marquez

Marquez : „W gruncie rzeczy nie jestem ani nie będę nikim więcej niż jednym z szesnaściorga dzieci telegrafisty z Aracataki” – powiedział kiedyś noblista, który pełnymi garściami czerpał z historii swojej rodziny. Skomplikowane losy Buendiów ze „Stu lat samotności”, zawikłane układy pomiędzy legalnymi a nieślubnymi dziećmi, honorowe zabójstwa, zakładanie miasta, mezalianse – to wszystko wydarzyło się naprawdę w rodzinie Marquezów.

Nie żyje Marquez. W Wielki Piątek umrzeć, dobra rzecz.

Podcztuję co jakiś czas: bezsenność w Macondo >>

sto lat, sto lat >>

bezsenność w macondo

Dzień małomówny. Słowa przez to ważniejsze, nawet niektóre policzone. Wczoraj wieczorem spróbowałam – po raz który? – „Stu lat samotności”, to jest książka do zamyślania się pomiędzy słowami, to jest czytanie jak patrzenie w dziury między liśćmi. Już chyba jej nie czytam, tylko rozpoznaję dawne miejsca, a wtedy okazuje się, ilu  nie poznałam jeszcze nowych. Otwierają się. Dziwna książka. I gdzieś jest o tym, jak wszyscy wpadli w bezsenność, poszła zaraza bezsenności,  nie pamiętam, czy wyszli z tego, czy nie.  Kiedy się nie śpi, znika pamięć.

______________________________________

Gabriel Garcia Marquez – Sto lat samotności