historie zawsze są prawdziwe

Byłam dziś we śnie na 40 piętrze wietnamskich pająków, a w dzień dokończyłam „Krótki list na długie pożegnanie”. Jest tam szczęśliwe zakończenie według definicji Campbella, którą przepisałam z jego książki, gdzie bohater ma tysiąc twarzy i dlatego myślę, że historie zawsze są prawdziwe, zmyślone, czy nie >>

– Opowiedzcie mi teraz waszą historię! – powiedział John Ford.
I Judith opowiedziała, jak mnie śledziła, jak mnie obrabowała i chciała zabić, i jak w końcu byliśmy oto gotowi rozstać się w pokoju.
Gdy doszła do końca naszej historii, John Ford zaśmiał się cicho, całą twarzą.
– O Boże! – powiedział po niemiecku.
Spoważniał i obrócił się ku Judith.
– I to wszystko jest prawdziwe? – spytał po angielsku. – Nic w tej historii nie jest zmyślone?
– Nic – odparła Judith – wszystko zdarzyło się naprawdę.

___________________________________

Peter Handke – Krótki list na długie pożegnanie

ciemnożółte, stare światło w snach

O ciemnożółtym świetle mówi malarz. W snach uważałam je za prowadzące w ciemność i bardzo stare:

Podobnie żółte światło bywa tylko w zeszłowiecznych obrazach z życia Dzikiego Zachodu – powiedział malarz – a i tam nie przychodzi z zewnątrz, chociażby z nieba, lecz wydobywa się z samej ziemi. Na obrazach Catlina i Remingtona niebo jest zawsze spłowiałe i wyblakłe, zasnute, nigdy nie widać blasku słońca, tylko z ziemi promieniuje niesamowicie ciemna żółtość i od dołu świeci w twarze. W ogóle żółta barwa dominuje w tych obrazach: koła wozów, dym prochu, który wydobywa się z karabinów, zęby umierających koni, szyny kolejowe, wszystko błyszczy żółto, od środka; każda rzecz jest przez to uwypuklona jak w herbie. (…).
Jest to kolor, przy którym człowiek natychmiast zaczyna wspominać -powiedział mężczyzna. – A im dłużej go ogląda, tym głębiej cofa się pamięcią wstecz, aż w końcu dociera do granicy wspomnień. Wtedy nadchodzi chwila, w której staje już tylko przed nim i marzy.

____________________________________

Peter Handke – Krótki list na długie pożegnanie

znowu i znowu

W środku austriackiej książki o krótkim liście na długie pożegnanie czytam: W tych dniach po raz pierwszy poczułem utrzymującą się dłużej, nie tylko gorączkową radość życia.
Sekundę potem zobaczyłam ten obrazek podpisany rosyjskimi literami:

Svetlana Rumak@Светлана Румак, „Поля, на которых вырастут наши сердца. Снова и снова”, холст, акрил, 50х50, 2009

ślepe uliczki, marzenia i chwile strachu

Ciekawe. Jedność lęku i miejsca w świecie. Może tak jest.

Kiedy znajdę się w ślepej uliczce, natychmiast przychodzą mi na myśl wszystkie zapomniane ślepe uliczki, w które kiedykolwiek się zabłąkałem. Przede wszystkim uświadamiam sobie tutaj, dlaczego rozwinęła się we mnie jedynie pamięć stanów lękowych. Nigdy nie miałem czegoś, z czym mógłbym porównać to, co widywałem codziennie. Wszelkie wrażenia były powtórzeniem wrażeń już znanych. Mam tu na myśli nie tylko fakt, że mało bywałem w świecie, lecz również, że mało widziałem ludzi, którzy żyli w innych warunkach niż ja. Ponieważ byliśmy biedni, stykałem się niemal wyłącznie z ludźmi, którzy też byli biedni. Ponieważ tak mało wiedzieliśmy, niewiele było do mówienia, wiec prawie co dzień mówiliśmy to samo. Ktoś, kto mówił więcej, uchodził w tej sytuacji, jeśli był przy tym wesoły i zabawiał innych, za oryginała, a jeśli tylko bujał w obłokach, jak ja, za marzyciela, bo nie chciałem być oryginałem. A te marzenia, w środowisku, w którym żyłem, były rzeczywiście bujaniem w obłokach, gdyż nie miały w nim żadnego odpowiednika, niczego porównywalnego, co uczyniłoby je ziszczalnymi. Toteż marzenia i otoczenie nie dotarły nigdy na dobre do mojej świadomości, wskutek czego nigdy ich sobie nie przypominam. Tylko chwile strachu natychmiast odżywają w pamięci, ponieważ otoczenie i marzenia, których poza tym nic nie łączyło, stawały się nagle jednym i tym samym.

_________________________________________

Peter Handke – Krótki list na długie pożegnanie

krótki list na długie pożegnanie

To zbyt ciekawe, żeby miało się tak skończyć.
Miesiąc temu w szczęśliwym zakończeniu cytowałam Campbella o tym, że tam, gdzie poprzednio walczyły ze sobą życie i śmierć, teraz ukazuje się jasno byt, który przetrwał.
Obrywałam wtedy suche gałązki surfinii, zastanawiając się, czy roślina jeszcze trochę przetrwa.
Potem we śnie ktoś zdjął ze starego regału książkę Petera Handke „Krótki list na długie pożegnanie” i otworzył.

Wróciłam więc teraz tam, do snu i czytam ten „Krótki list…”.  W międzyczasie przeglądam z grubsza inne zanotowane w tym roku sny, zwłaszcza od czasu katastrofy, która zahaczyła o ten blog, zatarłam ślady.

Mowa snowa tego czasu jest nadzwyczajnie tajemnicza, sny są proste, ale śnienie w nich tak zakamuflowane, że dopiero teraz nabieram śmiałości na szukanie w nich prawdy większej – prawda mniejsza nic tu nie pomoże.

Ten „Krótki list…” pamiętałam z dawnego czytania jako dziwną powieść o lęku:  chociaż lęk, o ile wiem, zawstydza wszystkich bojących się, tutaj pisze się o nim jadąc przez Amerykę i obserwując otoczenie trochę jak by to robił Rilke.
To krótka powieść do długiego czytania, z wielką ilość myśli w niewielu słowach, czytam i czytanie to jest częścią tamtego snu.

– Często pan śni? – zapytała Judith.
– My już nie śnimy – powiedział John Ford. – A jeśli nam się to zdarzy, zapominamy o tym. Mówimy o wszystkim, więc dla snów nic już nie pozostaje. (…).

_______________________________

Peter Handke – Krótki list na długie pożegnanie

więcej: ślepe uliczki, marzenia i chwile strachu >>

znowu i znowu >>

ciemnożółte, stare światło w snach >>

historie zawsze są prawdziwe >>