signe z ogrodu ruin

A pewnego razu przysłał mi tu do bloga osiem minut snów Kurosawy, teraz widzę go w tych snach, jak to możliwe, zawsze był gdzieś w pobliżu mego bloga, przeglądam stary blox Klechdy, który pisał najdawniej i który mi kiedyś przysłał skopiowany na przechowanie, przeglądam mejle, zdjęcia. Jest w tym wszystkim siedem lat pełnych trudnych wydarzeń, Widun mi o nich pisał w swój specjalny, żartobliwy sposób,  tego poczucia humoru wcale nie tak łatwo się nauczyłam, a zaczęło się od aniołów i od tajemniczego Signe, postaci rodzaju męskiego, młodego malarza, którego wymyślił w swoim opowiadaniu z młodości. To opowiadanie, w którym występował Signe, nazywało się „Ogród Ruin”.  Na widok jakieś Signe, która zaczęła pisać komenty w jego blogu, Widun zdumiał się, że wraca tamta opisana historia. Mówił, że ta historia dobrze się skończyła. Mówił, że nic innego, tylko śnienie musiało mnie zaprowadzić do Klechd. Niedługo pewnie będzie można przeczytać, jaki miał udział w historii wielkiej, kim był, co przeżył. Mnie brak Uroczyska, jego prywatnej, wirtualnej siedziby. Tylko prawdziwa śmierć może tak wszystko zabrać, przestrzeń, czas, kawał świata. Blog jest niezamieszkały, ale jest. On nie myslał , że śmierć to coś przeciwnego życiu, mówił, że jest zwyczajna, należy do życia, ale znikanie ludzi wciąż nie jest dla mnie niczym zwyczajnym.  Może uda mi się na chwilę uwierzyć w jego wersję zaświatów. Jeśli jest tak, jak myślał, to by było dobrze.

[w filmie są krótkie pauzy z czarnym ekranem, trzeba poczekać]

Reklamy

4 thoughts on “signe z ogrodu ruin

  1. MrsDalloway pisze:

    Widziałam. Poruszył mnie, bardzo.
    Pozdrawiam ciepło.

  2. moon pisze:

    Tego Kurosawy nie znam, jedynie czarno-białe chyba. Ale sny są kolorowe.

    • signe pisze:

      Moon, te sny widziałam zawsze w kolorze, był to długi film, czasem go szukam online, ale są tylko takie małe kawałki

Możliwość komentowania jest wyłączona.