cyrk, trauma, wyciąganie się za włosy

Gdzie coś się omsknęło w życiu Aglai, że nie została ona mistyczną prządką mądrości, chociaż była podziwiaczką i obejmowaczką świata, uczyła siebie i innych, jak to robić i miała tę umiejętność uważności na szczegóły i zachwycania się nimi, jak one?  Jej życie pełne było  rozmaitych cudów i zakochiwała się w każdym człowieku, który ją czymś zaciekawił, nawet jeśli zamieniła z nim tylko parę słów, słała mu potem pocztówki, nigdy nie zapominała. Czy była ciągle dzieckiem naiwnym i ufnym, z wypożyczoną pamięcią narodu, chociaż już coraz bardziej do żadnego nie należała? Dlaczego życie pełne tylu zachwytów było też pełne bólu nie do zniesienia?

Rzadko pytam dlaczego. Tym razem pytam. Bo coś sprawiało, że wszystko, co mistyczki, o których czytam równolegle, łączyło na co dzień z Absolutem po dobremu, w Aglai, mimo jej wspaniałej otwartości, wywoływało straszne rzeczy, jakby żyła w powietrzu przeżartym rdzą. Po raz pierwszy nie mam innego wytłumaczenia, a chyba mam dowód mocny, jak działa trauma – osobista, rodzinna, narodowa.  Nic nie można tak naprawdę zrobić mając to w sobie, nigdy za sobą. Ona zrobiła bardzo dużo, aby z tej pułapki wyjść, ale sposoby na traumę człowieka straumatyzowanego, którego wszyscy lubią, ale nikt nie rozumie, to jak wyciąganie się samemu za włosy. A włosy. Jej matka, jak i cała rodzina, pracowała w cyrku. Popisowym numerem matki było wiszenie za włosy pod kopułą cyrku. Jest zdjęcie, włosy wplecione w jakieś urządzenie do wiszenia. W tym powietrzu żonglowała pięcioma kołami. Urządzenie do wiszenia trzymał w dziwny sposób facet stojący na dole, nie, wcale nie trzymał, było jakoś oparte na jego barkach, ręce miał opuszczone, od patrzenia na czarno-białą fotografię robi mi się niedobrze. To cyrk!!! Naprawdę. Nienawidziłam cyrku, od kiedy mi go pokazano po raz pierwszy.

______________________________________

Aglaja Veteranyi – Kto znajduje, źle szukał

Advertisements

5 thoughts on “cyrk, trauma, wyciąganie się za włosy

  1. […] cyrk, trauma, wyciąganie się za włosy >> […]

  2. AsHa pisze:

    To bardzo trundne, na pewno. Trauma. To juz potem chyba zyje caly czas w czlowieku. Nadzieja tylko transformacja ale to juz indywidualne przypadki, czy sie uda, czy nie a od czego to zalezy – ??? kazdy sposob jest dobry.
    Teraz zauwazam po sobie jak trudno mi wyjsc z traum. Smierc. Nawe choroba – i jej konsekwencje – nawet jesli „wszystko dobrze sie konczy” (miejmy nadzieje) to tez mnie trzyma. Przelatuja mi przez glowe wciaz mocne rzeczy i wciaz musze z tym cos robic. To czasem trwa krotko a czasem dluzej. Czasem trzeba plakac.

    A z tym wiszeniem na wlosach – horror. Horror po prostu. Cyrk!

    pa!

    • signe pisze:

      AsHa, to chyba prawda, że to zawsze zostaje w człowieku. Ale się zmienia. Jest to mocna rzecz. myślę, że płakanie robi bardzo dużo dobrego w tym wszystkim. I nie staranie się, aby być od razu zwyczajnym człowiekiem, bo to nieprawda. Nie staranie się, odpuszczanie sobie, płakanie są dobre. Same się kończą. I zaczynają znowu. I kończą. uczę się cały czas.

  3. AsHa pisze:

    Tak, mylse, ze dobrze jest nie popedzac sie sztucznie do wracania do normy. Normy nie ma. I presje tez na ogol czlowiek sam sobie narzuca. Trzeba to jakos przejsc. Cale zycie trzeba przejsc, dla mnie to jest troche jak ten wawoz i wieczna wedrowka do przodu Z tego snu.

    pa weszlam tu noca jak duch, jak zwykle.

Możliwość komentowania jest wyłączona.