nie wszystkie poranki świata

Nie wszystkie poranki świata tak wyglądają, dopiero teraz robi się widno. Widność ta wygląda jak podczas częściowego zaćmienia Słońca. Może ocieramy się o śmierć cieplną wszechświata.  Minus 9 celsjuszów.  Niebo zdrętwiało, ma zimny, szary kolor w poprzeczne pasma jaśniejsze i ciemniejsze. Przeważają ciemniejsze, jaśniejsze są lekko podświetlone. W domu  przewagę nad ciepłem ma chłód, który idzie z jakiegoś miejsca w korytarzu.

Od dawna nie śniło mi się z domieszką fioletu. Fiolet snów dobrze znam. Może wchłonąć każdą ziemską, zwyczajną przyjemność, zabawę z kudłato zielonym psem, zieleń futra wyglądała na rozbieloną, sztuczną. Miałam zamiar jechać dalej, ten pies był w pokoju nauczycielskim mego liceum, nagle zmienił się w rozczochrane czarne stworzenie jeszcze bardziej brykające. Przyjechałam tu z czarnego miasta, w którym błyskały ostre wielkie światła wyłaniające się spod horyzontu; jakby się stamtąd uciekało. Tutaj psie zabawy, przerwa, gwar. Nagle światło. Za oknem nie czerń ale ciemny fiolet i lilioworóżowe światła,  wypuszczane przez wielkie reflektory zza horyzontu zdarzeń, strumienie światła piękne, ale obce. Zawsze zapowiadały coś.

Patrzę, że te dwa opisy są o światłach, sen i poranek oglądam tak samo.

Reklamy