list Olivera Sacksa

Do czujących istot:

„Jeszcze miesiąc temu czułem, że jestem w dobrej kondycji. Ale wyczerpałem swój limit szczęścia – kilka tygodni temu dowiedziałem się, że mam liczne przerzuty do wątroby. Nie, jeszcze nie skończyłem z życiem. Wprost przeciwnie, czuję, że intensywnie żyję. W czasie, który mi pozostaje, chcę pogłębić moje przyjaźnie, pożegnać się z tymi, których kocham, jeszcze więcej pisać i podróżować, jeśli będę miał siły. Nie mam teraz czasu na nic zbędnego. Muszę się skupić na sobie, mojej pracy i moich znajomych. Już nie będę oglądać nocnych wiadomości TV. Nie będę zwracał uwagi na politykę czy spory w sprawie globalnego ocieplenia. To nie obojętność, wciąż głęboko przejmuję się Bliskim Wschodem, globalnym ociepleniem czy rosnącymi nierównościami, ale to już nie moja sprawa; to należy do przyszłości. Nie mogę udawać, że nie czuję strachu. Jednak moim dominującym uczuciem jest wdzięczność. Kochałem i byłem kochany. Wiele otrzymałem i sam wiele dałem w zamian. Przede wszystkim byłem czującą istotą, myślącym zwierzęciem na tej pięknej planecie i to samo w sobie było ogromnym przywilejem i przygodą”.

więcej tutaj >>

Reklamy

nie ma sensu czytać tyle, mówi białoszewski

„Tajny dziennik” Białoszewskiego ma ponad 900 str, czytam go bez końca, dziennik ten występuje w rozmowach, ostatnio o tym, że nie ma tam nic o czytaniu, może on nic nie czytał, mówię, miał swoją doskonałą wewnętrzną machinę do pisania, nic jej nie brakowało,  gdziekolwiek myśl go zastała, od razu mogła przejść w pismo,  myśl brała się z tego, co akurat jest, czytanie nie było mu jakoś specjalnie potrzebne, i teraz, w dziesięć minut po tym  mówieniu natrafiam na opis przystanięcia obok półki z książkami:

W pokoju pana Zdzisława  półki z książkami. Przeglądanie ich, niby łakomie, a ze znudzeniem. Nie ma sensu czytać tyle. Im więcej się czyta, tym więcej się zapomina i myli. Zrastają się jedne rzeczy z drugimi i nawet przestaje się rozróżniać autorów. Zresztą na tym by mi nie zależało. Chodzi o to, że takie czytanie ubiernia bardzo i zatyka czas. Mnie do pisania nigdy nie było specjalnie potrzebne wielkie czytanie. Czytanie w przerwach między pisaniami. A tak to wpływało na mnie rozgadanie z dobrymi partnerami. Puszczenie w ruch myślenia. Tak jakby od siebie i od swoich bliskich. Myślę, że ja żyję bardziej tym, co jest koło mnie, i moimi bliskimi, którzy bardzo mi są pomocni w pisaniu. Tak jak inni czerpią z autorów książek.

_________________________________

Miron Białoszewski – Tajny dziennik

podręcznik do autobiografii przez czytanie, pisanie i przez sen

Wierzyłam Saramago w całą „Kamienną tratwę”, a w „Miasto ślepców”  już nie, raz się mówi i pisze bardziej, a raz mniej, nic w tym dziwnego. „O malarstwie i kaligrafii” będę zaliczać do głównych podręczników do ludzi i do snów świata. Do nauki autobiografii, czytania autobiograficznego i pisania, przez sen i przez to, co śnione:

Jakże ten sen jest ciężki. Tak ciężki, że słusznie jest nie dodawać wykrzyknika – co najwyżej powiedzieć go. Podczas gdy jesteśmy pogrążeni we śnie, napisałem, panuje w salach i na placach cichy świat rzeźby i malarstwa. I dobrze, że tak jest, Gdyby nie, co by z nami było? To ten lud podtrzymuje świat, zamieniony we śnie przez mozliwość odzyskania prahistorii, tych tajemniczych kartek, które widzę, śniąc, już zapisanych, i które śniąc, czytam, wysilając się, żeby obudzić się, czytając, bo wiem, że to nigdy przez nikogo nie zostało napisane, przeze mnie też nie.(…).

