sny innych ludzi

wszystkie sny pochodzą z tej samej przestrzeni, nie są trzymane w bunkrach, dla każdego ego osobno, w dzień przenikają się jak mgła, wilgoć, dym, nocami są jak filmy puszczane w ciemnościach, sztuka śnienia znana jest też mitom i legendom. ten czyjś sen z lipca 2016r uzupełnia kilka obrazów, które widziałam w różnych czasach:

„Śniło mi się, że była wojna albo miała się zacząć. I były burze. Zastanawiałem się jak to będzie, jeśli zrzucona bomba atomowa spadnie np. na Muranów, a my z moją dziewczyną będziemy w tramwaju na Moście Poniatowskiego. Pomyślałem, że to będzie tak jak na karuzeli, że tramwaj pofrunie do góry i będzie to przyjemne uczucie nieważkości, a później umrzemy, ale wcześniej będziemy się trzymać za ręce i śmiać. I że trzeba się śmiać z tego i cieszyć tą sekundą, której nikt wcześniej ani później nie przeżył. Bomba na szczęście nie spadła choć coś widziało w powietrzu. Później byłem w Łodzi i wchodziłem do moich rodziców po schodach w bloku. Budynek stał, ale drzwi do wszystkich mieszkań były otwarte, na klatce leżały liście i gałęzie, nie paliło się światło. Był półmrok i miałem obawy, że nikogo nie będzie w domu, że moi rodzice już tam nie mieszkają. Wszedłem do mieszkania, nie było okien, podłoga balkonu była pokruszona i wystawały z niej pręty zbrojeniowe. Zamknąłem drzwi na zamek i czekałem na nich, choć widziałem po kurzu na meblach, że nikt tu dawno nie mieszkał. Później siedziałem na ławce w starym parku w czeskiej Pradze i obserwowałem trzech młodych, dwudziestokilkuletnich chłopaków, którzy stali trochę dalej nad stawem. Przyszedł ktoś do nich i dawał im coś z torebki foliowej. Ta osoba odeszła, a oni zaczęli się słaniać na nogach i jednocześnie wchodzić do tego stawu, pełnego mułu i wodorostów. Tracili przytomność i znikali pod wodą. Ludzie spoglądali w ich kierunku nieufnie, próbowałem odblokować telefon, żeby wezwać pomoc, ale nie mogłem wprowadzić zabezpieczającego kodu. To były długie minuty, zastanawiałem się ile czasu mózg może nie umrzeć bez tlenu. Trzy minuty? Przecież wyłowią trupy, ci młodzi goście nie żyją. I nagle do tego stawu wbiegły galopujące białe konie. Trochę się bałem, że ich stratują kopytami, ale była nadzieja, że ich jakoś ocucą biegnąc po nich pod wodą i może któryś wypłynie. Ale staw się uspokoił i nikt nie wypłynął.”

 _____________________________
Śniło mi się, że | Facebook

karmienie demonów, terapia traumy z XI wieku

Trauma istniała od zawsze, choć miała różne imiona. I od zawsze istniały metody jej leczenia, choć przed zaistnieniem psychoterapii zajmowali się nią mnisi i mniszki różnych kultur duchowych oraz lokalni szamani i szamanki. Tak było od tysięcy lat i tak jest nadal w wielu częściach świata. (…).

Lama Tsultrim Allione opracowała pięciostopniową metodę przekształcania demonów w sprzymierzeńców, czyli – jak pisze w książce „Nakarmić swoje demony”- przekształcania zablokowanej energii w dostępną energię życia. Toż to czyste Somatic Experiencing! Karmienie demonów bowiem wcale ich nie wzmacnia, podobnie jak leczenie traumy, nie może traumatyzować. Bo nie karmimy ich tym, czego one chcą, o nie! (np. chcą ciągle słuchać radia w tle) Pytamy je natomiast, czego potrzebują (np. nie słyszeć własnych myśli) Dociekamy jeszcze, co poczują, kiedy już dostaną to, czego potrzebują (np. poczują spokój) I dopiero tym, czyli spokojem, je karmimy. I to do syta!!

Jak? Wyobrażając sobie, że nasze ciało się rozpuszcza w nektar, którym karmimy demona tak długo aż się w pełni nasyci. To bardzo buddyjskie. Przekształcanie ciała w inną substancję, upłynnianie i udrażnianie przepływu zarówno we własnym ciele jak i pomiędzy ciałami, czy innymi obiektami, jest częścią wielu buddyjskich praktyk duchowych. W istocie idzie o przekroczenie dualizmu ja-to, ja-demon, i odczucie, że wszystko jest tym samym. Karmiąc demona, dostarczamy swojej cierpiącej a odszczepionej części, drogocennej substancji duchowej, zwykle są to: spokój, miłość, ukojenie, jasność, radość, itp. (…).

