niszczyciele księżyca

Nawet w środku dnia, który jest białoszary, trochę poprószony,  odzywa się we mnie boicielka ciemności. Nów w Koziorożcu trudna rzecz i chyba wyrzucę ten papier, te dziwne zbiory pisane obcym, pożółkłym pismem długopisowym,  najpierw jednak zanotuję coś jakoby wzięte z jakiegoś albumu, ale pod spodem podane źródło książkowe nie jest wymyślone, znajduję je w biblionetce, bez opisu >>

Trudno o bardziej trafny dzień na takie znalezisko, z tym, że w końcu wciąż tu jesteśmy, to opis z jakiegoś innego razu, z innej jawy, która występuje dziś jako śnienie [kolejna definicja śnienia ad hoc: to, co było i co będzie, czego się wcale nie chce, o czym się wcale nie wie, czego niby to się nie zamierza]:

Ponieważ Księżyc nie posiada atmosfery i wskutek tego nie nadaje się do zamieszkania i kolonizacji, likwiduje się go od ręki w ramach operacji LUNA:precz z Księżycem.

Człowiek zawsze strzelał do tego, co znajdowało się w zasięgu jego broni (…). Mężczyźni biorą na muszkę Księżyc tak samo jak niedzielni myśliwi strzelają do zająca: mają na sobie zresztą strój myśliwski, kapelusze z borsuczymi pędzelkami. (…).

Całkowite zniszczenie Księżyca spowodowało wytworzenie się ciężkiej, radioaktywnej chmury, która odtąd zalega atmosferę. Księżyc nigdy nie wschodzi tuman pyłu przesłania gwiazdy. Radioaktywne miazmaty opadają na Ziemię. Pojawiają się nieznane epidemie. Wszędzie dokoła twarda jak kamień skalista ziemia. Ośrodki doświadczalne „strategii kosmicznej” pracują gorączkowo nad skonstruowaniem nowego księżyca o średnicy zniszczonego. To się okazuje niemożliwe. Wypuszczają więc na rynek 10 małych księżycków.

A jednocześnie na całej kuli ziemskiej daje się słyszeć jakiś przedziwny odgłos. Coś gwiżdże. Inaczej niż wiatr. I powoli ujawnia się superkatastrofa: sztuczne satelity dzięki swemu działaniu magnetycznemu odbierają Ziemi siłę przyciągania, wysysają jej atmosferę, która stopniowo uchodzi jak powietrze z 10 baloników. Ludzie są wsysani przez prąd księżycowy i wyrzucani w przestrzeń międzyplanetarną. Wszystko, co nie było mocno przyśrubowane i przygwożdżone unosi się w koszmarnym wniebowstąpieniu. Ulatuje z Ziemi wszelkie życie.

__________________________

Ulrich Becher – Parę minut po czwartej

to co jedynie ważne

Hesse uważa, że większość ludzi zapomina w dojrzałym wieku o jedynie ważnym świecie, błąkając się przez całe życie wśród barwnych labiryntów trosk, pragnień i celów, z których żaden nie mieszka w głębi ich duszy i z których żaden nie wiedzie z powrotem w głąb ich duszy ani do domu.

Mówi, że jest brama, a za nią pewna przeczuwana rzeczywistość i że tylko nieliczni przechodzą przez tę bramę, ale myślę, że nawet zatracający tajemnicę przechodzą tędy, tylko nic o tym nie wiedzą. Ta brama to mogą być zwykłe drzwi albo królicza nora pod żywopłotem, albo horyzont, który się zakrzywia.

