sny to ukryte, niewidzialne siły kierujące naszym życiem

Hillman w swojej klasycznej już pracy “The Dream and the Underworld” ostrzega, że praca ze snem powinna “ochraniać te pokłady, z których powstają sny (…) imaginalne oraz ukryte niewidzialne siły kierujące naszym życiem”.

Hillman protestował przeciwko psychologicznej praktyce polegającej na tym, że praca ze snem koncentrowała się głównie na zrozumieniu go w kategoriach uzgodnionej rzeczywistości, w kontekście znaczenia snu dla codziennego życia. Sny badano przede wszystkim po to, aby wydobyć ich znaczenie dla świadomego umysłu czyli “ego”.

To, co ma dla nas znaczenie, bywa zazwyczaj określane przez kryteria naszego codziennego “ja”. A jednak z punktu widzenia śnienia sny wcale nie muszą mieć znaczenia. Są to obrazy rozwijających się mocy, bezkształtnych jeszcze tendencji oraz tajemnic. Skupianie się na sensie snów może podkreślać znaczenie naszej zwykłej tożsamości odwracając uwagę od tajemniczego doświadczenia niewyrażalnego śnienia, które według mnie jest czymś, czego możesz doświadczyć w każdej chwili dnia i nocy.

_________________________

Arnold Mindell –  O istocie snów. Psychologiczna i duchowa interpretacja snów.

istotą pracy ze snami jest ich przeżywanie

W najwyższym skrócie to, do czego ludzie niesamowicie trudno się przekonują, jest to też prawda tego bloga opisywana w zdaniach rozrzuconych po różnych notatkach, jakby to było oczywiste, powinnam była od tego zacząć:

Istotą pracy ze snami jest ich przeżywanie, pogłębianie związku z obrazami, które się w nich pojawiają. Lapidarna formuła, której używa Hillman, podsumowując swoje ujęcie tej problematycki, zaleca „trzymać się obrazu” (stick to the image), zamiast dokonywać na nim obrzędów hermeneutycznych, mających na celu zamianę obrazu w pojęcie bądź intelektualny koncept.

Mówiąc o Freudzie i Jungu, Hillman twierdzi: „Wykonywali oni pewien ruch, którego ja nie chcę powtarzać – przemieniali obrazy w wykrystalizowane, symboliczne znaczenia. To znaczy – cokolwiek napotykali, nie zostawiali tego takim, jakie jest, lecz natychmiast przekształcali w to oznacza tamto. […]. Można to ująć jeszcze inaczej: najpierw wydobywali pewien materiał, a potem – przez translację – odsyłali go z powrotem. Z chwilą jednak, kiedy zamieniłeś swój sen na sytuację edypalną albo fantazję omnipotencji, albo zazdrość o penisa, albo kiedy przetłumaczyłeś pojawiającego się we śnie czarnego węża na matkę, Wielką Matkę – nie potrzebujesz już dłużej tego obrazu, pozwalasz mu wyrażać tylko jedno: Wielką Matkę. Wówczas obraz znika. Nie chcesz już czarnego węża. Chcesz pracować nad swoim kompleksem matki, zmieniać swoją osobowość i tak dalej. A to wciąż pozostawia duszę nieożywioną. Czyli martwą. Obrazy nie przechadzają się dokoła na własnych nogach. Zostały przekształcone w abstrakcyjne znaczenia.

____________________________

Tomasz Stawiszyński – Potyczki z Freudem

 

czy istnieje jakiś ośrodkowy punkt tożsamości

To chyba spór wszechczasów, czy istnieje w psychice jakieś centrum, jakiś ośrodkowy punkt tożsamości, wokół którego skupia się psychiczna aktywność  (…) ?

Idee „ja”, „self” czy też „jaźni”, które tak mocno zakorzeniły się we współczesnej psychologii i których wzmacnianie, zasilanie jest głównym zadaniem właściwie wszystkich nurtów terapeutycznych, są zdaniem Hillmana jedynie mitycznymi, metaforycznymi figurami.  Modelem osobowości najpełniej odpowiadającym naturze psyche jest według niego marzenie senne. W marzeniu sennym bowiem ego jest tylko jednym z wielu aktorów na scenie. Postacie senne, obrazy imaginacji, przychodzą i odchodzą zgodnie z własną dynamiką, niezależnie od tego, czy chcemy, czy nie chcemy przebywać w ich onirycznym towarzystwie. We śnie nasze ja ulega specyficznemu rozpuszczeniu, jego status – na jawie aspirujący do hegemonii, zorientowany na „rozwój”, „samodoskonalenie” czy też, co dzisiaj stało się bardzo modną kategorią, „samorealizację” – ulega mniejszej lub większej degradacji do jednego z wielu obrazów biorących udział w sennej ekspozycji.