Czy krajobrazy będą życiami do malowania? Kto malował tylko twarze i to tak źle, tak nagle będzie w stanie nauczyć się czegoś od Lorenzettiego (Amborgia)? We śnie, tak, ale tylko w nim, tak jak tylko w nim można przeczytać cudowne strony, kto wie, czy szóstą i prawdziwą ewangelię, kto wie, czy zagubione pisma Platona albo wszystko, czego brakuje w „Iliadzie”, kto wie, czzy to, co napisaliby ci, którzy umarli przed swoim czasem? Ten krajobraz jednakże znajduje się poza snem i we śnie, on sam jest snem i śniącym, śniący i rzecz śniona, obraz o dwóch obliczach (…).

_____________________________________

Jose Saramago – O malarstwie i kaligrafii

fantastyczna logika snów

Skończyłam czytać „Pałac lodowy” w obecności 13 celsjuszów mrozu i wróciłam do illogicznych światów Borgesa, czyli światów żelaznej logiki, takiej, jaką charakteryzują się sny. Przy okazji wraca się tu do Sherlocka Holmesa i Umberto Eco, który o nich wszystkich pisze.  W sieci to występuje w grach, myślę, że i tak wszyscy w to gramy świadomie albo nie: wtedy grają sny.  Tak właśnie one się zachowują,  umysł snu taki jest,  Jung by się ucieszył na ten esej.  Przy czym w  myśleniu o snach i nieświadomości ważne jest ostatnie zacytowane tu zdanie:

Poruszenia naszego dociekającego umysłu są posłuszne tym samym prawom, które dotyczą rzeczywistości. (…). Jeśli detektyw zagłębia się w umysł mordercy, nie może nie dotrzeć do punktu, do którego dociera morderca.  W tym spinozjańskim świecie detektyw nie tylko rozumie, co morderca zrobił (nie mógł postąpić inaczej, jeśli istnieje logika umysłu i logika rzeczy). W tym spinozjańskim świecie detektyw wie nawet, co morderca zrobi jutro. I będzie go oczekiwał w miejscu planowanej zbrodni.

Lecz identycznie może rozumować morderca. Może na przykład sprawić, że jego przeciwnik będzie go oczekiwał na miejscu planowanej zbrodni. Tylko że wówczas z detektywa stanie się ofiarą.

To własnie występuje w wielu opowiadaniach Borgesa.

W świecie Borgesa poszczególne umysły rozumują zgodnie z regułami sformułowanymi przez Bibliotekę. Lecz ta Biblioteka nazywa się Babel. Jej reguły nie są regułami nauki neopozytywistycznej, są to reguły paradoksalne. Logika (ta sama) Umysłu i Logika Świata są illogiką. Żelazną logiką. Tylko pod takim warunkiem Pierre Menard może napisać na nowo tego samego „Don Kichota”. Lecz, niestety, tylko pod takim warunkiem ten sam „Don Kichot ” będzie „Don Kichotem” odmiennym.

Co jest niewzruszenie illogicznego we wszechświecie Borgesa i co pozwala don Isidorowi rekonstruować z niewzruszoną illogiką procesy równie illogicznego świata zewnętrznego? Świat Borgesa funkcjonuje w oparciu o reguły inscenizacji lub też fikcji. (…).

Don Isidoro odkrywa zawsze, że to, co spotkało jego klienta, było sekwencją zdarzeń zaprojektowanych przez inny umysł. Odkrywa, że poruszali się oni w ramie pewnej opowieści i zgodnie z regułami opowieści, że byli nieświadomymi osobami już napisanego dramatu. Don Isidoro odkrywa „prawdę”, ponieważ zarówno on, jak i przedmiot jego analizy przestrzegają tych samych reguł fikcji. (…).