Na ilustracji do książki „L’Astronomie populaire” Camille’a Flammariona, wędrowiec w szacie obfitej wystawia głowę i za krawędzią znanego świata widzi inny świat. W świecie, który przewędrował, zostawia miasto położone między wzgórzami, drzewo ogromne, kwiaty potężne i wysokie, wszystko to minął, patrzą na to teraz już tylko Słońce i Księżyc o wyrazistych twarzach. Za kurtyną horyzontu jest niebo, baranki chmur, promienie, koła, parabole.

 latmosphere_metereologie_populaire_camille_flammarion2

 

Czują to wszystkie dzieci, chociaż może nie wszystkie z taką samą mocą i tkliwością, ale u większości wszystko to mija, jakby się nigdy nie zdarzyło, zanim jeszcze nauczą się czytać pierwsze litery. Innym tajemnica dzieciństwa dłużej pozostaje bliska, zabierają więc ze sobą jej wspomnienie i echo, pokąd włosy im nie posiwieją, i przechowują ją aż po późne, pełne znużenia dni. Dusze wszystkich dzieci, póki jeszcze mają tę swoją tajemnicę, są nieustannie zaprzątnięte tym, co jedynie ważne: samymi sobą i zagadkowym związkiem swojej własnej osoby ze światem dookoła.

_________________________

Hermann Hesse – Baśnie

rzeczy wistość

Albo tak już jest, że życie jest drogą cały czas i nie ma o czym mówić, albo coś mnie wybiera właśnie do jakiejś konkretnej podróży, albo nic się nie stanie:

Rzeczy, które widzi­my […] to te sa­me rzeczy, które is­tnieją w nas. I nie ma żad­nej in­nej rzeczy­wis­tości prócz tej, jaką ma­my w so­bie. Dla­tego też większość ludzi żyje tak niereal­nie, po­nieważ zewnętrzne ob­ra­zy uważają za rzeczy­wis­tość, a swe­go włas­ne­go świata wca­le nie do­puszczają do głosu. Można być wte­dy na­wet szczęśli­wym. Lecz z chwilą, gdy poz­na się już raz tam­to, in­ne, nie ma się już wy­boru i nie może iść drogą, którą obiera większość. Sin­clai­rze, dro­ga owej większości jest łat­wa, a nasza trud­na. Chodźmy. 

Hermann Hesse, cytaty.info

Wierzę mu,  że gdzieś kończy się możliwość wyboru i nie można iść drogą, którą obiera większość. Dlatego jestem schowana i piszę po jednym, dwa zdania. Ten fragment chyba z „Demiana”. Nie podają.

baśniarz i handlarz pasmanterią

Przeczytałam „Baśniarza”, to historia miłości, tak jak piszą na okładce:

ABEL TANNATEK, outsider, wagarowicz, handlarz narkotykami. Mimo to Anna zakochuje się w nim do szaleństwa, gdyż wie, że Abel ma jeszcze inne oblicze: łagodnego, smutnego baśniarza, opiekującego się młodszą siostrą. Niezwykła opowieść, którą snuje Abel, fascynuje Annę do tego stopnia, że dziewczyna nie może o niej zapomnieć. Granica między rzeczywistością a fantazją stopniowo się rozmywa. A jeśli jej fabuła wcale nie jest fikcją i obawy Anny są uzasadnione? Ten, którego kocha, może okazać się równocześnie jej największym wrogiem…  lubimyczytac.pl>>

Wnioski:  książka ma atmosferę horroru, więc od razu wiadomo, że obawy Anny są uzasadnione mimo, że ten handlarz pasmanterią budzi sympatię, bo opiekuje się małą siostrzyczką. Baśnie, które opowiada, są takie sobie. Granica między rzeczywistością i fantazją zaciera się tylko w fantazji. Tak naprawdę nie ma żadnej wyraźnej granicy. Książki nie polubiłam, ale myśl, że naprawdę można tak zawinąć rzeczywistość w baśń, jest fajna, chodzi tylko o to naprawdę,  tam nie czuje się tego naprawdę,  czuje się, że to wymyślone. Przeczytałam, jeszcze nie całkiem zrezygnowałam z konwencjonalnych powieści, ale prawdę mówiąc wzięłam ją tylko z powodu tytułu.

