zwierzęce obecności

Były rozmowy o zawartości poranka w poranku i zwierzęcych obecnościach, które wiedzą, co jest właściwą tendencją, i zgadzam się z tym, i wzięłam do ręki księgę niefinnegańską, bardzo starą, która nazywa się „Liść wiatru”,  i jak to bywa w baśniach, otworzyła się w miejscu, od którego idzie się dalej. Księga jest zbiorem opowiadań z Ameryki Środkowej, a jedno napisane tak:

Któregoś dnia, kiedy Lis był bardzo znudzony, do pewnego stopnia melancholijny i bez pieniędzy, postanowił zostać pisarzem, co zresztą natychmiast urzeczywistnił, nie cierpiał bowiem osób, które mówią, że zrobią to czy tamto i nigdy tego nie robią.

Jego pierwsza książka okazała się bardzo dobra, prawdziwy sukces; wszyscy ją podziwiali i wkrótce została przetłumaczona (nie zawsze najlepiej) na najróżniejsze języki.

Druga była jeszcze lepsza niż pierwsza i rozmaici profesorowie w Stanach Zjednoczonych, same znakomitości swiata naukowego owych odległych już dni, skomentowali ją z entuzjazmem, a nawet napisali książki o książkach poświęconym książkom Lisa.

Od tej pory Lis, całkiem zresztą słusznie, uznał się za usatysfakcjonowanego: mijaly lata, a on nie publikował nic więcej.

Ale inni zaczęli szemrać i powtarzać: „Co się dzieje z tym Lisem?” i kiedy tylko spotkali go na jakimś cocktailu zaraz podchodzili do niego i mówili: powinien pan wydać coś nowego.

Przecież wydałem już dwie książki – odpowiadał znużony.

– I to bardzo dobre – potwierdzali. – Właśnie dlatego musi pan wydać następne.

Lis nie mówił tego, lecz myślał: „W gruncie rzeczy chodzi im o to, żebym wydał kiepską książkę, ale ponieważ jestem Lisem, nie mam zamiaru tego robić”.

I nie zrobił.

___________________________________________

Augusto Monterroso – Lis jest mądrzejszy, w: „Liść wiatru”. Antologia opowiadań Ameryki Środkowej