Nie natrafiamy tu na przypadek lub też na Przeznaczenie, zawsze znajdujemy się wewnątrz intrygi  (kosmicznej lub sytuacyjnej) obmyślonej przez jakiś inny Umysł w zgodzie z fantastyczną logiką która jest logiką Biblioteki.

Oto co miałem na myśli, kiedy mówiłem o mechanizmie domniemania w spinozjańskim świecie na opak. Naturalnie „na opak” w rozumieniu Spinozy, nie Borgesa. W rozumieniu Borgesa ów świat, w którym detektyw i morderca zawsze na końcu się spotkają, ponieważ kierowali się tą samą fantastyczną illogiką, to najzdrowszy i najprawdziwszy ze światów.

____________________________________________

Umberto Eco –  Po drugiej stronie lustra i inne eseje

światy strukturalnie możliwe

Nagle okazało się, że mogę przeczytać parę esejów Umberto Eco z tej właśnie lustrzanej książki, którą odłożyłam na czas niewiadomy. Chyba zadecydowało to, czym są dla niego światy strukturalnie możliwe i to, co napisał o Borgesie. Nie chce mi się teraz nic cytować, a tym bardziej opisywać. Ale Borges. Tak,  to żelazna logika Borgesa ratuje zmysł racjonalności Umberto Eco, a musi być on ratowany.  Dla niektórych istnieje fikcja i jakieś światy na opak, dla innych istnieją  naprawdę wszystkie światy, z jakimi tylko przyjdzie nam się zetknąć obojętnie w jaki sposób.  Lecz w takim razie czym są rzeczy? I czym jest literatura w odniesieniu do rzeczy? Umberto Eco nie odpowiada na to,  mówi tylko, że warto się nad tym zastanowić, wydaje się, że od rzeczy blisko  jest do rzeczywistości, ale nie pójdę za tym, to pułapka.  Coś warto byłoby streścić, co dotyczy Uqbaru i to, co jest o logice i białych fasolkach w worku.

______________________________________________

Umberto Eco – Po drugiej stronie lustra i inne eseje

więcej:

poeta zostawia biel wokół słowa >>

fantastyczna logika snów >>

poeta zostawia biel wokół słowa

Miałam chęć napisać, jak bardzo nie lubię czytać Umberto Eco, jak bardzo moja niechęć obejmuje wszystkie jego książki, jakich spróbowałam, jak dziwię się, dlaczego ta niechęć jest tak mocna i odżywa na sam widok długich zdań, z których powykreślałabym połowę. Może jest w tej prozie jakieś śnienie dla mnie. Nawet zwyczajnie  napisane  „Imię róży” odłożyłam. Teraz uparłam się przeczytać rozdział „Znak poezji i znak prozy”w  książce o dobrym, lustrzanym tytule, który mnie skusił. Może to jest dla mnie za trudne.  Umberto Eco analizuje metafory, metonimie, drobne ciekawostki, w prozie wyrażenie nagina się do treści, w poezji słowa są dobierane przez rytm,  to prawda. Następuje ogromna ilość nieznanych mi przykładów, mogę sobie darować.  Doczytuję do końca, gdzie mówi o sytuacjach granicznych między poezją i prozą, czyli przypadkach aktualizowania trybu poetyckiego w prozie i na odwrót. Wreszcie z ulgą czytam ostatni akapit: Dlaczego poeta przechodzi do nowego wersu, mimo, że nie kończy mu się miejsce?  I dopiero teraz coś mnie elektryzuje, i zawracam do zdania gdzieś na początku, że właśnie poprzez odnajdywanie, produkowanie lub usuwanie bieli wokół słowa (albo zastępowanie bieli milczeniem, kończenie wersu pauzą oddechową) ustala się różnicę między prozą a poezją. Pisze, że na to pytanie chyba właśnie odpowiedział, a ja dopiero teraz czuję, że na szczęście wcale nie,  za to dał mi szansę, żebym w tę biel wokół słowa zanurkowała sama, bo z jego wyjaśnień nic nie pamiętam. Poeta pozostawia biel wokół słowa. Nie niszczy jej, nie zapełnia byle czym. Zostawia biel. Miejsce na oddech, na ciszę, na poezję, która drzemie w nas, czy jakoś tak. W tym, co pisze Eco nie ma zostawionej bieli.