Jak to dokładnie przebiega, opisane jest dalej w artykule Małgorzaty Sieczkowskiej na stronie terapiatraumy.pl  >>

Zarys własnej praktyki Karmienie Demonów można znaleźć na stronie taramandalapoland >>

tu się zaczyna do definicji demona:

Gdy poproszono Maczig o definicję demona, odpowiedziała tak: „Demony to nie są realnie istniejące, wielkie, czarne budzące przerażenie stworzenia. Demonem jest wszystko to, co uniemożliwia nam wyzwolenie”.

Fragment z  książki “Nakarmić swoje demony – starożytna wiedza rozwiązywania wewnętrznego konfliktu”. Lama Tsultrim Allione

sen o wyborach

„Śniło mi się, że byłam na wyborach. Dostaliśmy arkusze, w których najpierw trzeba było wypełnić krzyżówki. Następnie zaprojektować schronienie dla dużego ptactwa. Dopiero potem można było zagłosować. Im więcej miało się punktów z „testu”, tym bardziej głos się liczył.”

________________________

Śniło mi się, że | Facebook

wszystkie siły na to idą

Ona mówi, że świat, jako obraz nieszczęścia, nie jest całym światem, chociaż nieszczęścia są prawdziwe, jest ich bezmiar i wszystkie siły na to idą:

W tym, co pani przeżywa, jest więcej momentów przygnębiających czy dobrych?

– Absolutnie tych dobrych. Bóg obdarzył mnie mocą, która pozwala szybko przebić się przez obraz nieszczęścia i od razu myśleć, jak mogę pomóc. Mam w pamięci np. widok zniszczonego Groznego: ludzie żyjący w ruinach, bez wody, jedzenia, w nędzy. Szpitale bez prądu, a obok hałdy szpitalnych śmieci, w których roi się od szczurów i robaków, psy i koty wyjadające szczątki. Pierwsza reakcja to przeraźliwy smutek. Ale zaraz po nim następuje mobilizacja do pomocy. Wszystkie siły na to idą.

Janina Ochojska,  tutaj rozmowa o sprawach ludzkich na skalę światową >>

cywilizacja snu

Tabu dawno nie jest już seks. Coraz mniej śmierć. Pozostaje lekceważenie tej strony życia, gdzie panują sny. Neil Gaiman rozumie, że w takich przypadkach dobrze jest zacząć do komiksów, a nie opowiadać o prawdziwym życiu snów w drogocennych księgach. Najpierw musi się to zakradnąć jako możliwość fantastyczna. Potem coś znacznie więcej.  Oprócz  cywilizacji jawnej istnieje nieznana i nieuznawana cywilizacja snu:

Do licha, proszę rozejrzeć się wokoło – siedzimy w restauracji luksusowego hotelu, wokół nas mnóstwo bardzo ważnych ludzi… Ale wszyscy oni, nawet ci w ładnych garniturach, nawet ci z laptopami – dziś wieczorem zamkną oczy i pogrążą się w wielogodzinnym szaleństwie, odejdą do krainy czystej irracjonalności… Gdybyśmy opisywali nasze życie istotom z innej planety, jestem pewien, że właśnie to, że śnimy, uznałyby za naszą najciekawszą cechę. A jednocześnie jest to to, o czym w zasadzie w ogóle nie rozmawiamy. Nie dlatego, że to jest temat tabu. Tematami tabu są seks i śmierć, ale częściej te tematy padają w potocznych rozmowach niż „miałem dzisiaj taki niezwykły sen”. Nie rozmawiamy o tym, bo zupełnie tego nie rozumiemy. Czasem dzwonimy do kogoś bliskiego, bo mieliśmy o nim dziwny sen i nie odważamy się nawet przyznać, jaki był prawdziwy powód tego telefonu – bo my nie wiemy nie tylko tego, jakie znaczenie mają sny, ale nawet tego, czy w ogóle jakieś mają. Cała nasza nauka, cała nasza cywilizacja kończy się w chwili, w której zamkniemy oczy w łóżku….

___________________________

źródło: „Wysokie Obcasy”, nie wiem kiedy

strategia odyseusza

Zauważyłam dobre czytanie i nie jest to o starożytności, ma ważność teraz: Strategia_Odyseusza >>
O twórczym lenistwie i żeby się wreszcie zatrzymać, a więc o tym, o czym wszyscy wiedzą, ale machina jest rozpędzona.

