płytki umysł, myślenie pofragmentowane: internet

Są w tej książce zdania, które wydają mi się ważne, o tym, jak zmieniły nam się umysły pod wpływem internetu, w sensie neurofizjologicznym….  ale od czego jest internet: książka (nienowa, wydana po polsku dwa lata temu) jest dostępna w pdfie, na chomiku, są też liczne recenzje….  Jedną, która mi się podoba, skopiuję. Może wrócę do wyszukiwania zdań, które chciałam po prostu ręcznie przepisać, ale…

O tym, że internet zmienił w naszym życiu bardzo wiele, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. A przynajmniej nie tych, którzy zdążyli jeszcze spędzić jakąś część świadomego życia w erze, gdy „osieciowienie” nie było jeszcze aż tak powszechne lub nie istniało wcale. Staliśmy się wielozadaniowi – zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Potrafimy w tym samym czasie wysyłać maile, przeglądać serwisy, oceniać filmy, wypowiadać się na forum i jeszcze donosić o tym wszystkim na portalach społecznościowych. Wzrosły nasza mobilność oraz wiedza o świecie. A przynajmniej możliwość błyskawicznego uzyskania tej wiedzy. Mało kto zadaje sobie jednak pytanie, jaki przy okazji ponieśliśmy (i ponosimy nieustannie) koszt tego wszystkiego.
Carr stawia ostrą tezę – internet odbiera nam znacznie więcej, niż daje w zamian, a jeśli już daje, to zwykle są to podarki mocno wybrakowane, by nie powiedzieć: śmieciowe. Żeby to udowodnić, Amerykanin wychodzi od znanych tez Marshalla McLuhana dotyczących komunikacji. A dokładniej wpływu, jaki wykorzystywane przez nas media mają na sposób myślenia. Do tego dokłada koncepcję ludzkiego mózgu – dawniej uważano, że po 20. roku życia mózg już się nie zmienia, dzisiaj wiemy, że pozostaje plastyczny również później, co może być zarówno pozytywne, jak i negatywne. Z jednej strony nie zamyka nam to dróg rozwoju, z drugiej sprawia, że zakorzeniają się w nas również te złe nawyki. Źródłem wielu z nich, zdaniem autora, jest internet.
Myśleniu linearnemu, czyli typowemu m.in. dla kontemplacyjnej lektury powieści, Carr przeciwstawia myślenie chaotyczne. Umysły funkcjonujące według tego drugiego typu rozumowania przypominają narkomanów na głodzie – pożądają coraz więcej informacji i wrażeń w coraz mniej odległych od siebie dawkach. Myślący chaotycznie internauta chce JUŻ kliknąć odnośnik do kolejnej strony (choć ledwie zaczął czytać inny artykuł), JUŻ musi sprawdzić prognozę pogody (bo akurat przypomniał sobie, że np. za tydzień jedzie na narty) i, rzecz jasna, natychmiastowo musi się dowiedzieć, czy nikt do niego nie przysłał Absolutnie Ważnego Maila (mimo, że odświeżanie skrzynki pocztowej i tak ma ustawione na maksymalnie częste).
Ale nie jest to tylko ksiażka o współczesności. Trzeba przyznać, że autor wykorzystał liczne źródła i obszerne części wywodu poświęca na przegląd rozwoju technologii, powiązując go z rozwojem człowieka, śledzi historię języka i druku, referuje przemiany, jakie zachodzą w mózgu. Przytacza również wiele badań, z których jasno wynika kilka rzeczy. Po pierwsze – myślenie linearne pozwala nam zrozumieć więcej niż praca z hipertekstem. Po drugie – sieć sprzyja pobieżności i chaosowi, nowe technologie wręcz takie zachowania nagradzają. I wreszcie po trzecie – w większości wirtualnych miejsc jesteśmy tylko przelotnymi gośćmi, przeważającą liczbę stron odwiedzamy na nie dłużej niż 10 sekund. Choć ta ostatnia statystyka może wydać się naciągana, to każdy powinien przejrzeć historię swojej przeglądarki z ostatniej godziny czy nawet z całego dnia. Zapewne niejednego zdziwi, z jak wielu serwisów skorzystał w danym okresie. No i właśnie – czy na pewno skorzystał? Ile tak naprawdę zapamiętaliśmy z odwiedzonych na moment stron? Carr twierdzi, że bardzo, bardzo niewiele.