________________________________________

Umberto Eco – Po drugiej stronie lustra i inne eseje

sprawy

Najpierw wyrzuciłam to do kosza, ale zawróciłam, bo to jest o równym rozłożeniu ciężaru. Ważne przy wszystkich przejściach:

Sprawy wielkiej wagi traktuj lekko. Sprawy drobnej wagi traktuj z pełną uwagą.

– Hagakure
Ale nie wiedziałam, kto to jest Hagakure, więc szukałam i znalazł się tu:

Autorem księgi „Hagakure”, tzn. „Zapisków ukrytych pod liśćmi”, jest samuraj Yamamoto Tsunetomo. Późnym latem 1700 roku, po śmierci swego pana Nabeshima Mitsuhige, zgodnie z buddyjskim zwyczajem, ogolił głowę i jako buddyjski kapłan osiadł w małej pustelni, położonej w miejscu zwanym Kuratsuchibaru, dwanaście kilometrów na północ od twierdzy Saga, na terenie Kyushu. Jego pan – Nabeshima Mitsuhige zmarł w dniu 16 maja 1700 roku. Tsunetomo będący w żałobie po jego śmierci nie popełnił samobójstwa, gdyż zostało to zabronione w latach 60-tych XVII wieku przez shoguna Tokugawę, jak również zakazał mu tego pan Nabeshima. Chociaż w młodości wykazywał on zainteresowanie poezją, za wyjątkiem Hagakure nie pozostał po nim żaden utwór literacki. Pomimo, że był samurajem, nigdy nie brał udziału w działaniach wojennych.

więcej ciekawych zapisków: www.wudang.cis.com.pl/hagakure_20.html

sam rozum, sam jeden

Dziennik Kertesza jest wielki jak galeon o rozwitych żaglach. Daleki od  lekkich fraz Virginii Woolf, która pisała, bo lubiła jak narasta treść i czytała sobie sama swoje zapisane lata. Tu mamy do czynienia z takimi sprawami jak rzeczywistość, los, trauma, świat. Będę to czytała obierając  marchew. Nawet w bardzo dobrym nastroju czuję tragizm zdań w rodzaju tego wykrzyknięcia, gdy pisanie nie idzie: Co za próżnia! Co za  spadanie!

A tak jak dziś, to nie ma o czym mówić, tylko ten dziennik mógł mi dziś zostać przypomniany, a w nim Kafka, złamany porządek świata i zimny wiatr.

Sam rozum (ratio), uboga nizina tego, co „obiektywne”; sam rozum nigdy nie jest na dobrą sprawę rozumem, raczej samoobroną, odrzuceniem, objawem niezdatności do przeżycia przygody duchowej.

________________________________

Imre Kertesz – Dziennik galernika

listy lennona

One są już książką. Moje coraz mniej tajne zamiłowanie do listów, autobiografii, blogów, snów, wszystkiego co zostaje ciągle żywe, jeśli nie zostało zmiażdżone interpretacjami, każe mi podczytywać, jak to się w tej książce ma:

W roku 1951 dziesięcioletni wówczas John napisał do ciotki Harriet list z podziękowaniami za prezenty, które dostał od niej na Boże Narodzenie. Prawdziwy był z niego szczęściarz – Harriet przysłała mu aż trzy podarki: książkę, ręcznik i pulower.

