nie nazywam się czerwień

w snach nienawistny mi kolor czerwony pokazuje się nieczęsto, ale mocno, od miesięcy.
zawsze ta sama jaskrawo intensywna czerwień, która prawie świeci, wygląda jak dziki pożar albo sztandar albo krew tętnicza, najbliższą czerwoną rośliną wydaje mi się mak, ale widziany w ostrym słońcu. zwierzęcia takiego rodzaju chyba w ogóle nie może być, chociaż we śnie był taki tygrys.
to nawet nie jest rozżarzone do czerwoności.
chcę tylko opisać sen o pewnych czerwonych trzewiczkach, podziemne miasta żaru i czerwone prostokąty były wcześniej.
patrzę na listę kolorów przez swój ekranik i załamuję się, najbliższy jest #FC0300 a mniej #FF0000, a makowy #E21E13 zupełnie się nie nadaje.
kardynalska purpura ma być #FF2400, ale nigdy nie widziałam na żywo kardynała.
czytałam „Nazywam się Czerwień” Pamuka dawno temu i bez zapamiętania.  lała się krew wśród malarzy miniaturzystów XVI wieku.
ta notka jest zamiast opisu czerwonych trzewiczków. zostawiam to tak. może coś się stanie.
Reklamy