Archive for the ‘literatura psychologiczna’ Category

Czasami śnienie świata i ten blog, w którym od czasu do czasu dawałam o nim znać, przypominają mi, że nie obejdzie się w moim pisaniu bez śnienia, tak jak nie ma bez śnienia ani chwili w świecie. Początkowo pisałam go sama dla siebie, żeby schować tu coś do zapamiętania. Zostawię to tak, bez wyjaśnień. Po prostu coś tu jest i ja to nazywam śnieniem świata. Widzę, że na stronę fejsbukową tego bloga wciąż ktoś nowy przychodzi, dziękuję bardzo, może dlatego czasem tu zaglądam i wciąż próbuję pisać, nie pisząc prawie wcale :)

Dziś przypomniała mi się psychomagia, czytana dawno temu  i teraz, po naczytaniu się Junga, przedziwnej nauce widzeń, odkryciu sztuki śnienia podobnej do opisanej przez Castanedę, po odkryciu imagineskopii i paru innych sposobów na coś więcej niż aktywna wyobraźnia,  sprawdzam, co zostawiłam tu o Jodorowskym, który jest jak ryczący lew i domaga się uwagi dla nieświadomości rzeczywistości,  nie naszej jednostkowej rzeczywistości, ale tej większej, która jest. Pogryzmoliłam wtedy książkę zaznaczaniem,  ale tutaj w wypiskach przechowała się tylko notatka ze strony wydawnictwa Okultura:

O „Psychomagii” i Jodorowskym stamtad:

„Nauczam ludzi wyobraźni. Przez większą część życia nie zdajemy sobie sprawy z tego, czym może być wyobraźnia, nie jesteśmy nawet w stanie pojąć, jaki może być jej zasięg. Ponieważ, oprócz wyobraźni intelektualnej, istnieje też wyobraźnia zmysłów, wyobraźnia seksualna, wyobraźnia cielesna, wyobraźnia ekonomiczna, wyobraźnia mistyczna, wyobraźnia naukowa… Wyobraźnia obejmuje każdy teren, nawet ten, które nazywamy „racjonalnym”. Jest wszędzie. W związku z tym powinno rozwijać się ją tak, by móc rozpatrywać rzeczywistość nie tylko z jednej perspektywy, ale z wielu punktów widzenia. Zazwyczaj wizualizujemy wszystko zgodnie z wąskim paradygmatem naszych wierzeń i uwarunkowań. Z rzeczywistości, tajemniczej i tak rozległej jak nieprzewidywalnej, odbieramy tylko to, co zostanie przefiltrowane przez nasz małostkowy punkt odniesienia. Aktywna wyobraźnia jest kluczem do wyższej wizji, pozwala spojrzeć na rzeczywistość z innych punktów widzenia, nie naszych; pozwala myśleć i odczuwać zgodnie z różnymi punktami odniesienia. Tym właśnie jest prawdziwa wolność: zdolnością do wychodzenia poza samego siebie, przekraczania granic naszego małego indywidualnego świata i otwierania się na wszechświat. Zależy mi na tym, by czytelnicy tej książki docenili terapeutyczną moc wyobraźni. Psychomagia stanowi tylko zastosowanie tej realnej siły.”

„Psychomagia to lektura obowiązkowa dla każdego, kto pragnie wstrząsnąć światem po to, by się przebudził i przypomniał sobie, jakim zawsze był i jakim być może.”

– Daniel Pinchbeck, autor Przełamując umysł
Alejandro Jodorowsky (ur. 1929) – chilijski artysta-surrealista, reżyser teatralny i filmowy (Kret, Święta góra, Święta krew), pisarz i autor komiksów; współzałożyciel (obok Arrabala i Topora) „Ruchu Panicznego”; twórca psychomagii – systemu samorozwoju z pogranicza psychoterapii i szamanizmu; autor bestsellerowych powieści oraz książek poświęconych duchowości.
Reklamy

Było to w czasie, kiedy malowałam sny kredkami bambino, malowanie jest dla mnie za trudne, przeszłam na szkice, mapy snów, przy okazji odkryłam na nowo jak powstają wizje.  W jakiś czas potem czytałam „Wizje”Junga i natknęłam się na opis dokładny, nawiasem mówiąc sądzę, że wszystkie dzieci to wiedzą, ale dorośli zapominają w okamgnieniu i myślą, że się zwariowało.
Jung opowiedział swoją historię o tym, jak uruchamiają się wizje. Sen pamiętany jest jak kadr z filmu, jak pocztówka od nieświadomości: raczej nieruchomo. Można go rozwijać na jawie, od miejsca, gdzie zauważymy czy zapamiętamy ruch, ruch jest energią i prowadzi, wizje są ruchome.

