na szczęście

Od nowa studiuję u mistyczek z książeczki niedużej, która jakoś mi wystarcza, bo ciągnie się potem przez inne książki, przez zwykłą literaturę piękną, gdzie mądrości podawane są w formie innej, może piękniejszej i nie tak wprost, jako nauki.

Teraz jednak znowu nauki i tym razem Marion Milner, która postanowiła odkryć, co sprawia, że jest szczęśliwa. Jest o tym tylko 20 stron, ale to przepis, którego się trzymam,  o ile o nim pamiętam, bo jakoś tak jest w życiu zewnętrznym, że się o takich rzeczach nie myśli. To nie szkodzi, bo dzieje się to często bez myślenia, zwłaszcza że za każdym powrotem wiem na pewno, że wszystko tak jest, jak ona odkryła i że jest to odkrycie dla każdego. I mówi, że szczęście jest jedynym ostatecznym sprawdzianem, czy to, co robi, jest  dla niej korzystne.

Trzeba dodać, oczywiście, że szczęście nie jest równoznaczne z przyjemnością – jest w nim ból utraty i przyjemność odnajdywania.

To, o czym pisze, dotyczy odnajdywania i szczęście to nie przyjemność ani ekscytacja, ani ekstaza, ani różne rzeczy do śmiechu, ani nawet do radości – szczęście jest inne. Mam szczęście, że czasem to wiem, nawet wtedy, gdy jednak szczęścia nie ma.

______________________________

Anne Bancroft – Prządki mądrości. Mistyczki XX wieku

więcej: przelatuje pszczoła >>

to drugie kieruje naszym życiem >>

śnienie to mistyczne źródło życia >>

Reklamy

4 thoughts on “na szczęście

  1. AsHa pisze:

    Tak, na pewno szczescie nie jest zawsze rownoznaczne z przyjemnoscia. Nie umiala bym chyba nawet napisac 10 stron o szczesciu nie placzac sie w tym…wymienila bym chyba szczescie mozliwosci kochania kogos lub czegos, bez zagarniania tego dla potrzeb ego. I bycia kochanym. Jakos tak.
    I otwarcie sie na piekno egzystencji jest tez wielkim szczesciem. Obojetnie, czy egzystencja pokazuje swoje piekno w szarosciach czy cieplejszych kolorach. Piekno to piekno. Czasem zachwyt budzi glebia przepasci a czasem piekny kartofel. A zreszta co ja tutaj…

    pa!:)

  2. peatero pisze:

    a ja akurat w piątek kupiłem „Współczesnych mistyków i mędrców” tejże Anne Bancroft; kiedyś już zresztą miałem, ale mi zginęła

Możliwość komentowania jest wyłączona.