Antidotum na rozproszenie i pośpiech to odrzucenie większości możliwości, jakie mamy w życiu – radzi Ulrich Schnabel, autor książki ”Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia”

Ładnie się nazywa ta strategia i syreny śpiewają. Odrzucenie większości z tego, co można. Robię to.

smocze linie w krainie snów

Wydawało mi się, że był to pierwszy smok moich snów, ale na wszelki wypadek sprawdziłam zapiski. Nie był pierwszy. Dawno temu, na początku snów, pojawiły się smoczki dla dzieci w kształcie smoków. Potem model kosmicznego smoka, zabawka dziwnie ruszająca głową, nie wiadomo, czy potakując, czy grożąc, smok ten wciągał i wyciągał szyję: potem trzeba było komuś uciąć głowę i ten smok był dany na wzór, jak to zrobić. O, tak. Nastąpiło potem coś gwałtownego w jawie. Kilka lat później smoki stały się zupełnie inne, piękne, zielone, roślinne, widziane w słońcu, nad wodą. W domu niedługo zjawiła się dracena, smocze drzewo. Następnie oglądałam we śnie chińskie wyroby z laki malowane w smoki. Innym razem weszłam do wróżalni z drzwiami w smoki wyrzeźbione, a czego tam się dowiedziałam, miało na pewno się spełnić. Był jeszcze zły smok ziejący fioletową substancją zalepiającą wszystkie drzwi i okna w domach, w czasie, który prywatnie nazywam czasem zatrzymanym i ogromny pojazd, który wynurzył się z bocznej uliczki, wyglądał jak gigantyczny smok i rozjeżdżał wszystko, co na jego drodze.

Wszystkie te smoki ukazywały się poprzedzielane latami. Ten ostatni gigant wtargnął ponad rok temu i teraz widzę, że jego gwałtowność mogła być zniecierpliwieniem, że trzymam go w niedobrej sytuacji. Zrozumiałam. Dał mi siłę, aby to zmienić. Od tego czasu stał się smokiem  złotym i  łagodnym, który jakby po prostu tędy tylko idzie. Chociaż nie wierzę, że smoki, z tą swoją potężną energią wchodzą do snów tylko po to, żeby się przejść i coś jeszcze raczej o tym będzie.

Na razie przypominają mi, że w krainie snów też są smocze linie, o jakich mówią Chińczycy i Aborygeni:

Ponieważ w Europie jest mnóstwo miejsc, z którymi związane są legendy o smokach, badacze angielscy, chcący zrozumieć ich genezę, zainteresowali się chińską tradycją. Okazało się, że według jej najdawniejszych przekazów cała kula ziemska jest pokryta liniami, zwanymi lung-mei (ścieżkami smoka), wytyczonymi przez bogów stworzycieli i wielkiego pierwotnego węża-smoka, strażnika życia. Razem tworzyły one sieć energetyczną obejmującą Ziemię, a jej ważnymi punktami były niektóre wzgórza i miejsca mocy oznaczane budowlami ze skał.

Jedno z takich wzgórz znajduje się pod Pekinem. Cesarz wspinał się na nie co roku z dworem, astronomami i kapłanami, aby dokonać tam rytualnego wyznaczenia przecinającego cesarstwo południka, od którego zależała święta geometria kraju. System linii był ściśle związany z pozycjami Słońca, Księżyca i gwiazd. W efekcie cały krajobraz Chin był jakby zdrenowany siecią niewidzialnych kanałów, wzdłuż których płynął „prąd smoka”, będący połączeniem prądów emanowanych przez Ziemię i ciała niebieskie. (…).

Niebawem odkryto, że podobną wiedzę pielęgnują Aborygeni australijscy. Pamiętają oni i wskazują ścieżki, po których poruszali się bogowie, kiedy stwarzali wzgórza, góry, rzeki i doliny. Są przekonani, że i dzisiaj ożywia te trakty przepływająca nimi energia, budząca do życia rośliny i zwierzęta. Każdego roku odprawiają rytuały, aby zapewnić jej powrót: rysują lub rzeźbią mapy tych linii i kontemplują je – potrafią dzięki temu przewidzieć przybycie z daleka obcych czy burzę.
Potem okazało się, że również amerykańscy Indianie Hopi używają niewidzialnych, ale stałych linii jako przewodów mentalnej komunikacji między grupami plemiennymi. Także we Francji i Irlandii ludowe przekazy mówią o czarodziejskich szlakach, pokrywających się czasem z odcinkami starych dróg. W niektóre dni podobno przebiega nimi niewidzialna siła. Wówczas każdy, kto znajdzie się na jej drodze, może być śmiertelnie porażony lub zniknąć bez śladu.

kodczasu.pl >>