Z badaniami, na jakie powołuje się autor, można oczywiście polemizować. Przede wszystkim w świat internetowy możemy się zanurzać stosunkowo od niedawna i wcale nie jest powiedziane, że potencjalna adaptacja już się zakończyła. Kiedy pojawił się wynalazek druku, również wiele osób narzekało na nadmiar informacji i niemożność ich objęcia. Carr to przyznaje, ale też dodaje, że obecnie z głębokiej lektury zostaliśmy wyrwani do świata, w którym poruszamy się jedynie po powierzchni zagadnień. Pamiętacie statystykę dotyczącą czasu poświęcanego na przejrzenie jednej strony? Wygląda więc na to, że książki i prasę drukowaną poświęciliśmy na rzecz serwisów, które i tak niemal zawsze czytamy pobieżnie – o ile błyskawiczne przeszukiwanie wzrokiem ich zawartości da się jeszcze nazwać czytaniem.
Książka Carra uświadamia nam sporo drobiazgów, z których zwykle nie zdajemy sobie sprawy. Na przykład to, jak bardzo rozpraszające są dla nas informacje choćby o nowych mailach – nawet, jeśli mamy wyłączony komputer, naszą uwagę rozpraszają w ten sposób tablet czy telefon. Optymistycznie nie nastraja również obserwacja dotycząca bibliotek – coraz częściej w ich centralnym punkcie znajdują się komputery z dostępem do sieci, zaś książki spycha się na margines lub w ogóle zastępuje cyfrowymi kopiami. Dziś, jak zauważa pisarz, łatwiej usłyszeć tam dźwięk klawiatury niż ciszę przerywaną jedynie szelestem kartek.
Im bliżej końca, tym „Płytki umysł” staje się bardziej pesymistyczny. Szczególnie niepokojąco brzmią cytaty przytaczane za szefami Google’a. Carr również w ich przypadku dostrzega pozytywne strony działalności, a więc porządkowanie niezliczonej liczby informacji, jakie pojawiają się w internecie, ale wskazuje też na fakt, że twórcom najpopularniejszej przeglądarki od zawsze chodziło wyłącznie o to, byśmy klikali – jak najwięcej i jak najszybciej. A im częściej klikamy, tym mniej czytamy. Im mniej czytamy, tym mniej zapamiętujemy. Oto błędne koło hiperlinków w skrócie.
Jest „Płytki umysł” pozycją prezentującą jednoznaczne, mocne stanowisko. Można zarzucić autorowi jednostronność, ale można też podczas lektury nie wyłączać myślenia krytycznego. I odpowiedzieć sobie na pytanie, jak mnie i moje nawyki zmienia internet, co dał mi pożytecznego, a co musiałem – często nie zdając sobie z tego sprawy – poświęcić. Carr zebrał w swojej publikacji mnóstwo poglądów i badań, przedstawiając kompleksową wizję świata, w którym podpięci do sieci działamy chaotycznie i przeskakujemy między stronami, ucząc się przy tym głównie tego, jak… przeskakiwać jeszcze szybciej. Wszystko to, zdaniem pisarza, może pozbawić współczesną kulturę jej podstaw – bo tworzą się one nie podczas kilkusekundowych wędrówek po obszernych tekstach, ale w procesie pogłębionej kontemplacji. Pytania o to, jaką pamięć wolimy – naszą czy wirtualną, a także na jaką inteligencję wolimy się zdać – własną czy wyszukiwarki, pozostaje otwarte.
PS. W trakcie pisania tej recenzji jakieś osiem razy sprawdziłem timeline Twittera, raz zajrzałem na Facebooka, dwukrotnie zareagowałem na alert o czekającej na mnie wiadomości elektronicznej, a pod koniec sprawdziłem jeszcze godziny rozpoczęcia meczów Premier League.

_________________________

autor: Daniel Markiewicz, źródło: esensja.stopklatka.pl >>

o książce „Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg” – Nicholas Carr

Reklamy