baśnie radzieckie

Bardzo rano w niedzielę, gdy sroka skrzeczy w klonie zapiszę, że przed nocą przeczytałam „Baśnie Narodów ZSRR”, przedziwne wydanie. Ta piwnica ciągle jest sprzątana i otrzymuję stamtąd prezenty.  W każdej baśni jest jakieś przechytrzanie, jakieś czarowanie, jakaś rozgrywka z wiatrem i księżycem,  to jest dalekie od baśni Grimmów, które kiedyś złowrogo mi się przyśniwały, w snach był potem straszliwy dr Grimm, który ukrył za moją szafą skrzypce czy gitarę, wszyscy omijali jego połowę domu, bo był dom o dwu połowach:)

A tutaj, w baśniach krain, które były zawsze, nawet w czasach ZSRR,  są postacie czyniące zło, ale wiadomo, że im się nie uda, bo postacie czyniące dobro, czynią je z wielkim wdziękiem, a może wszędzie teraz widzę grę Pollyanny.

Baśń „Władca wiatrów” jest mimo straszliwej pogody, wichury & zamieci, naprawdę piękna.  I ciekawe, że do krainy baśniowej, gdzie ma się zdarzyć coś wyjątkowo zaczarowanego, przechodzi się przez labirynt uszu starej wiedźmy, nie w jednej to się dzieje baśni, tak jest w ogóle w tym świecie. Wchodzi się jednym uchem, a drugim wychodzi. Wpada się i wypada. A dwa psy wierne i prawdziwe nazywają się Akkułak i Aktyrnak i biegną na pomoc, to sroka je woła!!!

_______________________________________

Baśnie narodów ZSRR, Wydawnictwo „Raduga” Moskwa, Wydawnictwo TPPR „Współpraca” Warszawa, 1987