To właśnie droga poza ego – nie zaś wzmacnianie egoicznej perspektywy – jest zwrotem w stronę duszy (…).

cdn

______________________________________

Tomasz Stawiszyński – Potyczki z Freudem

więcej: istotą pracy ze snami jest ich przeżywanie >>

ścieżki śpiewu, linie snu, śnienie

Blogi nigdy się nie kończą, można więc wracać. Zwłaszcza pamiętając linie snu tego miejsca.

Przeglądam książkę Bruce’a Chatwina po raz nie wiem który, książka pisana jest w latach 80 dwudziestego wieku i to, co kiedyś wydawało mi się dość zrozumiałe, jest teraz mniej jednoznaczne, ale za to wspanialsze, znaczenia słów, postacie rzeczy.

Aborygeni, powołując śpiewem świat do istnienia, byli poetami w pierwotnym sensie tego słowa. „Poesis” znaczy tworzenie. Żadnemu Aborygenowi nie przyjdzie nigdy na myśl, że świat jest niedoskonały. Jego życie religijne ma jeden cel: utrzymać ziemię taką, jaka jest i jaka powinna być.

Czasem mówią: Wyśpiewujemy świat, żeby go szybciej było widać.

(…) Aborygeni nie potrafią uwierzyć, że świat istnieje, dopóki go nie zobaczą i nie wyśpiewają – dokładnie tak, jak ich przodkowie w Epoce Snu śpiewem powołali świat do istnienia.

(…) To znaczy, że świat musi najpierw istnieć w umyśle jako pewna idea?

(…) Aborygeni wierzą, iż każdy przodek totemiczny, wędrując po kraju, zostawił za sobą ślady w postaci słów lub dźwięków. (…). Wytyczone w ten sposób „ścieżki” stały się czymś w rodzaju „dróg komunikacji”.

(…) Pieśń była zarazem mapą i kompasem. Jeśli znało się pieśń, zawsze można było znaleźć właściwą drogę.

(…) Czyli pieśń jest rodzajem paszportu?

(…) To trochę bardziej skomplikowane. Teoretycznie całą Australię można czytać jak partyturę. Prawdopodobnie nie ma tu skały czy strumienia, który – zdaniem Aborygenów – nie został powołany do istnienia śpiewem.  Ścieżki śpiewu można sobie wyobrazić, na przykład, jako mapę podróży Odyseusza, na której każdemu „zdarzeniu” odpowiada jakiś element topografii.

(…) Czy przez „zdarzenie” rozumiesz święte miejsce?

(…) Zgadza się.

To się coraz bardziej komplikuje, bo mapa niekoniecznie odzwierciedla terytorium, przynajmniej nie według powszechnie znanej geometrii, są to raczej ścieżki, drogi, przystanki, inaczej punkty przekazania,  gdzie pieśń przestaje być własnością tego, który z nią dotąd szedł, zostaje przekazana komuś innemu, idzie dalej z kim innym.

W dodatku Aborygeni mówią, że rozpoznają pieśń po smaku i zapachu. Może mają na myśli melodię, może nie. Słowa pieśni mogą się zmieniać, ale ten smak, zapach, melodia – nigdy.

Wyśpiewać, znaczy wydobyć z nieistnienia, wyśnić, wyjawić. Zrobili to przodkowie w Epoce Snu, ale żeby świat istniał nadal, śnienie musi trwać zawsze. Jest szkicem tego, co stanie się jawne, ścieżka snu jest drogą do jawy, słowa pieśni, która jest zarazem drogą, mogą być różne, ale jest coś trwalszego niż słowa: smak, zapach, dźwięk, melodia, śnienie.

Sen – film nocny – jest tylko szczególnym przypadkiem śnienia. Nie musimy śnić tych filmów, aby śnić zawsze.

