homer, kot

W tej książce występują koty i ludzie. Autorka jest człowiekiem. Homer tym razem nie, ale jest ślepy jak Homer, ślepy kociak wzięty na trzeciego kota do domu przez młodą kobietę, która mówi: adoptowałam go,  ponieważ gdy widzisz w drugiej istocie coś tak fundamentalnie wartościowego, to nie oglądasz się na żadne racje – jak nieodpowiedni moment czy ujemne konto – które mogłyby ją od ciebie oddalić. Wiesz tylko, że musisz znaleźć dość siły, aby budować wokół niej swoje życie, obojętne, jakim kosztem.

Zobaczyła w tym kocie coś, w co akurat w tym momencie desperacko pragnęła wierzyć. Mianowicie, że człowiek ma w swoim wnętrzu coś tak istotnego i dzielnego, że nic na świecie – ani ukochany mężczyzna, ani pracodawca, ani trauma – nie jest w stanie tego wymazać ani go tego pozbawić. I jeśli posiadacie ten rodzaj niezniszczalnego rdzenia, nie tylko pozostanie on z wami na zawsze, ale w waszych najczarniejszych momentach także inni go w was dostrzegą i pomogą wam wyjść cało z opresji, zanim to najgorsze stanie się faktem.

W końcu nie do odróżnienia jest, kto  bardziej miał w sobie to niezniszczalne, a książka pełna jest zabawnych i wzruszających obserwacji życia z trzema kotami. I to niezniszczalne, ujrzane w kocie, jest wszędzie, uczy i raduje przez cały czas.

Przy okazji opisany jest 11 września 2001 r na Manhattanie, różnych szczegółów dotąd nie znałam. Bo te koty tam właśnie  wtedy same w domu na 31 piętrze w Stefie Zero.

Singielka z trzema kotami, powinno to być nudne, ale nie jest.  Ślepy kot Homer przegonił nawet włamywacza.  Naprawdę można zobaczyć swoje śnienie wszędzie, to za czym się tęskni i ufa, że gdzieś jest. Potem widzi się to w innych ludziach. Potem podchodzi to coraz bliżej. Przechodzi z tęsknoty i wiary do realności. Bierze się od tego kota, którego wrodzone męstwo i potencjał szczęścia są tym, o co w ogóle chodzi, radość życia. Ślepy kot radzi sobie świetnie, chociaż był właściwie na uśpienie.  Nieustannie, ufnie ryzykuje, akrobata skaczący z najwyższych wysokości, w ogóle nie zastanawiając się, czy jest  gdzieś jakaś podłoga zwana rzeczywistością, czy nie.

Nie lubię streszczać. Ale tu jest streszczenie >>

______________________________

Gwen Cooper – Odyseja kota imieniem Homer

Reklamy

6 thoughts on “homer, kot

  1. peatero pisze:

    dziękuję za ten wpis; moja starsza (z dwóch) kotka, istota, którą uważam za swojego Przyjaciela, wszystko niestety na to wskazuje, zbiera się do Bardzo Ważnej Wędrówki; nadchodzą dni pełne smutku i bólu ale i pełne czegoś bardzo ważnego

    • signe pisze:

      Peatero,masz dwie kotki? ta ksiązka ma moc dobrego oswajania z kociością, i koty są oczywiście niezniszczalne, nawet jeśli idą na Bardzo Ważną Wędrówkę, zostawiają smutek ale chyba radość też zostawiają, mam nadzieję, miałam tylko psa… a właściwie on odtamtąd zawsze jest…

  2. stefan pisze:

    Koty to ważne i mądre istoty ze snów faraonów-

  3. peatero pisze:

    dwie, ale chyba zamiast, że mam, wole mówić, że się przyjaźnimy i zamieszkujemy :)
    z kotami to tak jest, że trudno je tak naprawdę mieć :)

  4. signe pisze:

    Stefanie, zapomniałam, tam nic nie było o faraonach… kot Homer był cały czarny i nadzwyczajny:)

  5. signe pisze:

    Peatero: tak, będę pamiętać, że kotów się nie ma:)
    zresztą to w ogóle jakoś źle brzmi…
    wspólne zamieszkiwanie, przyjaźń – ja nie znam kotów i wszystko, co przeczytałam rozumiem jak człowiek….

Możliwość komentowania jest wyłączona.