Archiwum autora

Widziałem go i pozwalałem, by przeszedł jak cień przez moje życie. Łatwiej byłoby go nienawidzić, mieć mu za złe i pielęgnować w sobie żądzę zemsty. Jednak w łatwości tej kryła się pulapka: jeśli człowiek dopuści do siebie nienawiść, nienawiść zatruje mu krew i go zabije.

Potem widziałem sylwetki i duchy tych, którzy wciągnęli nas w to bagno. Nie wszyscy byli martwi. Kilku oficerom udało się ocaleć dzięki własnej przebiegłości. Do nich też nie miałem żalu. Byli doskonałymi kanaliami. Nie miałem wrogów. Nie wzmacniałem już moich złych skłonności. Zrozumiałem, jak bardzo męczące było krojenie na plasterki moich oprawców. Postanowiłam, że nie będę się już nimi zajmował. W ten sposób pozbyłem się ich, co równało się uśmierceniu, tyle że bez brudzenia sobie rąk i bez ciągłego roztrząsania możliwości odpłacenia im takim samym nieszczęściem, na jakie mnie skazali.

Musiałem ostatecznie pokonać myśl o zemście. Przekroczyć ją. Nie podsycać jej płomienia. Bo zemsta miała ostry zapach śmierci i nie rozwiązywała żadnego problemu. Na próżno szukałem – nie znajdowałem już nikogo, kogo mógłbym nienawidzieć. Oznaczało to powrót do stanu, który uwielbiałem ponad wszystko: do wolności.

[dzieje się to w tajnym, podziemnym więzieniu Tazmamart, tutaj informacje o książce https://www.karakter.pl/ksiazki/to-oslepiajace-nieobecne-swiatlo-2018 ]

____________________________________________

Tahar Ben Jelloun – To oślepiające, nieobecne światło

Reklamy

Teraz już wiemy, że dla ludzkości pojmowanej jako całość, Lądowanie przeszło w gruncie rzeczy bez śladu. Dla ludzkości zresztą wszystko mija bez śladu. Oczywiście, niewykluczone, że wyciągając na ślepo kasztany z tego ognia, koniec końców wyciągniemy coś takiego, co sprawi, że życie na naszej planecie stanie się w ogóle niemożliwe. To naturalnie będzie pech. Jednakże chyba zgodzisz się ze mną, że coś podobnego zagrażało ludzkości zawsze (…). Ludzkość, pojmowana jako całość, jest zbyt stacjonarnym układem – nie ma sposobu, aby ją ruszyć z miejsca.

______________________________

Arkadij i Borys Strugaccy – Piknik na skraju drogi

Nic podobnego nigdy mu się nie przytrafiło poza Strefą, a i w Strefie zdarzyło się zaledwie dwa lub trzy razy. Jakby nagle znalazł się w innym świecie. Miliony zapachów jednocześnie natarły na niego – ostre, słodkie, metaliczne, czułe, niebezpieczne, trwożne, ogromne jak domy, mikroskopijne jak pyłki, ciężkie jak kamienie, subtelne i skomplikowane jak mechanizm zegarka. Powietrze stwardniało, wykrystalizowały się w nim krawędzie, płaszczyzny, kąty, jakby przestrzeń wypełniały ogromne, szorstkie kule, śliskie ostrosłupy, gigantyczne graniaste kryształy i przez to wszystko trzeba było się przedzierać jak w majakach sennych przez ciemny zagracony antykwariat pełen staroświeckich cudacznych mebli. Trwało to ułamek sekundy. Red otworzył oczy i wszystko zniknęło. To nie był odmienny świat – to świat znany, codzienny, zwrócił się ku Redowi inną, nieznaną stroną, zwrócił się na mgnienie, a potem znowu szczelnie się zatrzasnął (…).

________________________________

Arkadij i Borys Strugaccy – Piknik na skraju drogi

więcej:

ludzkość pojmowana jako całość >>

„O malarstwie i kaligrafii” nie jest wczesną powieścią Saramago, jak myślałam. I nie myślałam, że uda mi się czytać książki z wielką ilością rozmów, niepowstrzymane zdania, nagłe odjazdy do innych ludzi i historii.

Jednakże ludzie, którzy są inni, są także bardzo tacy sami i kraje też mają te różnice i te kojarzone (kojarzące się) w nieskończoność podobieństwa niekiedy spotykają się ponad granicami i czasem, innymi razy poszukują siebie wzajemnie i odrzucają się. Kiedy w 1814 roku Goya namalował swoje dwa obrazy na temat wydarzeń w maju 1808 roku, coż to miało wspólnego ze mną w Portugalii albo mogło mieć?

Mówi to bezrobotny portrecista. Stworzył pustynię. Opisał, jak do tego doszło. Ale co ma tam robić?

Jednakże dajmy czasowi czas. Czas potrzebuje tylko czasu. Rewolta ludu madryckiego w 1808 roku natrafiła na przygotowanego Goyę dopiero w 1814 roku. To prawda, że historia biegnie szybciej niż malujący ją czy opisujący ludzie. Prawdopodobnie nie można tego uniknąć. Zadaję sobie pytanie: Jeśli nazajutrz mam jakąś rolę do odegrania, jakie dzisiejsze sprawy będą na mnie czekać?

Już widzę, jak bardzo tacy sami są ludzie, którzy są inni.

I jest wcześniej napisane o tym, jak Goya dochodził do swoich obrazów o 1808 roku, kiedy jeszcze nie wiedział, że w 1810 roku zrobi grawiury „Okropności wojny”, źe w 1814 roku namaluje „2 Maja” i „3 Maja”, że na koniec przyjdą „czarne obrazy” i „kaprysy”.

I jest jeszcze jedna tajemnica w tej książce Saramago: mówi, że nie przeciwstawiał się temu, co się dzieje, ale że był przeciwstawiony. Czytanie o tym nie jest trudne, ale krótkie streszczenie tego, jak jedna myśl przechodzi w całkiem inną na razie dla mnie niemożliwe. To w tym przejściu jest śnienie, ta artemagia, jak on mówi. Kto wie, czy to nie jest słowo, którego trzeba odtąd używać. To pisarz, z którym pewne sprawy w czytaniu obmyśla się i omawia, tak się czasem dzieje, gdy książki są Książkami.

_________________________________________

Jose Saramago – O malarstwie i kaligrafii

W ten  sposób, żadne domysły nie wchodzą w grę, żadne senniki, żadne wiedzenie z głowy, z góry i od razu:

Chciałem bez żadnych uprzedzeń podejść do marzeń sennych, by się przekonać, jak one funkcjonują.
(…)
Dlatego, pragnąc się zbliżyć do właściwego sensu snu, próbuję rozłożyć marzenie senne, skoncentrować się na obrazie wyjściowym i zbierać skojarzenia – wszystkie skojarzenia, przybywające z wszystkich stron. Postępuję w sposób koncentryczny,  w przeciwieństwie do swobodnego kojarzenia polegającego na tym, że człowiek, klucząc od punktu do punktu, oddala się od obrazu sennego, by wylądować nie wiadomo gdzie.
(…)
określam moją metodę mianem „amplifikacji”, od „amplificatio”, „rozszerzenie”.
Wychodzę przy tym od bardzo prostej przesłanki, przyjmuję bowiem, że nic nie rozumiem ze snu, nie wiem, co on oznacza i nie snuję żadnych domysłów co do tego, w jaki sposób obraz senny ulokowany jest w umyśle ludzkim. Po prostu tak poszerzam obraz wyjściowy, aż go zobaczę.

_______________________________

C.G. Jung – Marzenia senne dzieci