Chciałbym wam tu opowiedzieć o własnym przeżyciu z czasu, gdy byłem małym chłopcem, jeszcze nie chodziłem do szkoły. Co tydzień w niedzielę spędzałem ranek u starej ciotki, która miała staromodny salon z cudownymi miedziorytami. Zawsze spoglądałem na nie z ogromnym zainteresowaniem. Jeden przedstawiał wiejską plebanię: z budynku probostwa wychodził pastor w sutannie – najwyraźniej udawał się do kościoła; właśnie zatrzasnął drzwi, schodził po schodach na drogę. Przypatrywałem się mu z wielką uwagą, ponieważ był to taki interesujący staruszek. Pewnego razu stwierdziłem, że naprawdę porusza się, że schodzi po schodach. Zawołałem do ciotki: „On idzie!”. Ciotka stwierdziła rzecz jasna, że to niemożliwe. „Ale ja widzę, jak on idzie, on z pewnością schodzi po stopniach!”. Po owym incydencie co tydzień w niedzielę miałem frajdę patrząc, jak staruszek schodzi po schodach. Jeśli dostatecznie długo będziecie się wpatrywali w obraz, przekonacie się, że on ożywa. Jeśli nie zacznie żyć, to oznacza to, że popełniliście jakiś błąd, że niedostatecznie przenieśliscie sie w obraz. Z tego względu Starożytni byli przekonani, że posąg boga coś mówi czy porusza głową, mimo że był to bożek wyryty w kamieniu. Ludzie płacili ciężkie pieniądze, by móc wspiąć się po drabinie i szepnąć bogu do ucha coś, co leżało im na sercu, byli bowiem przekonani, że bóg usłyszy i udzieli odpowiedzi, czy że w każdym razie ruszy głową. Znamy niezliczenie wiele historii o tym, jak obraz czy posąg odpowiedział swemu wyznawcy.

______________________________
C.G. Jung – Wizje t.1 str 167

W ten  sposób, żadne domysły nie wchodzą w grę, żadne senniki, żadne wiedzenie z głowy, z góry i od razu:

Chciałem bez żadnych uprzedzeń podejść do marzeń sennych, by się przekonać, jak one funkcjonują.
(…)
Dlatego, pragnąc się zbliżyć do właściwego sensu snu, próbuję rozłożyć marzenie senne, skoncentrować się na obrazie wyjściowym i zbierać skojarzenia – wszystkie skojarzenia, przybywające z wszystkich stron. Postępuję w sposób koncentryczny,  w przeciwieństwie do swobodnego kojarzenia polegającego na tym, że człowiek, klucząc od punktu do punktu, oddala się od obrazu sennego, by wylądować nie wiadomo gdzie.
(…)
określam moją metodę mianem „amplifikacji”, od „amplificatio”, „rozszerzenie”.
Wychodzę przy tym od bardzo prostej przesłanki, przyjmuję bowiem, że nic nie rozumiem ze snu, nie wiem, co on oznacza i nie snuję żadnych domysłów co do tego, w jaki sposób obraz senny ulokowany jest w umyśle ludzkim. Po prostu tak poszerzam obraz wyjściowy, aż go zobaczę.

_______________________________

C.G. Jung – Marzenia senne dzieci

Sen to coś w rodzaju monologu wygłaszanego pod pokrywą świadomości – można go usłyszeć w stanie snu, na jawie zaś w pewnym sensie milknie. Ale sam monolog nigdy nie ustaje (…) stale śnimy, tyle że świadomość, zagłuszana dobiegającą zewsząd wrzawą życia w stanie czuwania, nie słyszy tych głosów.

____________________________

Carl Gustav Jung –  Marzenia senne dzieci

Mówi Maslow:

Religions, Values and Peak-Experiences  NY: Penguin Books, 1964, 1976.
Harmondsworth, Eng: Penguin, 1964, 1976, 1978, 1986.

