myśli złe

Robię porządki po różnych czytaniach i mam myśli złe. Tak jakby tylko w jednej księdze finnegańskiej było napisane coś, co wciąż mnie ciekawi. Może mi przejdzie albo nie. Zostanę czytelniczką jednej księgi.

Wstawiam na półkę „Magię” Maraia, czytaną w nieokreślonym międzyczasie i  nie wiem, czy historia, o której tam się wspomina, naprawdę musi być nienapisana, abyśmy jej chcieli wciąż na nowo:

Wiecie, siedzieliśmy przed książkami i milczeliśmy. Wtedy zrozumiałam, że może wcale, nigdy, nigdzie nie było tego małego, brązowego tomu, ze stylizowanymi złoconymi literami, tego tomu, którego poszukiwał tak skwapliwie, pełen zwątpienia. Wcale też nie żył ten pisarz, którego nazwiska nie potrafił sobie przypomnieć. I tej historii, najpiękniejszej, najmądrzejszej historii, którą u schyłku swego życia pragnął przeczytać,albo na nowo przeczytać, nigdy nawet nie przelano na papier. Lecz przypominał sobie coś, czego brakowało w jego życiu, brakowało w wielu tysiącach tomów, we wszystkim, czego się uczył, co myślał, co czytał. Jest taka jedna historia, jedna bajka, którą zawsze chcielibyśmy przeczytać na nowo… Nie myślicie?

________________________________

Sandor Marai – Magia

Reklamy