___________________________________

Antonia Michaelis – Baśniarz

doublethink według fizyków

Trochę takich wyrwanych zdań, mały zestaw tego, o czym jest ta książka:

Z dwóch sprzecznych wypowiedzi przeważnie obydwie są równocześnie prawdziwe i fałszywe.

Przypadek to nazwa największej ludzkiej pomyłki.

Cisza przypominająca milczenie dwóch podróżnych czekających na dwa różne pociągi.

Szczęście i nieświadomość, myśli Schilf, to synonimy, droga żono fizyka.

Wszystkie drogi prowadzą do poznania, ale żadna nie prowadzi z powrotem.

Żadne elementarne zjawisko nie jest zjawiskiem realnym, póki nie stanie się zjawiskiem zaobserwowanym.

Wobec tego zrozumie pan również, dlaczego zdaniem niektórych ludzi w pomyśle, że kilka sprzecznych ze sobą wydarzeń dzieje się równocześnie, jest tyle uroku. I dlaczego mimo wszystko ta idea równa się koszmarowi sennemu. (…). Taki sposób myślenia unieważnia wszelkie doświadczenie. Unieważnia nas. (…). Chodzi o „doublethink”. Przymus nakazujący dwa sprzeczne poglądy uważać za równie prawdziwe. U Orwella takie dwójmyślenie to typowa praktyka systemu totalitarnego.

_______________________________

Juli Zeh – Ciemna materia

czekanie, punkt obserwacyjny

Dalej z książki o fizykach i czekaniu:

Czekanie. Z biegiem czasu Sebastian zyskał już tyle wprawy w tej dyscyplinie, że wystarczy kilka minut, aby przestał rejestrować, co dzieje się wokół niego. Z odchyloną głową gapi się w sufit, którego biała płaszczyzna miło współgra ze stanem jego umysłu. Podczas, gdy ciało zdaje się tonąć w ciepłej piaskowej wydmie, świadomość rośnie i łagodnymi zakolami zatacza kręgi wokół samej siebie. Sebastian czuje wyraźnie, jak czas traci równowagę. Łańcuch sekund rozpada się na maleńkie cząsteczki. Jego Ja roztapia się, zostawiając jednak coś, z czym może się on utożsamić. Swego rodzaju punkt obserwacyjny, który znajduje się poza ciałem i duszą. Stamtąd Sebastian może się zastanawiać, dlaczego tak długo upierał się przy teorii, która w jego odczuwaniu czasoprzestrzeni nie ma najmniejszego odpowiednika. On nie porusza się w wielu światach, tylko w jednym  jedynym kosmosie, wielkiej kipieli, w której prócz swojej czuje również obecność innych bytów. Można je opatrzyć imionami (…). a są one przeplecione ze sobą w dywanie utkanym z różnych dążności, w którym materia i energia to rzeczywiście to samo. Czyli informacja. Ludzka świadomość, składająca się wyłącznie ze wspomnień i doświadczeń, jest czystą informacją. Powinno się, myśli punkt obserwacyjny o imieniu Sebastian, siedzieć przy biurku i robić notatki. Powinno się zbadać, czy próbom Oskara, polegającym na wyjściu w obliczeniach za pomocą kwantyzacji czasu poza Wielki Wybuch, nie przyświeca przede wszystkim chęć rozumienia świata jako wielkiej maszyny informatycznej. Należałoby się zastanowić, czy oni obaj od lat nie pracują nad tą samą ideą, chociaż dochodzą do niej z dwu różnych stron: że czas nie tylko w sensie filozoficznym, ale także w fizycznym, jest wytworem świadomości, a zarazem z nią tożsamy.

