hamletyzowanie

Nie przeczytałam w tej chwili na nowo „Hamleta”, ale natrafiłam na interpretację wielu interpretacji tego rannego łosia i tego, że ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś.  Myślę, że to się bardzo odnosi do dzisiejszego snu >>

(…)  Dla ukazania tej gry przyjrzyjmy się – imponującej zaiste! – serii polskich tłumaczeń pewnego bardzo znanego (a lapidarnego nad wyraz) tekstu Williama Szekspira „Why, let stricken deer go weep…”  Rozbieżności w piętnastu polskich tłumaczeniach słynnego czterowiersza Hamleta obezwładniają zrazu czytelnika. Nie ma pośrod translatorow zgody ani co do sylwetki, ani co do „imienia” bohaterow krwawych leśnych zajść. Kto zacz? Daniel, łoś jeleń rogacz, pojedynczy to bohater czy zbiorowy, zwierz (zwierzę bez cech szczegolnych –czy nie zrożnicowana żywa masa: dzicz? Owszem, dość jednomyślnie tłumacze nasi pojmują to, co przydarzyło się owej wieloimiennej istocie. Powiadają, że została zraniona (raniona, ranna, ugodzona, trafiona: słowa to bliskoznaczne, choć i w tym szeregu synonimow rysują się subtelne odmienności, większość określeń sugeruje obraz polowania, a więc winę człowieka, myśliwego, lecz pojawiają się i takie, ktore wskazują innego oprawcę: zranić zwierzę mogło także zwierzę – silniejsze, drapieżne).

A jak zachowuje się w przekładach ow krwią broczący mieszkaniec kniei (lasu, boru)? Zeznania w tej materii są niepokojąco poplątane. „Padł bez tchu” –woła jeden. „ucieka” (a więc żyje) –zapewnia drugi. Jeszcze nie cierpi, dopiero „pojdzie płakać”, wtrąca uspokajająo trzeci. A pozostali, każdy po swojemu: „płacze”, „kwili”, „łzy leje”, „szaleje”,„słania się”, „ z bólu łka”, „się rykiem dusi”… Zaiste, tak rożnorodną kolekcję przekładow jednego utworu czytelnik ma prawo traktować nieufnie. (…).

Z chwilą jednak, gdy pytamy o globalny sens tego „polskiego Szekspira”, okazuje się, że w całej serii przekładow jest to sens prawie identyczny. Z uporczywą konsekwencją powtarza się taka oto konstrukcja myśi:

l. Ktoś cierpi.

2. Ktoś zostaje ocalony.

3. Czyjeś cierpienie ocala kogoś innego.

4. Tak to już jest na tym świecie.

W przekładach zostaje zachowana dwudzielność konstrukcji: teza plus ilustracja. Najpierw ilustracja –potem teza. Od szczegołu do ogołu. To jest bodaj dziwniejsze niż rozbieżności w detalach. Oto piętnastu przekładowcow w ciąu 150 lat (1840-1990) rozumiało niemalże tak samo przesłanie Szekspirowskiego czterowiersza! Kolejne epoki, pokolenia, ideologie, indywidualności przyjmowały lekcję genialnego dramaturga z pokorą nie dopisując do niej własnych prawd czy haseł.(…).

Edward Balcerzan –  Poetyka przekładu artystycznego >>

To ja też z tym zostawię swój sen.

Advertisements