bezsenność w macondo

Dzień małomówny. Słowa przez to ważniejsze, nawet niektóre policzone. Wczoraj wieczorem spróbowałam – po raz który? – „Stu lat samotności”, to jest książka do zamyślania się pomiędzy słowami, to jest czytanie jak patrzenie w dziury między liśćmi. Już chyba jej nie czytam, tylko rozpoznaję dawne miejsca, a wtedy okazuje się, ilu  nie poznałam jeszcze nowych. Otwierają się. Dziwna książka. I gdzieś jest o tym, jak wszyscy wpadli w bezsenność, poszła zaraza bezsenności,  nie pamiętam, czy wyszli z tego, czy nie.  Kiedy się nie śpi, znika pamięć.

______________________________________

Gabriel Garcia Marquez – Sto lat samotności

Advertisements

8 thoughts on “bezsenność w macondo

  1. Mrsdalloway pisze:

    Czytałam dawno, na studiach, zachęciłaś mnie do powrotu, zamyśleń. Tylko kiedy przeczytać to wszystko, co zaplanowałam ? Dobrej nocy Signe:)

  2. Mrsdalloway pisze:

    A! Czytam o tej latarni V. Woolf…zaraz się kładę i czytam:)

  3. psiząb pisze:

    Zgadza się. Coraz mniej śpię i coraz to mniej pamiętam.

  4. signe pisze:

    Mrsdalloway, wydałam ten sam okrzyk!!! bo nie dość, że jest tyle nowego fajnego do czytania, to te dawne doskonałości też co jakiś czas każą się otwierać w dowolnym miejscu, a potem tak leci do konca…
    i a! czytam o tej Pani Dalloway:)

  5. signe pisze:

    PsiZębie, masz potwierdzone przez osobiste doświadczenie:)

  6. Mrsdalloway pisze:

    No to jestem ciekawa spostrzeżeń:)

  7. signe pisze:

    jest wspaniała, razem z wszystkimi swoimi przystanięciami, wiesz, to jest znowu napad Wilczycy na mnie, znowu mi się wydaje, że nikt nigdy nic piękniejszego nie napisał…
    teraz czytam „Fale” już nawet w „Pani Dalloway”, taka jest różnica po przerwie

  8. […] Podcztuję co jakiś czas: bezsenność w Macondo >> […]

Możliwość komentowania jest wyłączona.