo i czterech stronach. Było to w jego odczuciu tak, jakby zima w jednej chwili rozluźniła swe okowy, jakby w jednej chwili odwieczne pokłady lodu rozpuściły się, a w ich miejsce pojawiły się, w tej samej chwili, kwitnące łąki pierwiosnków, sady i ogłuszający śpiew ptaków.

Tego dnia ktoś zostawił w klasie magazyn literacki (…). Bezmyślnie, nie spodziewając się niczego, rzuciłem okiem na tytuł i towarzyszącą mu ilustrację. Chwilę później, jak mówi poeta, „niebo stanęło dęba”. Słowa, które przeczytałem, brzmiały: „Zygfryd i Zmierzch bogów”. (…). Nigdy nie słyszałem o Wagnerze ani o Zygfrydzie. Myślałem, że zmierzch bogów oznacza zmierzch, w którym żyli bogowie.

I nagle pomyślał, że jest całkiem inaczej z tym zmierzchem. I ogarnęła go wizja olbrzymich, jasnych przestrzeni zawieszonych nad Atlantykiem… i tu jest przeskakiwanie przez ileś podobnych skojarzeń dokładnie opisanych, ale ten Zygfryd i  ciągnące ku słońcu żurawie, obudził we mnie, jakby serce mi pękło, wspomnienie samej Radości – kiedyś miałem to, czego brakowało mi już tyle lat, a teraz wracałem z wygnania…. „Zmierzch bogów” i moja dawno miniona Radość, tak samo odległe i tak samo nieosiągalne, zlały się wreszcie w jedno nieznośne uczucie pragnienia i straty, które zaraz połączyło się ze świadomością utraty również i tego doznania.

I odtąd w opisach pojawia się ta Radość jako tęsknota, pragnienie i strata, co dziwne, nigdy nie ma jej teraz, zawsze jest dokładnie tak, jakby pojawialy się te kwitnące łąki na zlodowaciałej przed chwilą Antarktydzie, ale jest to wizja i tęsknota. I właśnie pragnienie, żeby tak było, nazywa on  Radością, a nie to, co jest. W ten sposób ta Radość jest równocześnie stratą albo brakiem.  I wspomnieniem, że kiedyś tak było. I oczekiwaniem, aby mieć to znowu. Miewa to znowu, ale w taki sam sposób.  Puszczają jakieś lody, jakby coś mogło być, ale nie ma, czeka się na to, jest to znane, ale utracone i tyle. Nie ma innej radości w tej książce, są jeszcze dalsze o tym rozważania, nic w tym pierwszym wrażeniu nie zmieniają.

Naprawdę zaskoczył mnie taką radością. Chociaż sama nigdy jeszcze nie opisywałam swojej. Nie wiadomo, jak by się to różniło. W opisach wizyjnych ważne dla mnie śnienie. I to, że wczoraj zobaczyłam tę tęczę właściwie o zmierzchu.

_______________________________

C.S. Lewis – Zaskoczony radością

Reklamy

9 thoughts on “Zaskoczony radością – C.S. Lewis

  1. Mrsdalloway pisze:

    bardzo mnię to zaintrygowało, zaczęłam nawet myśleć o „radości” jako dosyć zróżnicowanym odczuciu. Radość z otrzymanego bukietu kwiatów, jest czym innym niż radość z usłyszanego głosu w słuchawce, za którym się tęskni, radość z narodzin dziecka i radość z wychodzącego zza chmur słońca… To ja sobie tak myślę, ale jako o inspiracji Twoim tekstem, ale z tym Lewisem to ciekawa sprawa.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • signe pisze:

      Mrsdalloway: właśnie, o radości w ten sposób nigdy nie myślałam i obawiam się, że czegoś takiego nie nazwałabym tak, aż się zaciekawiłam tym Lewisem, ale musi poczekać, gaduła:) o nawróceniu tu jest z samego brzeżku i akurat to sprawia wrazenie czegoś, co każdy może znać, rodzaj odkrycia czegoś o czym się cały czas wiedziało? tak to jakoś się zaczyna…

  2. stefan pisze:

    Lewis w tej autobiografii ględzi o wielu angielskich synonimach ” joy” która dla nas może znaczyć „uciecha, zadowolenie, szczęśliwość, idylla itp”. To co nawrócony na anglo-katolicyzm protestancki ateista uważa za „uciechę” nie odpowiada naszemu pojęciu „radochy”:)

    • signe pisze:

      Stefanie, ja to już całe przeczytałam, najbliższe jest to może tej „szczęśliwości”, radochy w tym żadnej, jakieś ładne zdumienie przez długi czas, ale opisywany stan ducha wciąż ten, o którym napisałam, dziwne i przyjemne czytanie, pod koniec mniej gadulstwa albo się przyzwyczaiłam:)

  3. Mrsdalloway pisze:

    no właśnie całkiem zapomniałam o tym nawróceniu

  4. tanya pisze:

    A ja o czymś innym, bo ktoś zwrócił na to moją uwagę i zaczyna mnie to uderzać: przez całe wieki nie czytałam nic o Wagnerze, a tu wczoraj artykuł, a dziś u Ciebie wzmianka. Jakby tematy się przyciągały i jest to dla mnie jak nieco absurdalny sen.

    • signe pisze:

      Tanya: tematy się przyciągają, są te magnesy nieświadomości:) myślałabym w takim przypadku, żeby tego Wagnera trochę posłuchać:)
      (czy możesz przy okazji napisać swój adres, blog, chociaż jeden, ja mam wywrócone wszystko, co było, proszę!!!)

  5. tanya pisze:

    To dobry pomysł, posłucham. Ale jutro, dziś już trzeba iść spać, żeby jutro przytomnie wstać.
    (adres od pewnego czasu wciąż ten sam: u-live-twice.blogspot.com)

  6. signe pisze:

    Tanya, dzięki:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.