brudnobiałe śniegi

Nie ma mowy, żebym umiała opisać ten poranek, tak oderwany od wielu poprzednich, że wierzyć się nie chce ani w dodatnie celsjusze, ani w brudnobiałe śniegi, nie ma kolorów, nie ma blasków, nie ma nawet ruin greckich opisywanych przez H. Millera, muszę co chwila wracać do H. Millera, który pisze tak, że w każdych warunkach pojawiają się zjawiska na firmamencie, a ludzie wybiegają  na spotkanie innym ludziom. Zauważyłam, że dzieje się to w Grecji, a w książce o nocach, miłości i śmiechu jest inaczej, ludzie nie wybiegają, męczą się nawzajem na przyjęciach, chociaż jedno spotkanie ze strażnikiem w więzieniu londyńskim, przed deportacją H. Millera do Francji warto zapamiętać. A potem przyjęcie astrologiczne, gdzie przychodzą ludzie o twarzach z lanego żelaza. Miller roznienawistniony tym przyjęciem  jest straszny. O jednej kobiecie mówi w polszczyźnie  stara prukwa. I przedstawia się bezczelnie jako August Himmelweiss.  Wychodzę, muszę już iść.

_____________________________________

Henry Miller – Kolos z Maroussi

Henry Miller – Noce miłości i śmiechu

Reklamy