gry pozarozumowe

Zbliżam się do końca pierwszego czytania „Finneganów trenu” i wiem już teraz dobrze, że można tę księgę obrócić z powrotem do początku, czytać dalej. Nie zważałam za bardzo na to, co jest pisane na temat tego dzieła, zaglądanie w recenzje raczej mnie nudziło. Lubię ten tekst w wersji polskiej, w języku finnegańskim, ale jest tam jeszcze jedna tajemnicza rzecz śnieniowa, której na razie nie będę nazywać.

Dziś zajrzałam tu, długa recenzja,  z której zaczerpuję ten fragment  >>

(…) „Wake” tłumaczony jest całkiem jednoznacznie. To nazwa zwyczaju narodowego Irlandczyków. Rodzaj stypy przy obecności samego trupa i butelki wódki. Jak mówi irlandzka ballada ludowa o irlandzkim emigrancie w USA, Timie Finneganie zwana „Finnegan’s Wake” (Wake Finnegana), spadł on z drabiny i zgruchotał swą czaszkę, a znajomi przenieśli do domu jego ciało na wake. Przez przypadek ktoś wylał na trupa alkohol, a ten zmartwychwstał i powiedział „Thanum an Dhul, do you thunk I’m dead?” („Do diabła, myśleliście, żem trup?”). Porównanie w książce spadającego z drabiny Finnegana do Humpty Dumpty (uosobione jajo, które spadło z murku i zbiło się z „Alicji po drugiej stronie lustra” Lewisa Carrola, w polskim tłumaczeniu- Wańka Wstańka) tłumaczy użycie „eg” w słowie „Finnegans”. „Wake” oznacza także zbudzenie się. Słowo, które widnieje na pierwszej stronie właściwego tekstu dzieła to „riverrun”. Pośród wielu tłumaczeń „revenons” (fr. „pomarzmy”, „zaśnijmy”) odpowiada perspektywie snu, śmierci, zmartwychwstania i przebudzenia. Jak powiada Gombrowicz- początek to rzecz najważniejsza w dziele. Od niej można zaczynać dyskurs. Ale jak to jest możliwe tutaj, jeśli tytuł dzieła powstał nie wiadomo kiedy, ale z pewnością w toku jego powstawania, a ostatnie słowa ostatniej strony urywają się, by zacząć na początku? – „A way a lone a last a loved a long the” (str. 628)…”riverrun, past Eve and Adam’s(…)” (str. 3). Problemem jest też brak narracji (z powodu relatywizmu znaczenia słowa i „ja” nadawcy zarazem), niezrozumiałość języka, zbyt wysoki próg percepcji znaczeniowej, niejednolita, uzależniona od panalegorii, akustyki i w ogóle wszystkich czynników odbioru fabuła. Największym, wyrastającym ponad cały paradygmat jednolitego odbioru tego dzieła problemem jest fakt, że za każdorazowym czytaniu „Finnegans Wake”, odbiorca tworzy coraz to nowy nastrój, pogląd i fabułę. Cały odbiór jednego razu zostaje wyprodukowany na nowo, jakby chodziło o zupełnie inną książkę. (…).

[dzieją się gry pozarozumowe i antylogiczne]

(…) Sen podobny do śmierci staje się mistycznym obrazem wszechświata. Słomczyński interpretował to dzieło jako wędrówkę duszy przez wieczność, aż do oczyszczenia i zbawienia. Interpretacja ta wskazuje tu na rozszerzenie pojęcia strumienia świadomości (użytego po raz pierwszy w „Ulissesie”) poprzez nadanie tekstowi oryginalnemu (zapisowi myśli) elementów czyniących zeń wyraźną przestrzeń świata. Elementy te to nadanie słowom nie znaczenia, ale brzmienia i wizualnego charakteru, a fragmentowi nie treści, ale charakteru tworzonego przez nielogiczne zbitki. Świadczy o tym użycie wielu brzmień, zaszyfrowanych znaczeń i postaci w jednym fragmencie, które jednocześnie są tematycznie ze sobą wspólne. Kiedy się to czyta wygląda to bardziej lirycznie. (…)

[prawdziwie o tym, że słowom dodał raczej brzmienia, chociaż nie obchodzi się też bez znaczenia i że nie tyle trzeba mieć za najważniejszą rzecz treść dzieła,  ile jej charakter].

Może przeczytam tę recenzję do końca, coś w niej jest, ale mam swoje własne gry pozarozumowe z tą książką i nie chcę ich niszczyć wiedzą metafinnegańską, stop.

Reklamy