_____________________________

Juli Zeh – Ciemna materia

czekanie, intymny dialog z czasem

O czekaniu i czasie z książki, której bohaterami są dwaj fizycy. Ten Sebastian. Fragment do przymierzenia do siebie. Introspekcji. Przypomnienia:

W swoich wykładach Sebastian lubi przedstawiać wymyśloną przez siebie typologię czekania. Czekanie (tak zaczyna) to intymny dialog z czasem. Długie czekanie to coś więcej: pojedynek czasu z jego badaczem. Kiedy następnym razem ustawią się państwo w kolejce do sekretariatu dla studentów, żeby uzyskać pożądaną informację, proszę nie zabierać ze sobą żadnej książki. (Śmiech). Proszę się nie spieszyć, tylko podporządkować, poddać się sobie. Niech państwo przedyskutują z samymi sobą długość minuty. Zbadają, co wspólnego mają z państwem, do diabła, te urządzenia na nadgarstkach. Proszę się zastanowić, co znaczy to czekanie: zdradę teraźniejszości na korzyść jakiegoś przyszłego wydarzenia? (Milczenie). Czym jednak jest teraźniejszość? (Utrzymujące się milczenie). Czekając, stwierdzą państwo, że chwila teraźniejsza nie istnieje. Że zawsze, gdy tylko państwa umysły usiłują ją pochwycić, właśnie mija albo jeszcze nie całkiem nadeszła. Przeszłość i przyszłość, do takiego wniosku państwo dojdą, stykają się ze sobą bezpośrednio. Gdzie jednak, proszę państwa, znajduje się wobec tego człowiek? (…).

Życie składa się z czekania, czekanie zwie się życiem. Czekanie to teraźniejszość. Ogólny stosunek człowieka do czasu. Czekanie rysuje kontury Boga na ścianie. Czekanie to owo stadium przejściowe, które zwiemy naszą egzystencją. (…).

Jego wywody się podobają.(…). Jednak, prawdę mówiąc, nawet Sebastian nie pojmuje własnej typologii czekania. W ogóle nie uwzględnił ważnej kategorii, mającej niewiele wspólnego z czasem, co najwyżej z jego eliminacją. Jest to takie czekanie, które zajmuje człowieka bez reszty i nie pozwala oderwać od niego myśli – ani oglądać telewizji, ani czytać książki. Nie pozwala na spożycie posiłku ani też na pójście do toalety. Takie czekanie oznacza ochronę mózgu przed udarem, a ciała przed samobójstwem. Jest to czekanie człowieka upadającego, spodziewającego się plaśnięcia o ziemię, które nie następuje.

_________________________________

Juli Zeh – Ciemna materia

kod źródłowy rzeczywistości

Wczoraj,  bez żadnej myśli po co i dlaczego, zmieniłam swój grawatar, teraz przypomina mi on sen o pomarańczowym stroju dla olbrzymki >>  sprzed paru dni. Wiedziało coś, że będę przymierzała do siebie ten sen. Chce mi się wrócić do krótkich notatek snowych, one zawsze trzymają linię snów. Mowa snowa jest  ciekawa, bo w zasadzie nie nazywa. Jeśli pada jakieś słowo, jest jak węzełek na nici, która się ciągnie dalej. Nie na tym to jest oparte. Mowa ta nie tworzy też opowieści, to należy do tych, co akurat przebywają poza danym snem  i mogą tylko snuć opisy.

Inspektor od dzieciństwa wierzy, że po drugiej stronie świata widzialnego musi znajdować się swego rodzaju pierwotna substancja rzeczywistości. Ludzie więksi od niego mówili o rzeczy samej w sobie, o bycie jako takim czy po prostu o informacji. Inspektor nazywa to dzisiaj „kodem źródłowym” i ma na myśli coś, co tkwi poza widocznym i pozwalającym się obsługiwać interfejsem użytkownika codzienności. Podoba mu się to określenie, porównuje bowiem rzeczywistość ze stworzoną przez człowieka maszyną, z inteligentym wytworem intelektu. Albowiem rzeczywistość jest, jego zdaniem, wyłącznie tworem, który co sekunda rodzi się w umyśle każdego poszczególnego obserwatora, czyli jest wydawany na świat.

________________________________

Juli Zeh – Ciemna materia