Archive for the ‘literatura francuska’ Category

Widziałem go i pozwalałem, by przeszedł jak cień przez moje życie. Łatwiej byłoby go nienawidzić, mieć mu za złe i pielęgnować w sobie żądzę zemsty. Jednak w łatwości tej kryła się pulapka: jeśli człowiek dopuści do siebie nienawiść, nienawiść zatruje mu krew i go zabije.

Potem widziałem sylwetki i duchy tych, którzy wciągnęli nas w to bagno. Nie wszyscy byli martwi. Kilku oficerom udało się ocaleć dzięki własnej przebiegłości. Do nich też nie miałem żalu. Byli doskonałymi kanaliami. Nie miałem wrogów. Nie wzmacniałem już moich złych skłonności. Zrozumiałem, jak bardzo męczące było krojenie na plasterki moich oprawców. Postanowiłam, że nie będę się już nimi zajmował. W ten sposób pozbyłem się ich, co równało się uśmierceniu, tyle że bez brudzenia sobie rąk i bez ciągłego roztrząsania możliwości odpłacenia im takim samym nieszczęściem, na jakie mnie skazali.

Musiałem ostatecznie pokonać myśl o zemście. Przekroczyć ją. Nie podsycać jej płomienia. Bo zemsta miała ostry zapach śmierci i nie rozwiązywała żadnego problemu. Na próżno szukałem – nie znajdowałem już nikogo, kogo mógłbym nienawidzieć. Oznaczało to powrót do stanu, który uwielbiałem ponad wszystko: do wolności.

[dzieje się to w tajnym, podziemnym więzieniu Tazmamart, tutaj informacje o książce https://www.karakter.pl/ksiazki/to-oslepiajace-nieobecne-swiatlo-2018 ]

____________________________________________

Tahar Ben Jelloun – To oślepiające, nieobecne światło

Reklamy

Czasem nie można opędzić się od synchroniczności, zaczęłam ten wypisek wczoraj, po rocznicy śmierci Widuna, wróciłam dzisiaj, przed wiadomością o innej śmierci, wniosek: wobec życia śmierć jest śnieniem, przedświatem, zaświatem, „nieśmiertelnym królem” wszystkich czasów:

Najbardziej niebezpieczną pokusą, jakiej zaznali ludzie, nie jest zło. Ani pieniądze, Ani ogłupiająca rozkosz i różnorodne pieniężne ekstazy. Ani władza i wszystkie jej perwersje. Ani sublimacja i ogrom jej wyimaginowanych uczuć. Jest nią śmierć. (…)>

Ludzkość wynalazła śmierć jakieś sto tysięcy lat temu.

Śmierć jako wynalazek albo nawet popęd (określenie popęd śmierci wynalazła Sabina Spielrein w Wiedniu, podczas jednego ze środowych seminariów).

„Eksplozja śmierci” w błękitnym niebie, na oczach wszystkich, we wtorek 11 września 2001roku nad miastem New York.

Drapieżnik umiera, łup umiera, umiera łupiestwo – wszystko umiera w momentalnym rozbłysku.

„In hac flamma”.

Zryw śmierci na oczach wszystkich, w kształcie grzyba Little Boy.

W jednej chwili czasu widzenie wszystkich miejsc na ziemi.

Ostatnie słowo zapisane przez Freuda: „Kriegspanik”. (Dziwacznie tłumaczone na francuski jako „atmosfera wojny”.

__________________________

Pascal Quignard  – Błędne cienie

historia

Posted: Listopad 3, 2017 in literatura francuska
Tagi: , ,

W ten sposób życie osoby, które poprzedziło nieco nasze życie, utrzymuje w swoim osobnym obrębie napięcie Historii, udział w niej.Historia jest histeryczna: ustanawia się tylko wtedy, gdy ją obserwować – a po to, żeby się jej przyglądać, trzeba z niej być wykluczonym. Jako żywa istota jestem samą przeciwnością Historii, tym, co jej zaprzecza, niszczy ją na korzyść mojej historii własnej (nie potrafię wierzyć w istnienie „świadków”; a na pewno nie mógłbym być jednym z nich;powiedziałbym nawet, że Michelet właściwie nic nie potrafił napisać o swoim czasie). Czas, w którym moja matka żyła przede mną, to właśnie jest dla mnie Historia (to zresztą ta epoka, która najbardziej mnie interesuje). Żadna anamneza nie będzie mogła nigdy sprawić, abym ujrzał tamten czas wychodząc od siebie samego….

