linie snu, śpiewane mapy ziemi

Zwiedzam różne  miejsca, czasy i czytania, ale zawsze wracam do śnienia, linii snów, które są dla mnie początkiem wszystkiego. Koniec roku, podobnie jak koniec świata, o włos graniczy z początkiem i znowu jestem tutaj, gdzie mogę to stwierdzać.  Ten mit dzieje się cały czas. Pomaga mi cały czas.

Czym jest śnienie?  Czym są są ścieżki śpiewu, te śpiewane mapy stwarzające Ziemię i nasze losy?

Są one – najogólniej mówiąc – labiryntem niewidzialnych dróg pokrywających cały kontynent australijski. Europejczycy nazywają je „ścieżkami śpiewu” albo „szlakami snu”, natomiast sami Aborygeni nazywają je Yiri (w języku Walpiri) – „śladami przodków” lub „ścieżkami prawa”. (…).

Pojawiły się dzięki mitycznym przodkom, którzy powstali z martwej, ciemnej Ziemi i podróżowali stwarzając góry, doliny, zbiorniki wodne, zwierzęta, ludzi – całe życie na Ziemi. Są również mistycznymi, religijnymi pieśniami, które opowiadają historię stworzenia. Podczas wędrówek przodków i ich przygód zostały ustanowione wszystkie prawa dotyczące życia i polowania.

Ścieżki śpiewu są to również obrazy przedstawiające wędrówki herosów Epoki Snu, opowiadające o tym, jak Ziemia została wyśpiewana i w ten sposób stworzona. (…).

Przez całe tysiąclecia lud ten wiódł spokojne, koczownicze życie. Mężczyźni polowali, a kobiety zbierały pożywienie i zajmowały się dziećmi. Ludzi tych ukształtowały wiatr, słońce i woda. Czas płynął powoli. Żyli według odwiecznych praw, przestrzegając tradycji przodków z Epoki Snu. (…).

Plemiona australijskie wykształciły bogatą kulturę duchową, miały wiele świętych miejsc i najstarszą, według najnowszych badań naukowych, religię. Rozwinęli również wspaniałą sztukę, pełną surowego piękna i poezji. W 1788 roku, gdy przybyła pierwsza brytyjska ekspedycja karna, było około 600 wspólnot plemiennych, z których każda mówiła własnym językiem. Izolacja tych wspólnot uniemożliwiła im jednak jakąkolwiek obronę. Stali się pariasami we własnym kraju. Miejsca kultu, w których tubylcy kontaktowali się z herosami Epoki Snu, zostały zniszczone.(…).

Aborygeni dobrze się czuli tylko na własnym terytorium – wynikało to z ich wierzeń i ze ścisłego powiązania z ziemią ojców. Nie mieli jednak szans, by na tych ziemiach pozostać.(…). Zepchnięto ich do wnętrza kontynentu, na wielkie, wrogie człowiekowi pustkowie, gdzie są wyjątkowo trudne warunki egzystencji: ogromna susza, żwir, spieczona, szaroczerwona glina, wszechobecny kurz. Przytłaczający upał w dzień i bardzo zimne noce. Pustka. Senny nastrój. Pustynia lub półpustynia. Ogromne kopce termitów – niektóre z nich osiągają wysokość 7 metrów i wagę  do 10 ton. Busz. Przygnębiające wrażenie martwej krainy, zwłaszcza w czasie suszy. Eukaliptusy, drzewa-duchy, mulgi, drzewa korkowe, czasami nawet majestatyczne baobaby, które wyglądają tak, jakby ktoś je specjalnie posadził korzeniami do góry. Kolczasta trawa spinifex. I całkiem realne zagrożenie głodem i suszą.

Piękne stare mity i pieśni, które opowiadały o bohaterskich czynach przodków Epoki Snu pomagały przetrwać najgorsze (…). Należało tylko naśladować mitycznych bohaterów, by zachować całe stworzone przez nich bogactwo: ziemię, ludzi, zwierzęta i rośliny. Należało wędrować swoimi pradawnymi ścieżkami śpiewu, przekazywanymi z pokolenia na pokolenie i – podobnie jak legendarne istoty totemiczne – wyśpiewywać nazwy wszystkiego, co się spotkało na trasie wędrówki: powoływać ten świat do istnienia śpiewem. Aby przeżyć, Aborygeni musieli się przemieszczać (…). Dla nich cała ziemia była i jest jednym świętym miejscem, które trzeba wyśpiewać, tworzyć jeszcze raz i jeszcze raz. Żadne plemię nie jest jednak właścicielem całej ścieżki, tylko jej fragmentu – w ten sposób powstała cała sieć komunikacyjna (…).

