leczę frustracje zabijając ludzi

Camilla Lackberg, pisarka kryminałów mówi:

Przyzwyczajeni [jej znajomi] są do osoby radosnej i otwartej, ciężko było im zatem uwierzyć, że w mojej głowie mogła zrodzić się taka opowieść. Z drugiej strony – zawsze wiedzieli jakie mam pasje. I w ogóle myślę, że to dlatego jestem na co dzień taka pogodna. Wszystkie moje zmartwienia i frustracje wylewam, zabijając ludzi w moich książkach.

To faktycznie brzmi jak znakomita metoda. Jednak nie piszesz przecież cały czas. Jak relaksujesz się na co dzień?

Uwielbiam reality shows… Gdybym miała więcej czasu pewnie zgłaszałabym się do wszystkich możliwych (śmiech).
 
więcej na kultura.gazeta.pl >>

Wiem, że są różnice. Są fakty i fikty. Ona zabija ludzi w książkach, ale ona zabija ludzi. Relaksuje się przy tym. Lubi reality shows. To już w realu. Nie wiem, co myśleć. Wiem, że w umyśle nie ma wielkiej różnicy między wyobrażonym a wykonanym, w ogóle jej nie ma. W umyśle. Tam, gdzie  są  frustracje. Nie wiem. Dalajlama mówił: jeśli wyrzucasz z siebie agresję, masz agresję. Nie tworzy się spokojnego, zrelaksowanego nastroju za pomocą wyzwalania agresji. Nie tworzy się pokoju za pomocą wojny, chociaż przeważnie taka właśnie jest motywacja, aby wojnę rozpętać.  W pisaniu nie zabija się ludzi, tylko co?

Advertisements

6 thoughts on “leczę frustracje zabijając ludzi

  1. Kropka:) pisze:

    A jednak chyba jest różnica. Mogłaby się nie zmierzyć z realną sytuacją zabicia ludzia.Uważam tak dlatego, ze sama opisując rzeczywistość dostrzegłam, jak dalekie od rzeczywistości są opisy fikcyjne w literaturze tych samych „czynności”.

  2. signe pisze:

    tak, jest różnica (!) ale jest też podobieństwo, zauważam, że kiedy pamiętam sen, „wciąga go” to do jawy, on tam jest bardziej, coś podobnego mogę łatwiej zobaczyć w jawie…
    poza tym neurologia przemawia za tym, że można trenować w wyobraźni różne czynności, np. sportowcy tak ćwiczą albo czasem rehabilitacja urazów na tym polega, gdy się rejestruje wtedy reakcje mózgu, okazują się takie same jak podczas czynności prawdziwych,
    można w tym daleko zajść, wyobraźnia, jak sen, stwarzają z wolna realne światy, ćwiczą umiejętności…to trening…
    więc nie mogę uznać, że dobrze jest zabijać ludzi nawet w fantazji, bo jednak przeciera się wtedy drogę świadomości „jak to jest” kiedy się zabija ludzi…
    dość ostro mi wyszła ta odpowiedź… chyba musi tak zostać, naprawdę tak myslę, Kropko, że nie ma „czystej fantazji”, ona coś uruchamia

  3. Kropka:) pisze:

    Ja się potem jeszcze zastanawiałam, już po umieszczeniu tego komentarza i doszłam do kolejnych wniosków. Ale muszę najpierw coś wyznać, żeby zabrzmiało zrozumiale. Czasem siedzi we mnie opowieśc, która opowiadam sobie samej, jakbym czytała własną, nigdy nie napisaną książkę. I rzeczywiście jakiś czas temu, chyba juz minęło parę lat, miałam taki okres, że wyobrazałam sobie, jak kogos zabijam. I rzeczywiście czułam po tym czy nawet jeszcze przy tym odprężenie, zupełnie jak pani Lackberg. Potem moja wyobraźnia ? uznała, że to jest złe, że trzeba z tym skończyć, i coś się we mnie przestało odczuwać taka potrzebę. To daje również wewnętrzne poczucie władzy.
    Tak więc nie za ostro, nie zbyt radykalnie – bardzo właściwie odniosłaś się do tego, Signe. Po prostu nie zawsze wszystko przypominamy sobie czy kojarzymy na dany temat, odpisując spontanicznie.
    Sobotnio*

  4. signe pisze:

    Kropko:) to dla mnie bardzo ważne, dziękuje, więc coś takiego się czuje, tak jak mi się wydawało, coś w środku wie, że to złe, ja dziś dużo o tym myślę i o Dalajlamie, który mówił o agresji: jeśli wyrzucasz z siebie agresję (miał wtedy na myśli ten pomysł terapeutów, żeby wyrzucać z siebie złość, walić w poduszkę czy krzyczeć gdzieś na osobności), masz agresję, tworzysz agresję…
    to do mnie przemawia, no więc tak…

  5. peatero pisze:

    no i tu jeszcze jest to karmienie
    bo to wyrzucanie złych emocji czy ich zastępcze lokowanie, to pewnie, że nie to samo co zabijanie kogoś na jawie, ale nie jest ani dobre ani neutralne, bo się karmi i wzmacnia je; może kiedyś tam się nagromadzić i doprowadzić do niewiadomoczego

  6. signe pisze:

    Peatero: zapomniałam, że istnieje to dobre słowo „karmienie”, dzięki
    na tym rzecz polega, że się to karmi, wzmacnia, tworzy, to urasta,
    przez karmienie, to się w ten sposób pielęgnuje, aż będzie gotowe do użytku realnego (może trochę przeholowałam, ale czasem tak jest naprawdę)

Możliwość komentowania jest wyłączona.