Hillman w swojej klasycznej już pracy “The Dream and the Underworld” ostrzega, że praca ze snem powinna “ochraniać te pokłady, z których powstają sny (…) imaginalne oraz ukryte niewidzialne siły kierujące naszym życiem”.

Hillman protestował przeciwko psychologicznej praktyce polegającej na tym, że praca ze snem koncentrowała się głównie na zrozumieniu go w kategoriach uzgodnionej rzeczywistości, w kontekście znaczenia snu dla codziennego życia. Sny badano przede wszystkim po to, aby wydobyć ich znaczenie dla świadomego umysłu czyli “ego”.

To, co ma dla nas znaczenie, bywa zazwyczaj określane przez kryteria naszego codziennego “ja”. A jednak z punktu widzenia śnienia sny wcale nie muszą mieć znaczenia. Są to obrazy rozwijających się mocy, bezkształtnych jeszcze tendencji oraz tajemnic. Skupianie się na sensie snów może podkreślać znaczenie naszej zwykłej tożsamości odwracając uwagę od tajemniczego doświadczenia niewyrażalnego śnienia, które według mnie jest czymś, czego możesz doświadczyć w każdej chwili dnia i nocy.

_________________________

Arnold Mindell –  O istocie snów. Psychologiczna i duchowa interpretacja snów.

W najwyższym skrócie to, do czego ludzie niesamowicie trudno się przekonują, jest to też prawda tego bloga opisywana w zdaniach rozrzuconych po różnych notatkach, jakby to było oczywiste, powinnam była od tego zacząć:

Istotą pracy ze snami jest ich przeżywanie, pogłębianie związku z obrazami, które się w nich pojawiają. Lapidarna formuła, której używa Hillman, podsumowując swoje ujęcie tej problematycki, zaleca „trzymać się obrazu” (stick to the image), zamiast dokonywać na nim obrzędów hermeneutycznych, mających na celu zamianę obrazu w pojęcie bądź intelektualny koncept.

Mówiąc o Freudzie i Jungu, Hillman twierdzi: „Wykonywali oni pewien ruch, którego ja nie chcę powtarzać – przemieniali obrazy w wykrystalizowane, symboliczne znaczenia. To znaczy – cokolwiek napotykali, nie zostawiali tego takim, jakie jest, lecz natychmiast przekształcali w to oznacza tamto. […]. Można to ująć jeszcze inaczej: najpierw wydobywali pewien materiał, a potem – przez translację – odsyłali go z powrotem. Z chwilą jednak, kiedy zamieniłeś swój sen na sytuację edypalną albo fantazję omnipotencji, albo zazdrość o penisa, albo kiedy przetłumaczyłeś pojawiającego się we śnie czarnego węża na matkę, Wielką Matkę – nie potrzebujesz już dłużej tego obrazu, pozwalasz mu wyrażać tylko jedno: Wielką Matkę. Wówczas obraz znika. Nie chcesz już czarnego węża. Chcesz pracować nad swoim kompleksem matki, zmieniać swoją osobowość i tak dalej. A to wciąż pozostawia duszę nieożywioną. Czyli martwą. Obrazy nie przechadzają się dokoła na własnych nogach. Zostały przekształcone w abstrakcyjne znaczenia.

____________________________

Tomasz Stawiszyński – Potyczki z Freudem

 

To chyba spór wszechczasów, czy istnieje w psychice jakieś centrum, jakiś ośrodkowy punkt tożsamości, wokół którego skupia się psychiczna aktywność  (…) ?

Idee „ja”, „self” czy też „jaźni”, które tak mocno zakorzeniły się we współczesnej psychologii i których wzmacnianie, zasilanie jest głównym zadaniem właściwie wszystkich nurtów terapeutycznych, są zdaniem Hillmana jedynie mitycznymi, metaforycznymi figurami.  Modelem osobowości najpełniej odpowiadającym naturze psyche jest według niego marzenie senne. W marzeniu sennym bowiem ego jest tylko jednym z wielu aktorów na scenie. Postacie senne, obrazy imaginacji, przychodzą i odchodzą zgodnie z własną dynamiką, niezależnie od tego, czy chcemy, czy nie chcemy przebywać w ich onirycznym towarzystwie. We śnie nasze ja ulega specyficznemu rozpuszczeniu, jego status – na jawie aspirujący do hegemonii, zorientowany na „rozwój”, „samodoskonalenie” czy też, co dzisiaj stało się bardzo modną kategorią, „samorealizację” – ulega mniejszej lub większej degradacji do jednego z wielu obrazów biorących udział w sennej ekspozycji.

