Jung o sobie samym

Posted: Styczeń 31, 2015 in literatura psychologiczna
Tagi: , , ,

Jestem sobą zdumiony, rozczarowany i rozradowany. Jestem przygnębiony, przybity, uniesiony. Jestem tym wszystkim i nie umiem tego wszystkiego zebrać w całość. Nie jestem w stanie wydać ostatecznego sądu co do wartości albo bezwartościowości; nie wyrokuję o sobie i o moim życiu. Niczego nie jestem do końca pewny. Właściwie nie mam jakiegoś ostatecznego sądu – w żadnej sprawie. Urodziłem się i istnieję – tyle wiem; wydaje mi się, że jestem przez coś unoszony. Istnieję na podłożu czegoś, czego nie znam. Mimo całej tej niepewności czuję solidność bytu i ciągłość siebie – takiego, jaki jestem.
Świat, w który jesteśmy wtrącani rodząc się, jest brutalny i okrutny, a zarazem pełen boskiego piękna. Uznanie, czy przeważa w nim bezsens czy sens, to kwestia temperamentu. Gdyby jednak zwyciężył bezsens, to w miarę rozwoju zanikałaby sensowna strona życia. Ale tak nie jest – przynajmniej tak mnie się wydaje. Prawdopodobnie – jak zwykle w przypadku kwestii metafizycznych – i jedno, i drugie jest prawdziwe: życie ma sens i nie ma go. Żywię trwożną nadzieję, że jednak sens przeważy szalę i wygra bitwę.

C.G. Jung

[brak źródła cytatu, kiedyś skądś wydobyty, nie pamiętam, wydaje mi się, że to ze  „Wspomnień, snów, myśli”, pięknie mówił]

Reklamy
Komentarze
  1. asha1111 pisze:

    Tak. Masz racje..tez moglabym sie pod tym podpisac.
    Genialnie wyrazone.
    Mam identycznie az sie zadziwiam tutaj…niczego do konca pewna nie jestm, nie wyrokuje nie mam zadnych kompetencji;) Niesamowite.
    Dlatego coraz trudniej wypowiadac mi sie…podczas rozmow, gdzie „wymaga” sie…czy przynajmniej oczekuje odemnie jakichs jednoznacznych sadow, reakcji. Zaczynam sie nawet troche denerwowac czasem…bo niby kim mam byc…ludzie mnie przerastaja w tych oczekiwaniach.

  2. signe pisze:

    genialnie, od pierwszego zdania. od pierwszego i drugiego, itd. z tym wypowiadaniem się też rozumiem – dlatego piszę po finnegańsku, po tym języku wszyscy oczekują niezrozumiałości:)
    to wymagania rzeczywistości uzgodnionej, ale te uzgodnienia bardzo się przedawniły (mówi to na koniec Sheldrake, którego znowu słuchałam)
    myślę, żeby się jednak nie martwić:)