_______________________

Bruce Chatwin – Ścieżki śpiewu

większy wzór

„Gdy patrzymy na nasze życie, wydaje się, jakby składała się na nie seria chaotycznych wydarzeń. Ale z biegiem czasu, między innymi dzięki perspektywie, którą daje nam analiza marzeń sennych, zaczynamy dostrzegać większy wzór, który przebija się przez wzloty i upadki naszego życia. Nie jest on oczywisty, i w najlepszym razie możemy wnioskować o jego kształcie, lub wyczuwać go intuicyjnie. Właśnie dlatego Jung nazwał go transcendentnym, podkreślając tym samym, że wykracza on poza naszą zwykłą zdolność percepcji. Historia naszego życia istnieje już w swym zalążku, a jej potencjał stopniowo się wyłania, choć możemy ją dostrzec jedynie w jej niewielkich fragmentach.”

J. Gary Sparks : VALLEY OF DIAMONDS – Adventure in Number and Time with Marie-Louise Von Franz
http://www.innercitybooks.net/book.php?id=127

mit świata jest gdzie indziej

Świat wciąż śniony jest do istnienia, na tym polega ta nieustanna kosmiczna gra, która z niematerialnego śnienia tworzy materialną jawę, jest w tym też udział naukowej kosmologii.

Mówi Hillman:

Kosmologiczne mity umieszczają nas w świecie i każą nam zajmować się jego sprawami. Kosmologie współczesne – Big Bang i czarne dziury, antymateria i zakrzywiona, nieustannie rozszerzająca się nie wiadomo dokąd przestrzeń – napawają nas lękiem i poczuciem bezsensu wynikającymi z ograniczeń naszej zdolności pojmowania. Wszystko jest wynikiem przypadkowych zdarzeń, nic nie jest absolutnie konieczne. Naukowe kosmologie nie mówią nam niczego o duszy, a więc nie mówią również niczego naszej duszy, nie informują jej o powodach jej istnienia, o tym, skąd ona się wzięła i dokąd następnie odejdzie, a także o tym, jakie ma przed sobą zadania do wykonania. Owe niewidzialne aspekty rzeczywistości, które, jak czujemy, zapewniają naszemu życiu styczność z tym, co istnieje poza naszym życiem, są przez naukowe kosmologie sprowadzane na ziemię i przekształcane w dosłowną niewidzialność najodleglejszych galaktyk i fal elektromagnetycznych, Nie można ich poznać ani doświadczyć zmysłowo, ponieważ ich miarę stanowi czas, a nasze życie to ledwie kilka nanosekund w gigantycznej, kosmicznej skali naukowego mitu.  (…)

Każda kosmologia, która już na samym wstępie niewłaściwie zabiera się do dzieła (czyli źle zaczyna), nie tylko produkuje wątpliwe teorie, lecz także tchnie wątpliwości w nasze serca i osłabia naszą miłość istnienia. Mit kreacyjny mówiący o ciągu przypadkowych zdarzeń, które miały miejsce na przestrzeni niewyobrażalnie długiego czasu, sprawia, ze dusza człowieka Zachodu wzbija się tak wysoko, że sięga niemal stratosfery, gdzie oddychanie staje się niemożliwe. Nic dziwnego, że zwracamy się ku innym mitom, takim jak platońska opowieść o Erze, opowieści z Księgi Rodzaju czy kabalistyczne przypowieści o drzewie. Każdy z nich jest bowiem rodzajem mitycznego sprawozdania z tego, jak mają się sprawy, jak jest: odnajdują nas w mitach, które zstępując w dół, wchodzą w osobową duszę każdego z nas. Nic dziwnego zatem, że w odniesieniu do swojego mitu Platon powiada: „Może on i nas ocalić, jeżeli go posłuchamy”.

__________________________

James Hillman – Kod duszy

o prawdzie

„Dlatego konflikt ten jest odwieczny i należy go utrzymywać, jednostronność świadomości nieustannie musi być konfrontowana z tym paradoksem. Za każdym razem, gdy doświadcza się w swojej psychice prawdy jako takiej i jest się w stanie utrzymać ją w sobie przez jakiś czas, trzeba być gotowym, aby od niej odejść, ponieważ nie jest ona już dłużej ważna. Jak mówi Jung, każda prawda psychologiczna jest jedynie w połowie prawdą, a samo to również jest w połowie prawdą! Analityk musi zawsze dotrzymywać kroku własnej nieświadomości, musi być świadomie gotowy na porzucenie wszystkiego, co wcześniej osiągnął, a to odpowiada utrzymywaniu w swej psychice stałej dualistycznej postawy.”