___________________________________

Roland Barthes – Światło obrazu

deszcz, deszcz i dużo więcej:

A jeżeli dotknięty został aż taką samotnością, niechże odejdzie i złoży na ołtarzu maskę i buławę wodza!

Gąbką i żółcią nawilżałem rany starego drzewa dźwigającego łańcuchy ziemi.

„Miałem, o tak, miałem powołanie życia z dala od ludzi, a oto Deszcze…”

________________________

Saint-John Perse – Anabaza

wieczorem:

„… Jakżeż mam, o Panie mój, strzec dróg świetlistego wygnania – bardziej odległego niż przetaczająca się burza – jakżeż mam strzec dróg, któreś mi powierzył?
Czyż po tym wszystkim, co było między nami, zostawisz mi tylko ten zamęt wieczora, któryś tak długo mnie, świadka moich zamilknięć, swojego cienia i swego niepohamowania, żywił solą samotności?”

Tymi słowy żaliłeś się w półmroku wieczora.
Ale pod ciemniejącym oknem, na wprost ściany ślepej i głuchej, kiedy nie potrafiłeś już zwrócić życia straconemu olśnieniu,
otwierając Księgę
sfatygowanym palcem wodziłeś między proroctwami, a potem wwiódłszy wzrok na pełne morze, czekałeś chwili odpływu, zerwania się olbrzymiego wiatru, który by cię uwolnił od wszystkich pieczęci, jak tajfun rozrywający obłoki przed oczekiwaniem oczu.

_____________________________________

Saint-John Perse – Anabaza

więcej:

o ludziach wyróżnionych kurzem >

deszcze >

nie, nie mogę pisać wszędzie i w każdej chwili, nawet o śnieniu, które zawsze jest.  otchłanie pisania otwierają się w różnych miejscach. niektóre się zamkną za jakiś czas, wtedy będzie tu więcej zapisków, lubię ten blog.

a poza tym czytanie.

coś takiego:

Drzewo klaszczące gałęziami! Nie widziałem go, ale wiele mi o nim mówiono. Może ono klaskać tylko przez dwa pierwsze tygodnie wiosny, po czym zaczyna mu braknąć giętkości i obojętnieje, statecznieje, jak inne drzewa, nafaszerowane jak zwykle celulozą i innymi twardymi rzeczami, niedającymi się pogodzić z ekspresją i tańcem.

______________________

Henri Michaux – Gdzie indziej

spotkałam drzewo, które nie tańczyło w tym wielkim upale. nie bardzo wierzę w te dwa pierwsze tygodnie wiosny na tańczenie i klaskanie. one wciąż się poruszają, kiedy nikt nie patrzy. tylko ten upał je wykańcza.

K A P I E L
(z tomiku „Les Sans Cou”, 1934)

tłumaczenie sprzed roku

desnos

Dokąd idziecie z tymi stosami marchewki?
Dokąd idziecie, w imię Boga?
Z tymi głowami cieląt
I z tymi sercami z forsy?
Dokąd idziecie? Dokąd idziecie?

Idziemy szczać na koniczynę
I pluć na siano.

Dokąd idziecie z tymi głowami cieląt?
Dokąd idziecie z troską?
Słońce jest trochę jak płyn
Trochę jak płyn tej nocy.
Dokąd idziecie, wy, głowy z forsy?

Idziemy szczać na koniczynę
I pluć na siano.

Dokąd idziecie? Dokąd idziecie?
Przez błoto i noc?
Idziemy pluć na koniczynę
I szczać na siano.
Z naszymi minami głupoli
I z dziobami zająców
Idziemy szczać na koniczynę.

Zatrzymajcie się. Pójdę z wami
Oto biegnę ku wam jakby mnie ścigano
Głupole ale też jesteście moimi kumplami
Idę szczać na koniczynę
I pluć na siano.

