śniarz widun o stypie finnegana

Śni mi się, że jestem Finneganem. Za oknem widzę rusztowania i drabiny. Robotnicy-akrobaci wspinają się po szczeblach i zaglądają w moje okna. Na moje powitania i pytania nie odpowiadają. Nie mówimy tym samym językiem.  Ja śnię; oni też – na jawie. W słynnym arcydziele przedśmiertnym Joyce’a (Finnegan’s Wake), Finnegan, robociarz irlandzki, nosi cegły w cebrzyku na budowanie ściany, spada z drabiny i zabija się. W moim śnieniu na jawie otrzymuję dwa kolejne listy, w których jestem już nieboszczykiem, zmarłym miesiąc temu ,w dniu 4 lipca. Na moje prośby o wyjaśnienie tego snu, nikt nie reaguje. W książce zwłoki F. są wystawione w trumnie jako strawa na pogrzebową stypę, ale on znika zanim żałobnicy zabrali się do uczty. Gdy wybucha awantura, ktoś rozlewa kieliszek whisky w trumnę i F. nagle budzi się i wrzeszczy, aby mu dano łyk okowity. Zebrani goście przekonują go, aby wrócił tam, skąd przyszedł, bo to dla niego lepszy wybór. Innymi słowy, kontynuacja wiecznego snu jest lepsza od powrotu do rzeczywistości.  Z tym mogę się zgodzić, bo każdy śni nie tylko w nocy, ale także w ciągu dnia, w odstępach kilku sekund, lub minut. O tym śnieniu mówimy, że to marzenia, urojenia, zaburzenia dwubiegunowe, halucynacje, okamgnienia, fantazjowanie, bujdy na resorach albo poezja. Anglicy wciągnęli mnie w senne frazy, w których jestem opisany jako “byly Stefan G” (late czyli jakby opóźniony). W pewnym sensie ta niby-fikcyjna, internetowa śmierć jest snem o moim wciąż odkładanym, opóźniającym się odejściu w nieznane rejony wielu rzeczywistości.  Ktoś oblał mnie kroplami “wody życia”- okowity (aqua vitae) i obudził mnie ze snów o innym świecie. Joyce wyjaśniał wiele razy swym wielbicielom i krytykom, że Stypa Finnegana to senne przygody-figlowanie jego Ego, przełożone na język Wieży Babel. 

uroczysko  4.08.13

Reklamy