mistrz snów na jawie cz.3

Ostatni wypisek o Schultzu z Uroczyska >>

Obsesyjnie dominującą wiekszość opowiadań Schulza jest mityczna postać ojca autora, którego ekscentryczne zachowanie i powolna śmierć kończą się -w Ostatniej ucieczce ojca– w makabrycznej metamorfozie w raka czy wielkiego skorpiona. Ten wirtualny ojciec Schulza – tylko jego imię:Jakub świadczy że to postać wykrojona z rzeczywistego rodziciela – jest także duchowym portretem samego autora. Kogóż innego może on opisywać w tych słowach, jeśli nie siebie samego? ” Ta ptasia impreza mego ojca była ostatnim wybuchem kolorowości, ostatnim i świetnym kontrmarszem fantazji, który ten niepoprawny improwizator,ten fechmistrz wyobraźni poprowadził na szaniec i okopy jałowej i pustej zimy. Dziś dopiero rozumiem samotne bohaterstwo, z jakim sam jeden wydał on wojnę bezbrzeżnemu żywiołowi nudy, drętwiącej miasto. Pozbawiony wszelkiego poparcia, bez uznania z naszej strony, bronił ten mąż przedziwny straconej sprawy poezji. Był on cudownym młynem, w którego leje sypały się otręby pustych godzin,ażeby w jego trybach zakwitnąć wszystkimi kolorami i zapachami korzeni Wschodu. Ale przywykli do świetnego kuglarstwa tego metafizycznego prestidigitatora byliśmy skłonni zapoznawać wartość jego suwerennej magii, która nas ratowala od letargu pustych dni i nocy.” (Manekiny)
Tych kilka zdań można byłoby uważać niemal za coś w rodzaju artystycznego manifestu Schulza, przez który przebija świadomość jego “metafizycznego” żonglerstwa słownego.

Każde niemal opowiadanie Schulza pozwala na intymny wgląd w zakamarki jego wyobraźni. Na zakończenie chciałbym jeszcze zacytowac intrygujący fragment z Sanatorium pod Klepsydra, w którym Schulz pisze o czasie:  ” Jak to pogodzić? Czy ojciec siedzi w restauracji, ogarnięty niezdrową ambicją żarłoczności, czy leży w swoim pokoju, ciężko chory? Czy jest dwóch ojców? Nic podobnego. Wszystkiemu winien jest prędki rozpad czasu, nie nadzorowanego nieustanną czujnością. Wiemy wszyscy, że ten niezdyscyplinowany żywioł trzyma się jedynie od biedy w pewnych ryzach dzięki nieustannej uprawie, pieczołowitej troskliwości, starannej regulacji i korygowaniu jego wybryków. Pozbawiony tej opieki, skłania się natychmiast do przekroczeń, do dzikiej aberacji, do płatania nieobliczalnych figlów, do bezkształtnego błaznowania. Coraz wyraźniej zarysowuje się inkongruencją naszych indywidualnych czasów. Czas mojego ojca i mój własny czas już do siebie nie przystawały.”

Czas…prawdziwy, realny, wirtualny; czas – złudzenie. Czy to wszystko nie nasuwa na myśl naszych internetowych doświadczeń, w których czas i przestrzeń są właśnie tą „inkogruencją naszych indywidualnych czasów”, przewidzianą przez pisarza-wizjonera, który poznał ułudę jawy i prawdę snów?

uroczysko 2.11.2008

© Stefan Grass  2008/09 Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone cz. I-III

Reklamy