deszcze

deszcz, deszcz i dużo więcej:

A jeżeli dotknięty został aż taką samotnością, niechże odejdzie i złoży na ołtarzu maskę i buławę wodza!

Gąbką i żółcią nawilżałem rany starego drzewa dźwigającego łańcuchy ziemi.

„Miałem, o tak, miałem powołanie życia z dala od ludzi, a oto Deszcze…”

________________________

Saint-John Perse – Anabaza

otwierając księgę. obrazki dla Robinsona Kruzoe

wieczorem:

„… Jakżeż mam, o Panie mój, strzec dróg świetlistego wygnania – bardziej odległego niż przetaczająca się burza – jakżeż mam strzec dróg, któreś mi powierzył?
Czyż po tym wszystkim, co było między nami, zostawisz mi tylko ten zamęt wieczora, któryś tak długo mnie, świadka moich zamilknięć, swojego cienia i swego niepohamowania, żywił solą samotności?”

Tymi słowy żaliłeś się w półmroku wieczora.
Ale pod ciemniejącym oknem, na wprost ściany ślepej i głuchej, kiedy nie potrafiłeś już zwrócić życia straconemu olśnieniu,
otwierając Księgę
sfatygowanym palcem wodziłeś między proroctwami, a potem wwiódłszy wzrok na pełne morze, czekałeś chwili odpływu, zerwania się olbrzymiego wiatru, który by cię uwolnił od wszystkich pieczęci, jak tajfun rozrywający obłoki przed oczekiwaniem oczu.

_____________________________________

Saint-John Perse – Anabaza

więcej:

o ludziach wyróżnionych kurzem >

deszcze >

kiedy drzewa nie tańczą

nie, nie mogę pisać wszędzie i w każdej chwili, nawet o śnieniu, które zawsze jest.  otchłanie pisania otwierają się w różnych miejscach. niektóre się zamkną za jakiś czas, wtedy będzie tu więcej zapisków, lubię ten blog.

a poza tym czytanie.

coś takiego:

Drzewo klaszczące gałęziami! Nie widziałem go, ale wiele mi o nim mówiono. Może ono klaskać tylko przez dwa pierwsze tygodnie wiosny, po czym zaczyna mu braknąć giętkości i obojętnieje, statecznieje, jak inne drzewa, nafaszerowane jak zwykle celulozą i innymi twardymi rzeczami, niedającymi się pogodzić z ekspresją i tańcem.

______________________

Henri Michaux – Gdzie indziej

spotkałam drzewo, które nie tańczyło w tym wielkim upale. nie bardzo wierzę w te dwa pierwsze tygodnie wiosny na tańczenie i klaskanie. one wciąż się poruszają, kiedy nikt nie patrzy. tylko ten upał je wykańcza.

Robert Desnos rok temu

K A P I E L
(z tomiku „Les Sans Cou”, 1934)

tłumaczenie sprzed roku

desnos

Dokąd idziecie z tymi stosami marchewki?
Dokąd idziecie, w imię Boga?
Z tymi głowami cieląt
I z tymi sercami z forsy?
Dokąd idziecie? Dokąd idziecie?

Idziemy szczać na koniczynę
I pluć na siano.

Dokąd idziecie z tymi głowami cieląt?
Dokąd idziecie z troską?
Słońce jest trochę jak płyn
Trochę jak płyn tej nocy.
Dokąd idziecie, wy, głowy z forsy?

Idziemy szczać na koniczynę
I pluć na siano.

Dokąd idziecie? Dokąd idziecie?
Przez błoto i noc?
Idziemy pluć na koniczynę
I szczać na siano.
Z naszymi minami głupoli
I z dziobami zająców
Idziemy szczać na koniczynę.

Zatrzymajcie się. Pójdę z wami
Oto biegnę ku wam jakby mnie ścigano
Głupole ale też jesteście moimi kumplami
Idę szczać na koniczynę
I pluć na siano.

I dlaczego na mnie nie czekacie?
Nie czuję się dobrze, czuje się lepiej.
Serca głupoli i jaja lwów!
Ja idę szczać, szczać z wami
Na koniczynę

I pluć na siano.
Pocałunki po północy czujecie rdzę
Czujecie żelazo czujecie człowieka
Czujecie! Czujecie kobietę.
Czujecie często jeszcze coś:
Koniec ołówka gryzionego w wieku czterech lat
Kiedy uczyło się pisać
Nowe zeszyty, książki spod choinki
Wszystko złote i malowane na czerwono
Jak lepka krew na końcu palców.
Pocałunki po północy,
Kąpiele w strumieniach zimnych
Jak ostrze brzytwy.

przekład
Roman Lis

o ludziach wyróżnionych kurzem, porankach poza czasem, miastach z kamieni zielonych

Gdybym czytała tę książkę, wcześniej, pisząc poranki, musiałabym zobaczyć to zdanie:

Cóż wiemy w czystych idach poranka o wizji sennej, naszej starszej siostrze?

[Saint-John Perse – Anabaza]

W dodatku w przedmowie Joyce i Saint-John Perse występują zestawieni na przeciwległych krańcach. Jednak jakimś cudem poznaję obu z podobnej okazji. Joyce miał stworzyć świat do przemijania, a Saint-John Perse umiejscawia swój świat poza czasem, trwały, wyplewiony z przypadkowości, niezmienny, raz na zawsze.  Pisze w języku absolutnym. Nie wiem tego jeszcze na pewno. Może przytrafia mi się przejście przez język absolutny. Dotąd, gdzie przeczytałam, jest pięknie w sposób nie po finnegańsku patetyczny i jest chaos zbyt wymyślny, aby był przypadkowy.