I dlaczego na mnie nie czekacie?
Nie czuję się dobrze, czuje się lepiej.
Serca głupoli i jaja lwów!
Ja idę szczać, szczać z wami
Na koniczynę

I pluć na siano.
Pocałunki po północy czujecie rdzę
Czujecie żelazo czujecie człowieka
Czujecie! Czujecie kobietę.
Czujecie często jeszcze coś:
Koniec ołówka gryzionego w wieku czterech lat
Kiedy uczyło się pisać
Nowe zeszyty, książki spod choinki
Wszystko złote i malowane na czerwono
Jak lepka krew na końcu palców.
Pocałunki po północy,
Kąpiele w strumieniach zimnych
Jak ostrze brzytwy.

przekład
Roman Lis

Gdybym czytała tę książkę, wcześniej, pisząc poranki, musiałabym zobaczyć to zdanie:

Cóż wiemy w czystych idach poranka o wizji sennej, naszej starszej siostrze?

[Saint-John Perse – Anabaza]

W dodatku w przedmowie Joyce i Saint-John Perse występują zestawieni na przeciwległych krańcach. Jednak jakimś cudem poznaję obu z podobnej okazji. Joyce miał stworzyć świat do przemijania, a Saint-John Perse umiejscawia swój świat poza czasem, trwały, wyplewiony z przypadkowości, niezmienny, raz na zawsze.  Pisze w języku absolutnym. Nie wiem tego jeszcze na pewno. Może przytrafia mi się przejście przez język absolutny. Dotąd, gdzie przeczytałam, jest pięknie w sposób nie po finnegańsku patetyczny i jest chaos zbyt wymyślny, aby był przypadkowy.

Zapisywana jest tu pieśń całego ludu.

Ludzie, ludzie wyróżnieni kurzem i wszystkimi innymi sposobami, ludzie pracy i ludzie nieróbstwa, ludzie stąd i ludzie skądinąd..

I o to też jest zapytane: Który wiesz wszystko, śnie niewyśniony, który nic nie wiem, urzeczywistniony, cóż robimy na tym brzegu?

historie dla ludzi, zakłada się miasta, są kamienie zielone, lśniące oliwą na fundamentach świątyń i latryn, są stocznie, gdzie buduje się statki dla żeglugi nieśmiertelności… itd…

Mam niezliczone papiery do przeczytania na temat KRAINY, którą stworzyły słynne Siostry Sisters.

_____________________________________

Saint-John Perse – Anabaza

Poprzez tę gęstość przeziera opowieść.  W piątym akapicie pierwszego rozdziału dowiadujemy się o upadku i rzekomej śmierci Finnegana, bohatera irlandzkiej ballady. Ale coż to za dziwna opowieść! Widzimy leżące ciało i słyszymy opłakiwanie: „Macool, Macool, orra whyi deed ye diie” (w „Finneganów trenie” jest na to: „Macool, Macool, orra czemuś zmaar?”). Finnegan stapia się z najsławniejszą legendarną postacią Irlandii, Finnem Mac Cool. Następuje dezintegracja: krajobraz staje się jednocześnie krajobrazem dublińskiej zatoki. Wpadamy w ręce przewodniczki, która pokazuje nam muzeum poświęcone Napoleonowi i Wellingtonowi. Legendy mieszają się z tym, co zdawało się cofnięte w daleką nieokreśloną przeszłość. Osoby zmieniają imiona, miejsce i czas ze zdania na zdanie (…).

[tak, to jest tak, tak jest]

Rozdział kończy się opowiadaniem o przebudzeniu Finnegana (Finnegans Wake) w chwili, gdy słyszy on głos wołający „usqueadbaugham” – co znaczy „whisky” w ortografii irlandzkiej – i widzi idącą z morza postać, która ma go zastąpić (…).

[taka whisky?]

Książka szuka swojej własnej historii, która ukazuje się i przekształca poprzez dziwne substytucje – wysoce ryzykowne ćwiczenia szkolne, sztukę dla teatru marionetek, notatki na marginesie wypracowanie, zgiełk knajpy pomieszany z audycją radiową itd. – wszystko to zaś wśród odgłosów nocy.

[moje poranki i drabble jako wysoce ryzykowne ćwiczenia szkolne, przyznaję]

___________________________________

Michel Butor – Powieść jako poszukiwanie