początki, zaczęcia, wysnuwanie świata

Siedzę w domu z zabandażowanym gardłem (monodietę z kaszy jaglanej opisałam tutaj, jest  często czytana >>)  i słucham dziwnych dźwięków, ale o tym innym razem. Czuję, że to wszystko, co się dzieje, razem z amerykańskim huraganem, jest raczej jakimś nowym początkiem, bo  stare zakończenie miało miejsce w dniach ostatnich: skasowałam swój blip niemożliwy do pisania z przyczyn technicznych, blog deszczowy niemożliwy do pisania z powodu ulepszeń technicznych, które mi nie odpowiadały i swoje konto onetowe z dawnych czasów, na którym to wszystko się opierało. Wyciągnęłam w zamian grubą opowieść, w której jest o zaczynaniu.

Daniel Mendelsohn wysnuwa  wnioski z Księgi Rodzaju o tym, jak zaczynać pisanie, jak zaczynać wszystko. Mówi, że  teraz bardziej uczą nas tego filmy, ale i do Księgi Rodzaju warto zajrzeć:

Jak pewne filmy rozpoczynające się panoramicznym ujęciem, by następnie zawęzić obraz –pisze– tak samo pierwszy rozdział Księgi Rodzaju przechodzi stopniowo od obrazu niebios i ziemi do pierwszych ludzi,mężczyzny i kobiety. Ujęcie to będzie się nadal zawężać: przejdzie od wszechświata na ziemię, rodzaj ludzki, konkretne kraje i narody, by w końcu pokazać z bliska jedną rodzinę. Przypomina on jednak czytelnikom, że szersze zagadnienia kosmicznego wymiaru historii świata, zawarte w pierwszych trzech wersach Tory, będą tłem dla tego, o czym czytamy dalej, zapewniając bogate odniesienie nadające historii jednej rodziny taką głębię.

Rzadko czuję świat jako wysnuwającą się opowieść, ale wiem, że niektórzy potrafią go wysnuwać.  Dla mnie świat występuje raczej w pojedynczych wierszach, w małych kawałeczkach. Sny próbują układać z nich wzory.  I ciekawe, że  jest w snach  to kosmiczne, panoramiczne ujęcie na początku, bo pierwszym moim snem jaki zapisałam, był sen o stworzeniu świata. Siostry Sisters go stworzyły. Przedtem, zanim ktoś wiedział, że to świat,  była tylko czarno-biała mroźna panorama.

__________________________________

Daniel Mendelsohn – Zagubieni. W poszukiwaniu sześciorga spośród sześciu milionów

więcej: opowieści koliste >>

świat jako podobizna naszej twarzy >>

opowieści i nieopowieści >>

bogato zdobiony serwis z feniksem >>

miejsca szczególnie ważne >>

Reklamy

10 thoughts on “początki, zaczęcia, wysnuwanie świata

  1. stefan pisze:

    Ten gigantyczny sztorm, który pokryłby cała Europę, to orkiestralny finał jednej sceny dramatu Ziemi przedmowa do następnej. Twoja intuicja jest na właściwym tropie. Wielki sztorm, ale to tylko jeden odłamek wielkiego snu o przyszłości.

  2. psiząb pisze:

    Szkoda blipa.

  3. AsHa pisze:

    Tak, to takze i moj problem – tez mi wszystkiego szkoda. Szkoda mi nie tylko blipa ale od niego mozna zaczac wyliczanke…szkoda mi moich nerwow i przejmowania sie czymkolwiek. Ale nie pomaga sobie postanowic, ze juz nie bede sie przejmowac. Trzeba wciaz pracowac nad czyms, transformowac tematy. Czasem to troche mozolne. ok, czasem tez i przynosi radosc, pewna. Szczegolnie jak sie cos udaje.
    Ale tak troche jest we mnie ciagle taki zal, ze czegos mi szkoda. Co za glupia historia…

    no niestety, musialam to napisac. pa Signe!

    • signe pisze:

      AsHa, nagle dziś do mnie wróciło to pytanie, które gdzieś tam Ci napisałam wcześniej: bo sama sobie dziś zadałam jak zwykle ze skutkiem trzeźwiącym:
      „czy to mnie wzmacnia, czy osłabia”, to np, że tylu rzeczy mi szkoda, ten żal.
      No więc szkoda mi, tak, i osłabia mnie to. i jakoś kiedy wiem, że to osłabia, coś we mnie przestaje aż tak żałować, jakby wolało jednak inaczej, a nie dzieje się to w myślach, nie jest tylko racjonalne, czuję w sobie po prostu, że to żałowanie osłabia, a ja nie chcę tak źle się czuć….
      taki punkt wyjścia gdzieś dalej.. nie wiem, co dalej,prawdę mówiąc;)

  4. AsHa pisze:

    To o wysnuwaniu swiata i poczatkach bedacych tlem dla tego, co potem – bardzo mi sie spodobalo, to w jakis sposob tez i poetyczne i filmowe. Przemawia do mnie wizualnie, jakos tak.

  5. AsHa pisze:

    Masz racje, znowu trzeba pytac. I mnie tez raczej oslabia, bo zal to tak rozkleja czlowieka. Czasem krotko pozaluje i koniec:) pewne rzeczy, te ktore ostanio przezylam – te nerki synka – to mam jeszcze jakies szoki w sobie i dopiero cos sie powoli oddala. I wtedy tez zaluje – tzn, nie ze sie oddalaja…jednak zaluje, ze musialo do tego dojsc. Wtedy znonu staram sie myslec, ze moze to uczy ostroznosci w kierunku lekarstw i wszelakich innych takich aplikacji medycznych. Ach dlugo by mozna tak sobie snuc watek zalowania. Nie mozna chyba za dlugo w tym przesiadywac.
    pa!

  6. signe pisze:

    szok to całkiem co innego, naprawdę, to jest jakby inny zestaw uczuć, żałowanie do czegoś też pasuje, mnie chodziło o takie żałowanie, że coś minęło, coś było dobre i chce się to zatrzymać, to mnie osłabia

Możliwość komentowania jest wyłączona.