tajemne szczęście clarice lispector

Czytać właśnie „Pollyannę”, mieć powody, aby nigdy nie zapominać o jej grze w cieszenie się, uświadomić sobie, że od kiedy jestem w blogach, ćwiczę tę grę tak, że nawet już nie zauważam w niej elementu gry, i w tym  samym czasie dowiedzieć się o Clarice Lispector, zwanej czarownicą literatury brazylijskiej, to bardzo mocne śnienie świata dla mnie.

Brazylijczycy nazywają ją po prostu: Clarice. – Jest lepsza niż Borges – powiedziała Elizabeth Bishop. – Nie mogę o niej zapomnieć, odkąd przeczytałem jej ”Pasję według G.H.” – wyznał Orhan Pamuk. Hélene Cixous stwierdziła, że gdyby Kafka był kobietą, pisałby tak jak Clarice Lispector. Z Kafką łączą ją jeszcze: fotogeniczność (u niego fascynuje zaświatowa bladość, u niej – kocie oczy), żydowskość, poczucie absurdu. A także robak. Tyle że u niej bohaterka nie zmienia się w karalucha, ale w mistycznym uniesieniu wysysa jego odwłok. 
Mówiono, że jest komunistką. Burżujką. Żydówką albo katoliczką. Podejrzewano, że jest mężczyzną, nazywano ”świętym potworem” i ”wielką czarownicą brazylijskiej literatury”. – Jestem tak tajemnicza, że jestem tajemnicą dla siebie samej – mówiła w jednym wywiadzie (…).

Urodziła się 10 grudnia 1920 roku podczas przystanku w podróży do Brazylii jako Chaja. Chaja – po hebrajsku ”życie”. Jej matka chorowała i prędko umarła.

”Byłam bardzo radosna – napisze. – Nie pozwalałam sobie czuć bólu na jej widok w tym stanie”.  Ten ”przymus radości” pozostawi w niej blizny. (…).

Bohaterką jednego z jej najbardziej znanych opowiadań – ”Tajemne szczęście” – jest dziewczynka, która ubóstwia czytać. Koleżanka, której rodzice mają księgarnię, obiecuje jej pożyczyć wymarzony tom, ale z wyrafinowanym sadyzmem odwleka to z dnia na dzień. (…).
Przez lata czyta wszystko, co wpadnie jej w ręce, od kryminałów i tanich romansów po Dostojewskiego i Spinozę. Pisze od dziecka i wysyła opowiadania do magazynów dla dzieci. Nie chcą ich drukować, bo, jak sama stwierdzi po latach, nie było w nich za grosz przygód, tylko uczucia i wrażenia. (…).

Wygląda jak wilczyca, jest piękna jak wilczyca.

David Azulay, jej trzeci z rzędu psychoanalityk (przez sześć lat pięć sesji w tygodniu), mówi o niej, że jest jedną z najbardziej cierpiących osób, jakie zna. Intensywność dialogu wewnętrznego i poziom introspekcji są dla niej samej nie do wytrzymania. Z pisarskiego punktu widzenia to dar, z czysto życiowego – przekleństwo. (…).
  ”Jeśli dostaję prezent od osoby, której nie lubię – jak nazywa się to, co czuję? Tęsknota za osobą, której już się nie kocha – jak to się nazywa? Być zajętą i nagle się zatrzymać, bo dosięgnął mnie uspokajający błogostan, jakby do pokoju wpadło cudowne światło – jak się nazywa to uczucie?”.

Tak pisze.

Uzależnia się od tabletek nasennych. (…)   Wcześnie kładzie się spać, samotnie chodzi do kina. Nad ranem wydzwania do znajomych, bo cierpi na bezsenność. Rzadko udziela wywiadów, a jeśli już, jej odpowiedzi są wymijające. (…).   Zanim, patrząc na wzgórza Rio de Janeiro ze szpitalnego pokoju, napisze: ”Wkrótce stanę się nieuchwytną substancją bez wspomnień z poprzedniego roku”, udzieli jedynego w swoim życiu wywiadu przed kamerami.
To najdziwniejszy wywiad świata. Przybywa do telewizji, by wziąć udział w programie filmowym, ale dyrektor stacji spontanicznie pyta ją, czy nie zechciałaby też udzielić wywiadu. Znany dziennikarz, który go poprowadzi, ma pół godziny, by się przygotować. W studiu cisza. Clarice w jasnej sukni, pali papierosa za papierosem.

– Kiedy z dzieci stajemy się samotnymi i smutnymi dorosłymi? – pyta dziennikarz.

– Nie odpowiem na to pytanie. Zresztą na ogół jestem radosna. Tylko dziś jestem smutna, bo jestem zmęczona – mówi niskim głosem. – Nie jestem samotniczką, mam wielu przyjaciół – dopowiada, zerkając w oczy rozmówcy jak przyłapana na kłamstwie dziewczynka.

Nigdy nie stajemy się smutnymi i samotnymi dorosłymi, podpowiada Pollyanna.

– Kiedy nie piszę, to tak, jakbym nie żyła – mówi. (…).

 Jesienią 1977 roku trafia do szpitala z powodu boleści. W taksówce, w której towarzyszą jej przyjaciółki, rozpoczyna zabawę. – Wyobraźcie sobie, że nie jestem chora i że nie jedziemy do szpitala, ale do Paryża – mówi. – Ja też mogę? – włącza się taksówkarz. – Tak, i może pan też wziąć narzeczoną – odpowiada.

Wszyscy mogą grać w grę Pollyanny.

Dziś jest narodową ikoną. Jej trudne, psychologicznie i językowo brawurowe książki sprzedawane są nawet na stacjach metra, zdarzało się ją cytować nawet piłkarzom. (…).

Długa opowieść w „Wysokich Obcasach” papierowych lub tutaj >> , od 3 września będzie płatny abonament, teraz można zamówić bezpłatny próbny dostęp podając e-mail  w tzw. Piano >>

____________________________________

Wysokie Obcasy  Nr 34  , 25 sierpnia 2012

Eleanor H. Porter – Pollyanna dorasta