Aborygeni mają zwyczaj do dziś „wyruszać na obchód”. Potrafią rzucić wszystko z dnia na dzień i zniknąć na bardzo długo, wędrując ścieżkami śpiewu. Ziemia jest dla nich wszystkim – daje im życie, karmi, ubiera, a potem, po śmierci, zabiera ich do siebie. Nie można jej więc ranić, musi pozostać taka, jak była w Epoce Snu (…) W religii tej, w jej mitach odnajdujemy wiarę w reinkarnację. (…).

Termin „śnienie” odnosi się do tej epoki, w której Aborygeni, mężczyźni, kobiety i cała przyroda, stały się tym, czym są dziś – nieskończenie związanymi ze swoimi totemicznymi przodkami. Nie dotyczy to mitycznej przeszłości, ale obecnej i przyszłej rzeczywistości. (…).

Z naszego punktu widzenia wędrówki te były mapami. (…). Znając pieśni, znało się drogę. Człowiek, wyruszający na „obchód”, odbywa duchową podróż,  pielgrzymkę serca po śladach przodka. Śpiewa jego pieśni nie zmieniając w nich ani jednego słowa. Powtarza w ten sposób dzieło stworzenia (…).  Aborygeni nie wierzą w istnienie świata, dopóki go nie wyśpiewają i nie zobaczą. Najpierw świat musi powstać w ich umyśle jako pewna idea, która musi być wyśpiewana. Dopiero wówczas, po dopełnieniu rytuału, można uznać, że świat istnieje (…). Aborygeni wierzą, że ziemia niewyśpiewana jest martwa. Jeśli pieśni nie zostaną wyśpiewane, ziemia umrze.(…).

Niedawno namówiono tubylców z Centralnej Australii, aby namalowali swoje mity farbami (…), zaczęli przenosić na deskę lub płótno wędrówki totemicznych przodków, mrówki miodowej, emu, kangura, papużki falistej, tęczowego węża i wielu, wielu innych herosów, gdyż każda istota może być totemem. Tworzyli w ten sposób swoiste mapy. (…). Prace te przypominają ziemię widzianą w góry – są zapisem linii i ważnych świętych miejsc, gór, dolin i zbiorników wodnych stworzonych przez przodków.(…). Malowidła te mają w sobie radość i beztroski czar, rozpala je niezwykłe wewnętrzne światło.(…). A zamaskowany wzór, to linie pieśni. (…) Ścieżki śpiewu, to święta wiedza Aborygenów. (…).

autorka: Irena Alaaie

źródło: Pismo PG Nr 6/2003 >>

Reklamy

4 thoughts on “linie snu, śpiewane mapy ziemi

  1. A więc nienazwane nie istnieje…?

    • signe pisze:

      myślę, że istnieje w sposób nienazwany:) dopóki jest nienazwane, dla naszej rzeczywistości właściwie nie istnieje, a przynajmniej jest trudne do uchwycenia, są różne wersje tej mitycznej historii, zanim ludzie zaczęli podążać za liniami śpiewu, te linie już były, ale „niedokończone”, stworzyli je przodkowie, istoty półboskie… itd…

  2. peatero pisze:

    ja myślę podobnie – nienazwane ani istnieje ani nie istnieje w sposób, który my uznajemy za istnienie
    nazwanie w jakiś sposób kreuje byty – wyodrębnia je z wszechistenienia, gdzie były i nie były jednocześnie, bo nie posiadały swoistej egzystencji: drzewo, kupa czy miłość nie istniały jako one, póki nie zostały tak nazwane…

    czytając, to co tu signe zacytowała o Aborygenach, a co jak myślę można zasotosować do wszystkich kultur przedmiejskich,, czuję się trochę jak uczestnik społeczności duchowych kalek…

    • signe pisze:

      Peatero, no tak, dziś dużo o tym myślałam, że tak trudno się wydostać z tej zaklinowanej społeczności, która… chyba utraciła wspólną duszę, dusza nie może znosić takich warunków, gdzie nie ma poszanowania, liczenia się z nią… odchodzi…

Możliwość komentowania jest wyłączona.