Zapisywana jest tu pieśń całego ludu.

Ludzie, ludzie wyróżnieni kurzem i wszystkimi innymi sposobami, ludzie pracy i ludzie nieróbstwa, ludzie stąd i ludzie skądinąd..

I o to też jest zapytane: Który wiesz wszystko, śnie niewyśniony, który nic nie wiem, urzeczywistniony, cóż robimy na tym brzegu?

historie dla ludzi, zakłada się miasta, są kamienie zielone, lśniące oliwą na fundamentach świątyń i latryn, są stocznie, gdzie buduje się statki dla żeglugi nieśmiertelności… itd…

Mam niezliczone papiery do przeczytania na temat KRAINY, którą stworzyły słynne Siostry Sisters.

_____________________________________

Saint-John Perse – Anabaza

wysoce ryzykowne finnegańskie ćwiczenia szkolne

Poprzez tę gęstość przeziera opowieść.  W piątym akapicie pierwszego rozdziału dowiadujemy się o upadku i rzekomej śmierci Finnegana, bohatera irlandzkiej ballady. Ale coż to za dziwna opowieść! Widzimy leżące ciało i słyszymy opłakiwanie: „Macool, Macool, orra whyi deed ye diie” (w „Finneganów trenie” jest na to: „Macool, Macool, orra czemuś zmaar?”). Finnegan stapia się z najsławniejszą legendarną postacią Irlandii, Finnem Mac Cool. Następuje dezintegracja: krajobraz staje się jednocześnie krajobrazem dublińskiej zatoki. Wpadamy w ręce przewodniczki, która pokazuje nam muzeum poświęcone Napoleonowi i Wellingtonowi. Legendy mieszają się z tym, co zdawało się cofnięte w daleką nieokreśloną przeszłość. Osoby zmieniają imiona, miejsce i czas ze zdania na zdanie (…).

[tak, to jest tak, tak jest]

Rozdział kończy się opowiadaniem o przebudzeniu Finnegana (Finnegans Wake) w chwili, gdy słyszy on głos wołający „usqueadbaugham” – co znaczy „whisky” w ortografii irlandzkiej – i widzi idącą z morza postać, która ma go zastąpić (…).

[taka whisky?]

Książka szuka swojej własnej historii, która ukazuje się i przekształca poprzez dziwne substytucje – wysoce ryzykowne ćwiczenia szkolne, sztukę dla teatru marionetek, notatki na marginesie wypracowanie, zgiełk knajpy pomieszany z audycją radiową itd. – wszystko to zaś wśród odgłosów nocy.

[moje poranki i drabble jako wysoce ryzykowne ćwiczenia szkolne, przyznaję]

___________________________________

Michel Butor – Powieść jako poszukiwanie

o życiu słów finnegańskich

Dzięki istnieniu książek strychowych, których ludzie chcą się pozbyć, czasem piwnicznych albo podśmietnikowych, przeczytałam dużo rzeczy. „Pollyannę”, „Baśnie Narodów Związku Radzieckiego”, fantastyczną broszurę o mrówkach z roku ok. 1930, trylogię księżycową Jerzego Żuławskiego, „Błogosławieństwo ziemi” Hamsuna i inne.

Teraz znów mam co przeglądać i natychmiast znajduję „Powieść jako poszukiwanie” Michela Butora, wydanie polskie z 1971r, eseje z lat 1960-68, rozdział  o archipelagu Joyce’a.  Jest tam też o „Finnegans Wake”.  Biorę to za znak, że moja przygoda finnegańska nieskończona. Dotąd wystarczało mi czytanie „Finneganów trenu” i pisanie poranków. Teraz drabble. Sam Joyce i okoliczności pisania o Finneganach wciąż były dla mnie umiarkowanie ciekawe.  Nagle, w głębi rozdziału, przeczytałam u Butora  zdanie: Język zaczyna żyć niepokojącym życiem. Tam. O życiu języka finnegańskiego wiem po sobie. Dalej jest coś, co też staje się wiadome, kiedy czytać naprawdę bardzo: o pozorze chaosu itd.:

Autor „Finnegans Wake” wiedział doskonale, że nikt nie zna wszystkich języków niezbędnych do pełnego zrozumienia książki w sensie dosłownym. A choćby nawet ktoś je znał, to nie mógłby mieć jednocześnie w pamięci wszystkich asocjacji proponowanych przez zdania. Z samej swojej istoty dzieło to ma być czytelne i zrozumiałe tylko stopniowo. Jest w nim pozór chaosu i każdy wchodzi do środka właściwymi dla siebie drogami. W tym albo w innym fragmencie niekoniecznie wszyscy muszą znaleźć od razu to samo literalne znaczenie. Coś objawi się komuś w zależności od jego wiedzy i rodzaju umysłowości, gdy inne rzeczy pozostaną dlań zakryte. Wymiary i trudności są takie, że nigdy nie przenikniemy wszystkich szczegółów do końca.

________________________

Michel Butor – Powieść jako poszukiwanie

To, co nie ma końca, zachowuje się trochę jak nieskończoność. Ale jest jeszcze lepszy akapit.

więcej:

wysoce ryzykowne finnegańskie ćwiczenia szkolne >>