ludzie jedynie prawdziwi

Posted: Listopad 28, 2012 in literatura angielska
Tagi: ,

Był taki film >>  a ja zobaczyłam książkę i od razu na pierwszej stronie coś, co mi się każe zastanawiać,  jak jest z tą ciągłością. Bo dla mnie jest całkiem inaczej.

W książce jest tak: Mam bzika na punkcie ciągłości, wiecie, bo dawno już doszedłem do wniosku, że jedynie dzięki niej można poznać prawdę o ludziach. (…).

Jak pamiętacie, mam tę swoją teorię, że ludzie są prawdziwi, tylko jeśli towarzyszy im cecha ciągłości. Inaczej mówiąc, fragmenty taśmy wyjęte z kontekstu mogą posłużyć do udowodnienia wszystkiego, co jest oczywiście truizmem.
(…).

W praktyce cała teoria sprowadzała się do tego, że widz otrzymywał  w najkrótszym  nawet wywiadzie tuzin dokrętek robionych przeze mnie przez wiele dni, tygodni, albo – w idealnym przypadku – miesięcy. Otrzymywał prawdziwą, ciągłą postać. Ja zaś mogłem zupełnie zignorować swoje pierwsze wrażenie. Ludzie rośli, wypełniali się, stawali się żywi i prawdziwi tylko w miarę upływu czasu.

To jest książka o medialnym okrucieństwie, pisana w latach 70 XX wieku. Zaliczona do twórczości sci-fi. Człowiek z tele-oczami realizuje program o ostatnich dniach śmiertelnie chorej kobiety, tak jest napisane na okładce.

W miarę czytania okazuje się, że ona nie jest śmiertelnie chora, ale jest ofiarą zmowy i dostaje jako lekarstwa tabletki, które powodują objawy śmiertelnej choroby.  Rzecz całkiem dzika, nie do pojęcia, a może teraz już tak, wtedy telewizja nie tak często jeszcze podglądała ludzi.

Wzięłam tę książkę do ręki z powodu tej ciągłości i prawdziwości.  Ktoś przecież tę ciągłość nadaje. Ktoś robi i wybiera te dokrętki. Jeśli coś wyrywa się z jednego kontekstu, automatycznie wrzuca to w inny, nawet jeśli  jest to półka z prawdami nie do uwzględnienia, znane są takie półki, albo  kosz na śmieci.

Muszę napisać o Hillmanie >> i o duszy, która  przemienia zdarzenia w przeżycia. O punktach widzenia,  fabułach, linearności, nielinearności, tożsamości, co to w ogóle jest. Wciąż jeszcze panuje przekonanie takie, jak w tej książce, że jest gdzieś w człowieku nienaruszalna, niezmienna tożsamość, jakieś „ego” umieszczone w przestrzeni i w czasie, jakaś opowieść, która stwarza „prawdziwego człowieka”.

Może łatwo mi myśleć inaczej, bo zmieniałam książki od kiedy zaczęłam czytanie na własną rękę. Coś, co mi się w toku opowieści nie podobało, zmieniałam na inne. Nadawałam  inną ciągłość losom bohaterów. Wiele razy zmieniałam tę samą bajkę. Nigdy mi to nie przeszło. W końcu naprawdę rzadko wiem, czym się skończyła jakaś książka w decyzji autora. Ciekawe, czy wszyscy czytający zmieniają sobie książki. Od moich zmian najbardziej ucierpiała chyba tożsamość Mary Poppins. Więc tę „Śmierć na żywo” też oczywiście zmienię, czasem to się dzieje od razu na początku, wtedy cała książka zwija się i znika. Jedynie prawdziwa, ciągła  Katherine Mortenhoe nie będzie odtąd ofiarą żadnych ohydnych intryg.  Mogę przynajmniej zmieniać opowieści, jeśli nie mogę zmienić świata. Wszyscy to robią.  Układają świat po swojemu. Cały internet z tego jest.

________________________________

D.G. Compton – Śmierć na żywo

Reklamy
Komentarze
  1. Kropka:) pisze:

    No tak, tak, układamy świat po swojemu, ale prawda jest taka, ze my w tym zmienianym świecie pozostajemy niezmienni ze swoimi postawami, charakterami i emocjonalnością. Jesli dobrze zrozumiałam, to bardziej eksperymentujesz z lekturą, Signe. Lubisz poznawać. Ale gust masz przecież niezmienny i równie niezmienna słabośc do pewnego stylu pisarstwa. Tak to widzę z mojego dystansu. A może mam na myśli siebie?:)

  2. signe pisze:

    Kropko:) no tak, ale:) mi się wydaje wszystko zmienne, chyba że niezmiennie lubię poznawać…
    zdanie o tym, że mamy niezmienne postawy, charaktery i emocjonalność niepokoi mnie, bo miałam nadzieję (wrażenie), że akurat to daje się zmieniać, tylko że może nie lubimy zmian, ja chyba nie lubię, ale czuję ciągłą zmienność siebie i wszystkiego…
    i wychodzi na to, że każda z nas patrzy ze swego jakiegoś dzisiejszego miejsca…
    a w ogóle to wywracają mi myśli te wstępy Doris Lessing, o których pisałam tam u góry, kiedy Ty pisalaś tu, za co bardzo Ci dziękuję!!!

  3. signe pisze:

    oj, teraz przeczytałam o tym złotym notesie i patrzę, że jakbym Ci tam trochę odpowiadała na Twoje pytanie, wcale go jeszcze nie znając…
    lubię takie momenty:)

  4. AsHa pisze:

    Jesli potrafisz tak zmieniac to powinnas to robic. To bardzo kreatywne. Mary Poppins ucierpiala?;) to bylo zabawne, chyba to wytrzyma:))) Ja czasem zmieniam troche sny albo wprowadzam sie w stan dialogu z nimi i one staja sie troche czyms innym. Angazuje sie w to w pewien sposob i nigdy nie wiem co z tego wyjdzie.

    ciau!