Droga Harrie,
dziękuję za książkę, którą mi przysłałaś na Święta, i za ręcznik z moim imieniem, i myślę, że to najlepszy ręcznik, jaki w życiu widziałem. Książka jest bardzo ciekawa. W tej chwili jestem na końcu strony 18. To historia o sławnych statkach i o piracie, który nazywa się kapitan Kidd. Właśnie czytam drugi rozdział, pierwszy ma tytuł „Zwycięstwo”, a drugi „Mary Celeste”. Dziękuję za czerwony pulower, który mi przysłałaś. Życzę Ci wszystkiego najlepszego z okazji Nowego Roku.
Całuję
John x
Lennon

==========

John dobrze się rozumiał z panią Harrison, w jej domu czuł się swobodnie, wygłupiał się i dowcipkował. W Hamburgu, jako lider zespołu, podjął się napisania listu do niej z informacją, że w Hamburgu wszystko jest w porządku i że George kupił sobie nową koszulę. List Johna do pani Harrison, z grami słów, celowo popełnionymi błędami i udawanymi niemieckimi naleciałościami, pokazuje, jak bardzo się ze sobą zżyli. Ojciec George’a był kierowcą autobusu. Peter to jeden z dwóch starszych braci George’a…

List 4: do pani Harrison, 1960?

Droga pani Horminsoon, w Homburgu sehr urodziwo nam być i świetnie się bawim. Mam nadzienie, coście w Anglii całe we skowronkach i niedłubo pojedzieta dooo Kanajdy do Kanajdy. Jakże się miewa pan Harmigalds, hę? Autobus jemu dali działa jak trza? Mam nadzieję, że Peatrr nadal sprzedaje motóry i różne takie i że każden jest super. Może być, co ostaniem jeszcze mniesiąc w Hitlarii, pieniądzów mamy w bród i możliwe, co je wydamy. Zadowolona, że synów nie ma na? gospodrace? Co? Myślę se, że Gorges Ci się spodoba, jak do Unglundii powróci, bo nowo koszule nowo koszule ma.

=====

List 71: do Beth, z Rishikesh, 25 marca 1968

Droga Beth,
jedyna odpowiedź na Twoje pytania to samemu medytować i tego doświadczyć – wszystkiego się w książkach nie wyczyta. Guru to nauczyciel – dokładnie takie jest znaczenie tego słowa – i z całą pewnością nauczycielem jest. Uważa, że aby pomóc światu, trzeba pomóc każdemu – nic nie da karmienie ludzi, którzy za kilka miesięcy znów będą głodni – chodzi o to, żeby zmienić sytuację, która powoduje głód, choroby itd. – przyczyną są ludzie – rządy, polityka, ty, ja – wszystko musi się zmienić, by tym, którym się gorzej powodzi, powodziło się lepiej. Na świecie jest dość żywności itd. dla każdego – gdzie więc ona jest? Ludzie niszczą ją z „powodów ekonomicznych”.
Nie przeczę, że Maharishi szuka rozgłosu – czy to źle? Żeby dotrzeć ze swoim przesłaniem do wszystkich, trzeba je nagłośnić – żyjemy w XX wieku. Gdyby Jezus był wśród nas, nie sądzisz, że występowałby w telewizji? Prosisz mnie, żebym dał szansę Bogu – na tym właśnie polega medytacja – na doświadczaniu Boga. „Królestwo Boże jest w was”, powiedział Jezus – w głębi każdego z nas, to miał na myśli, i tam właśnie mantra przenosi nasz umysł. Owszem, ten system spotyka się z pogardą w Indiach i innych krajach, tak samo Bóg, tak samo wszystko jest obiektem pogardy takiego czy innego człowieka. Co nie znaczy, że jest złe, prawda?
W każdym razie, jak już wspomniałem – sama spróbuj – to Ci nie zaszkodzi – nie musisz być bogata, żeby to robić – nie musisz jechać do Indii, żeby to robić – po prostu TO ROBISZ.
Pozdrawiam
John Lennon
PS przepraszam za papier, innego nie mam

=====

o listach Lennona na kultura.gazeta.pl >>