Archive for the ‘literatura argentyńska’ Category

Wiedziałam, że wśród opowiadań Borgesa jest uwięziony tygrys, krąży. Nie wiedziałam tylko, że złączyły mi się w jedno dwa opowiadania i teraz wygląda to tak:

Więzienie jest głębokie, jest z kamienia, jest kształtu niemalże doskonałej półkuli,  podłoga jego, również z kamienia, jest cokolwiek mniejsza od przekroju kuli w jej najszerszym miejscu, co w niewytłumaczalny sposób pogłębia jeszcze wrażenie ucisku i przestrzeni. Środkiem przecina je mur. Jest bardzo wysoki, nie sięga jednak najwyższego punktu kopuły. Po jednej jego stronie znajduję się ja, Tzinacan, czarownik Piramidy Qaholom, którą podpalił był Pedro Alvarado, z drugiej – jaguar, który równymi, niewidocznymi krokami przemierza czas i przestrzeń swojej celi. Umieszczone przy samej ziemi szerokie, zakratowane okno przecina ów środkowy mur. (…).

Prawdą jest, że nie opuszczam  mojego domu, natomiast również prawdą jest, że bramy jego (których jest bezmiar) dniem i nocą stoją otworem dla ludzi i zwierząt. Niech wchodzi, ktokolwiek zechce. Nie znajdzie tam kobiecych przepychów ni pałacowego blichtru – za to spokój i samotność. Równocześnie odkryje dom, któremu równego nie ma na ziemi. Kłamią ci, którzy twierdzą, że istnieje podobny dom w Egipcie. Nawet ci, co spotwarzają mnie, przyznają, że nie ma w nim ani jednego sprzętu.  (…).

______________________________________

Jorge Luis Borges – Pismo Boga, Dom Asteriona

Reklamy

Na przykładzie tego, co opisał Daniel Mendelsohn uczę się o tym,  jak powstaje przeszłość, bo nie wiem, czy słuszne byłoby nazwać to przypominaniem. On raczej uczy wywoływania z niepamięci. Ile można w ten sposób stworzyć czy odtworzyć i co się właściwie wywołuje? Borges w swoim „Twórcy” pisał o człowieku, który postanawia odmalować świat. Przez lata będzie zaludniał przestrzeń obrazami okrętów, wież, koni, wojsk i ludzi. Na chwilę przed śmiercią odkryje, że nakreślił podobiznę własnej twarzy. Wszystko jest tą podobizną. Czasami to rozumiem. Chociaż tym,  co się dzieje, w tak dużym stopniu rządzi przypadek lub tajemne prawa rządzące snem, los, czas newtonowski albo inny, że właściwie trudno się spodziewać w tym jakiegoś wielkiego osobistego udziału. Napiszę to zdanie, za które urywana mi jest czasem głowa: nikt nie jest kowalem własnego losu, to jest przekonanie z wieku żelaza.  Można mieć w losie najwyżej współudział i świat jako podobiznę własnej twarzy. Daniel Mendelsohn rekonstruuje przeszłość. Okruch po okruchu. I nie otrzymuje tego, co było, tylko własną podobiznę, własną drogę do tego miejsca w czasie, którego nie ma. Bardzo piękna książka.

_____________________________

Daniel Mendelsohn – Zagubieni. W poszukiwaniu sześciorga spośród sześciu milionów

Jorge Luis Borges – Twórca

W poczytalni >> przeczytałam jak Cortazar poprawia swoje opowiadanie, w którym  ktoś przystępujący do schodzenia po schodach, po prostu zaczyna schodzić,  a  im bardziej schodzi z tych schodów, tym bardziej piszący o tym  Cortazar zaczyna myśleć,  że nieliterackie formy wyrazu zubażają wszystko, co pisze i niezadługo poczuje się niezdolny do sformułowania najprostszej myśli. Ale jednak prócz, obawy, jest jeszcze coś w tle, jakieś śnienie, za tym dobrowolnym ubóstwem, za tym „zaczęciem schodzenia”, które zastępuje „przystąpienie do schodzenia”, miga coś, co dodaje mi odwagi, mówi Cortazar. Piszę bardzo źle, ale coś przez to prześwieca. Dawny mój „styl” był lusterkiem dla czytelnika-skowronka. Patrzył w nie, bawił się nim (…). O ile łatwiej jest tak pisać niż pisać (prawie nie-pisać) tak jak chciałbym teraz, bez dialogu ze zwykłym czytelnikiem i bez spotkania, a tylko z nadzieją na pewien dialog z pewnym określonym i odległym czytelnikiem. Rzecz oczywista, że jest to problem natury moralnej.

Ale to samo pragnienie absolutu czuł tak samo na starość, jak mając dwadzieścia lat, tyle że kwaskowata i gryząca rozkosz aktu twórczego lub po prostu podziwiania piękna się zmieniła.

Wyjaśnienie, które dodaje, jest czymś, nad czym nie raz się zastanowię. Mówi: Tylko jedna piękność może jeszcze dać mi to uczucie dojścia do mety: ta, która jest celem, nie środkiem, a która jest nim dlatego, że twórca jej w samym sobie zidentyfikował poczucie kondycji człowieka z poczuciem kondycji artysty, natomiast płaszczyzna estetyczna zawiera się w tym jednym słowie: „wyłącznie”.

To zdanie wydaje mi się słuszne i prawdziwe, ale energia tej wypowiedzi, gorąca linia przekazu jest jednak raczej w tym:  w pisaniu bez dialogu ze zwykłym czytelnikiem i bez spotkania, a tylko z nadzieją na pewien dialog z pewnym określonym i odległym czytelnikiem.  W tym „bez” jest „zubożona” o wszystko inne prostota i koncentracja.

W małej książeczce o kronopiach pisał najpierw o wchodzeniu po schodach, bo zanim się zejdzie,  trzeba wejść.  Pisał, że na schody wchodzi się przodem, bowiem tyłem i bokiem jest niebywale niewygodnie. Instrukcja nie ogranicza się do tego jednego zdania, jest najeżona „przystępowaniem” do wchodzenia, długa i prawdę mówiąc, myląca. Do spróbowania. Ale już zdanie o schodzeniu okazuje się prostsze. Tutaj, inaczej niż w „Grze w klasy”, schodzi się bez trudności, przy pomocy lekkiego ruchu pięty, który wpiera ją w należne miejsce, ażeby nie ruszyła się aż do chwili, kiedy skończymy schodzenie.

To jest ciekawe ze stu powodów, a jeden dotyczy tego, kto czyta.

______________________________________

Julio Cortazar – Gra w klasy

Julio Cortazar –  Opowieści o kronopiach i famach i inne historie