_____________________________________

Marie-Louise von Franz (2015), „Alchemia. Wprowadzenie do symboliki i psychologii”, str. 18

e-jungian.pl >>

śnienie to mistyczne źródło życia

Mówi Ayya Khema, ale mogłaby to powiedzieć każda z prządek mądrości z tej książki, do której wracam, kiedy czuję, że lustro świata bardzo się zmąciło. W swoim notatniku ani razu chyba nie napisałam, że śnienie to mistyczne źródło życia, mistyczna, głęboka rzeczywistość, mieszcząca się tutaj, gdzie jesteśmy, ale widziana w innym wymiarze.

I śnienie to nie sny filmy nocne, które są tylko obrazkami, pocztówkami stamtąd.

Od dwudziestu pięciu lat medytuję, a przez ostatnie dziewięć intensywnie i doszłam do przekonania, że moje doświadczenie medytacyjne można określić jako mistyczne. Po przeczytaniu pism Mistrza Eckharta i świętej Teresy z Avila mogę stwierdzić, że poprzez mistyczne doświadczenia oparte na tradycji chrześcijańskiej osiągnęli oni wgląd w tę samą prawdę, którą i ja poznałam jako rzeczywistość ujawniającą się podczas medytacji.(…).
Doświadczenie mistyczne zdobyte przez kontemplację czy medytację umożliwia osiągnięcie takiego stanu świadomości, w którym człowiek nie opuszcza tego świata, lecz widzi go w odmiennym świetle. Mówiąc inaczej, mistyk odbiera inne tony. Jestem przekonana, że obecność takich ludzi jest konieczna w każdej cywilizacji i w każdych okolicznościach historycznych, w przeciwnym razie będziemy ubożsi i poszkodowani, nie mogąc czerpać korzyści z ich widzenia w innym wymiarze. Taki wymiar widzenia wykracza poza ten świat – nie odrzuca go, ale pozwala ujrzeć go takim, jaki rzeczywiście jest. Sądzę, że nigdy nie doszłoby do powstania religii, gdyby jej założyciel nie był mistykiem i nie miał świadomości, która jest bezgraniczna.

__________________________

Anne Bancroft – Prządki mądrości. Mistyczki XX wieku

ciemne podłoże świadomości

Są linie snów i śnienia. Jest niepoznawalne, ciemne podłoże zjawiska świadomości.  Mówił Jung.  Nie znamy istoty nieświadomości samej w sobie – obserwujemy jedynie pewne jej oddziaływania; sądząc po właściwościach tych oddziaływań odważamy się wysnuwać pewne wnioski co do natury psyche nieświadomej.

Jest ona nieposłuszna naszej woli (…) często pozostaje w jaskrawej sprzeczności wobec tendencji świadomości.

Ma swego rodzaju plan. Inny niż plany powzięte świadomie, bez konsultacji z tym, co podpowiada tamta ciemna strona.

Długie serie snów nie robią wrażenia pozbawionych sensu, niespójnych i jednorazowych wydarzeń następujących jedno po drugim, przeciwnie – objawiają się jako proces rozwoju lub porządkowania, przebiegający etapami, zgodnie z pewnym planem.

Przeglądam ten blog czasem jak długą serię snów, chociaż jest tu, jak dotąd, raczej tylko śnienie, nieświadomie rzucone zdania, bez świadomego zamiaru robione wypiski, bez wyraźnej intencji oglądane obrazy. Mimo luk, śnienie zachowuje swoją żelazną konsekwencję i  czasami czuję, dokąd płynie, ta jesień jest pod znakiem  „Krótkiego listu na długie pożegnanie”,  tytuł ten zresztą mi się przyśnił, a teraz widzę, że 13 listopada o godz. 8:21 rano napisałam u Baśki Trzybulskiej pod fotografią jej pracy, komentarz: zaczyna się. Pęka już ziemia, są szczeliny, zaczyna się coś. Po zamachach w Paryżu jesteśmy chyba już w jakimś nowym początku.

Zaczęłam szkicować opisy swoich snów od 9 listopada, jest tam  o łapaczce do snów   więc je łapię, kilka następnych nabazgrałam na razie  w zeszycie do snów.

Baśka Trzybulska 2@ Baśka Trzybulska | Facebook

________________________________

Carl Gustav Jung – Dynamika nieświadomości