To właśnie droga poza ego – nie zaś wzmacnianie egoicznej perspektywy – jest zwrotem w stronę duszy (…).

cdn

______________________________________

Tomasz Stawiszyński – Potyczki z Freudem

więcej: istotą pracy ze snami jest ich przeżywanie >>

Blogi nigdy się nie kończą, można więc wracać. Zwłaszcza pamiętając linie snu tego miejsca.

Przeglądam książkę Bruce’a Chatwina po raz nie wiem który, książka pisana jest w latach 80 dwudziestego wieku i to, co kiedyś wydawało mi się dość zrozumiałe, jest teraz mniej jednoznaczne, ale za to wspanialsze, znaczenia słów, postacie rzeczy.

Aborygeni, powołując śpiewem świat do istnienia, byli poetami w pierwotnym sensie tego słowa. „Poesis” znaczy tworzenie. Żadnemu Aborygenowi nie przyjdzie nigdy na myśl, że świat jest niedoskonały. Jego życie religijne ma jeden cel: utrzymać ziemię taką, jaka jest i jaka powinna być.

Czasem mówią: Wyśpiewujemy świat, żeby go szybciej było widać.

(…) Aborygeni nie potrafią uwierzyć, że świat istnieje, dopóki go nie zobaczą i nie wyśpiewają – dokładnie tak, jak ich przodkowie w Epoce Snu śpiewem powołali świat do istnienia.

(…) To znaczy, że świat musi najpierw istnieć w umyśle jako pewna idea?

(…) Aborygeni wierzą, iż każdy przodek totemiczny, wędrując po kraju, zostawił za sobą ślady w postaci słów lub dźwięków. (…). Wytyczone w ten sposób „ścieżki” stały się czymś w rodzaju „dróg komunikacji”.

(…) Pieśń była zarazem mapą i kompasem. Jeśli znało się pieśń, zawsze można było znaleźć właściwą drogę.

(…) Czyli pieśń jest rodzajem paszportu?

(…) To trochę bardziej skomplikowane. Teoretycznie całą Australię można czytać jak partyturę. Prawdopodobnie nie ma tu skały czy strumienia, który – zdaniem Aborygenów – nie został powołany do istnienia śpiewem.  Ścieżki śpiewu można sobie wyobrazić, na przykład, jako mapę podróży Odyseusza, na której każdemu „zdarzeniu” odpowiada jakiś element topografii.

(…) Czy przez „zdarzenie” rozumiesz święte miejsce?

(…) Zgadza się.

To się coraz bardziej komplikuje, bo mapa niekoniecznie odzwierciedla terytorium, przynajmniej nie według powszechnie znanej geometrii, są to raczej ścieżki, drogi, przystanki, inaczej punkty przekazania,  gdzie pieśń przestaje być własnością tego, który z nią dotąd szedł, zostaje przekazana komuś innemu, idzie dalej z kim innym.

W dodatku Aborygeni mówią, że rozpoznają pieśń po smaku i zapachu. Może mają na myśli melodię, może nie. Słowa pieśni mogą się zmieniać, ale ten smak, zapach, melodia – nigdy.

Wyśpiewać, znaczy wydobyć z nieistnienia, wyśnić, wyjawić. Zrobili to przodkowie w Epoce Snu, ale żeby świat istniał nadal, śnienie musi trwać zawsze. Jest szkicem tego, co stanie się jawne, ścieżka snu jest drogą do jawy, słowa pieśni, która jest zarazem drogą, mogą być różne, ale jest coś trwalszego niż słowa: smak, zapach, dźwięk, melodia, śnienie.

Sen – film nocny – jest tylko szczególnym przypadkiem śnienia. Nie musimy śnić tych filmów, aby śnić zawsze.

_______________________

Bruce Chatwin – Ścieżki śpiewu