koniec świata wg umberto eco

Natknęłam się na kartki wyrwane z Newsweeka 7 stycznia 2007 roku ze snem Umberto Eco o końcu świata. Końce świata znane są snom wielu ludzi, ale sen Umberto Eco jest bardzo podobny do jawnej fantazji i zaczyna się od tego, że następuje globalny blackout, który paraliżuje cywilizowany świat i w szalonym poszukiwaniu ludzi odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, a także z chęci odparcia zagrożenia, rozpętuje się wojna globalna. Skutkiem tej wojny są wielkie obszary wyludnione i zniknięcie połowy ludzkości. Eco uważa, że w snach jesteśmy egoistami, z czym absolutnie się nie zgadzam, w snach, a może zwłaszcza w snach, istnieją różne punkty widzenia, nie tylko nasz jeden. Dalej rozwija więc swój sen fantazjując o tym, co spotyka nas i to, co nasze. Jego wersja tego, co będzie po końcu świata nie odbiega od głównego nurtu takich fantazji, świat zaczyna coraz konkretniej uzgadniać swój koniec. Znika więc telewizja i internet, a łączność radiowa ocaleje. Ocaleją stare książki, ping-pong i szkółki wiejskie.Powrócą wiatraki, melodie ludowe i wełniane rękawice. W gruncie rzeczy odradza się Złoty Wiek, mówi Eco, chociaż bez Luwru i Bazyliki św. Piotra, a Nowy Jork w całości zmienia się w Bronx. Pewien oniromanta mówi jednak, że nawet tego można by uniknąć, jeżeli zdołamy powściągnąć konsumpcję i zaniechać przemocy…, mówi, że temu właśnie służą sny; trzeba mieć odwagę, żeby na chwilę przystanąć i uniknąć ich spełnienia. Sny dopuszczają taką możliwość, bo zawsze pozostają z nami we wzajemności, ale ich mądrość jest całkiem inna od tej, którą zna świadomy umysł i wcale nie po to są, aby się spełniać czy nie spełniać.

Reklamy

10 thoughts on “koniec świata wg umberto eco

  1. Kropka:) pisze:

    Miałam dzisiaj ochotę opisać Ci dzisiaj mój sen, był niesamowity, ale leń mnie zmógł.

  2. AsHa pisze:

    Dobrze, ze radio chociaz zostalo…ciekawa ta wizja.
    pa nie mam czasu na nic, caly czas poszukuje pracy w necie i gazecie. tak do rymu. :) mecze sie troche a troche nie. musze przetrwac. a zycie dalej sie toczy. dziwie sie wciaz.

    • signe pisze:

      AsHa, to piękne spostrzeżenie, że radio zostało, ja nie zauważyłam jakoś szczególnie, bo czemu?..
      dziwimy się wciąż…

  3. peatero pisze:

    zawsze pozostaje nam jeszcze taka możliwość, że nawet jeśli nie uda się uniknąć Tego i To rozpęta się, to w pewnym momencie obudzimy się, usiądziemy do komputera i opiszemy nasz sen – przepowiednię…
    ku przestrodze sobie i innym, może uda się uniknąć…

    • signe pisze:

      Peatero, no tak, coś tu zostawiłam opisane, a coś potem się rozpętało, mam nadzieję, że oni się jeszcze jakoś w sobie pozbierają i przestaną…

  4. Kropka:) pisze:

    Chodź tu, chodź, Gospodyni cichego kącika…* To ja sobie tu pogadam do „ścian”, może ściany opowiedzą Ci echem;) Śniło mi się, że zgubiłam buty w innym mieście. Nie wiem dlaczego, ale były to Gliwice. Wróciłam do miejsca, w którym to się stało, z nadzieją, że je znajdę. Wtedy okazało sie, ze zgubiłam też drogę. Ulice prowadziły mnie w zupełnie inne miejsca, niz powinny, kamienice stawały sie coraz bardziej nietypowe, a krajobraz, kolorystyka, traciły kolor i robiły się biało-szare. Można powiedzieć, że czarno-białe, jak na starych fotografiach. Jedna ulica prowadziła nawet do portu w Gliwicach, ktróry wreszcie zobaczyłam po raz pierwszy, właśnie we śnie. Ale nie był rzeczny, tylko morski, ze starym zaglowcem kołyszącym się na wzburzonych falach. I nagle usłyszałam wołanie z jednego z okien kamienicy przy porcie. Wychylał się z niego mój śp. Dziadek i wołał mnie imieniem z dzieciństwa, nomen-omen Kasia. Z takim niedzisiejszym zaśpiewem prosił, żebym przyszła. W moim śnie przodkowie pomylili miasta, bo to krewni męża pochodzą z tego miasta. Chciałam mu się przyjrzeć, upewnić wzrokiem, ale nagle straciłam ostrość widzenia, aż do przebudzenia. Obudziłam się i płakałam z tęsknoty. A ten płacz wywołało własnie wołanie. Próba kontaktu. To był ten dziadek od Babci, która wysłała mi sms-a z nieba, nie wiem, czy pamiętasz.
    Wykonuję pracę, w której czasem musze pytać innych, dokąd chcieliiby sie udac w wehikule czasu. Nigdy wczesniej tak bardzo mocno nie poczułam, że sama chciałabym po prostu odwiedzić swoich nieżyjących krewnych, własne dzieciństwo…
    Signe, znawczyni śnienia, proszę, spróbuj mi podpowiedzieć skąd to wołanie z dalekiej przeszłości?

    • signe pisze:

      Kropko, oni naprawdę mówią do nas, chyba patrzą, a raczej jakoś duchowo czują: są….
      tak już zostanie, w duchowym świecie nie ma czasu linearnego, przeszłości ani przyszłości, myślę jednak coraz bardziej, że istnienie jest,
      a poza tym mamy ich wszystkich w sercach:) zawsze przy sobie…

  5. Kropka:) pisze:

    To ten sam sen opisany parę dni po leniu:) Dziękuję Ci za przeczytanie i przemyślenie*

  6. signe pisze:

    Kropko, no tak, ale pomyślałam po prostu to co zawsze, to się jakoś ustala…

Możliwość komentowania jest wyłączona.