marquez

Marquez : „W gruncie rzeczy nie jestem ani nie będę nikim więcej niż jednym z szesnaściorga dzieci telegrafisty z Aracataki” – powiedział kiedyś noblista, który pełnymi garściami czerpał z historii swojej rodziny. Skomplikowane losy Buendiów ze „Stu lat samotności”, zawikłane układy pomiędzy legalnymi a nieślubnymi dziećmi, honorowe zabójstwa, zakładanie miasta, mezalianse – to wszystko wydarzyło się naprawdę w rodzinie Marquezów.

Nie żyje Marquez. W Wielki Piątek umrzeć, dobra rzecz.

Podcztuję co jakiś czas: bezsenność w Macondo >>

sto lat, sto lat >>

Advertisements