zrozumieć cierpienie, zrobić radość

Jest coś kojącego w tym, że ktoś to wie. Psychiatra, który mając przez dziesiątki lat kontakt z najcięższą stroną ludzkiego losu nie jest zdystansowany ani neutralny, mówi od siebie, przeżywa wszystko osobiście. Nie wiem, czy byłby tak słuchany i czytany, gdyby przed upadkiem we własne cierpienie nie zdobył wybitnej pozycji jako lekarz i naukowiec.

O depresji, którą psychiatria uważa za jednostkę chorobową, pisze, że nazywanie jej chorobą jest rodzajem przemocy. Wiele lat poświęcił badaniu biologii mózgu i wie, że występowanie depresji wiąże się z niewielkim uszkodzeniem biochemicznym, jak zwykło się mówić, wiąże się, ale nie wiadomo, co jest czego przyczyną, więc on (…) domaga się, aby depresja była „phenomene humain” i utrzymała swój ludzki wymiar, będący splotem tego, co zachodzi w mózgu i w środowisku, w jakim żyje człowiek. Na tym polega oryginalność ludzkiego doświadczenia.

Nie przyjmuję do wiadomości – mówi –  że moje cierpienie z powodu śmierci ojca jest spowodowane brakiem dopaminy. Życie można sprowadzić do DNA, jednak doświadczenie życia, aż po twórczość poetycką, nie ogranicza się do DNA, nawet jeżeli bez niego by nie istniało.(…). Nie wierzę, by za to wszystko były odpowiedzialne chore komórki; nigdy tego zresztą w pełni nie udowodniono (…).

Nie potrafię traktować depresji jako choroby. Nie uważam, że człowiek płaczący w obozie zagłady był chory, a normalny to ten, który liczył zmarłych i wypełniał formularze (…). Dlaczego depresję uważa się za patologię, a nie uważa się za nią chłodu, z jakim ktoś przygląda się śmierci podczas straszliwej wojny, która zarazem schlebia ludzkiej chęci zysków i próżności? (…).

Depresja jest – przede wszystkim i niezależnie od wszelkich nakładanych na nią etykiet – doświadczeniem cierpienia. Z doświadczeniem tym wiąże się poezja i wiele innych twórczych poczynań człowieka. To paraliżujące poczucie śmierci, które pozbawia odwagi życia. Tak jakby życie było złem. Przepiękny wiersz Ungarettiego mówi: „Za śmierć płaci się żyjąc”. Życie jest „imago mortis”, a więc sytuacją przesyconą cierpieniem. To koncepcja zupełnie inna od tej, jaką ma beztroski hulaka, którego życie podnieca, lecz który nie zdaje sobie sprawy z tego, że je trwoni i nie dostrzega zła, jakie wyrządza innym.

Chciałam to mieć zanotowane. Książka ta nie jest literaturą piękną, ale osobiste obserwacje mają piękno.  Spostrzeżenia różnią się od oficjalnych. I to, że jeden z psychiatrów zmęczony cierpieniem, jakby niczego innego wokół niego nie było przez całe życie, siada i pisze o tym jak zwykły człowiek, każe mi to czytać.

Ostatni rozdział książki jest o radości.  Mówi, że nie pisał tych setek stron, aby pochwalać cierpienie, pisał po to, aby je zrozumieć i  pomyśleć przynajmniej o jakimś planie usunięcia cierpienia skrajnego i zbytecznego.(…). Musi być jakiś projekt radości dla świata. (…). Radość nie kojarzy mi się z wielkimi przedsięwzięciami (…).

Dalej mówi same oczywistości, przyznaje. Banalne rzeczy są przynajmniej sprawdzone, wciąż się do tego dochodzi. Mówi np. że istnieje radość dawania siebie, a nie tego, co się ma. Tak wszyscy mówią, ale z jakiegoś powodu to wielka rzadkość. Więc na końcu jest bezradne zdanie: Czuję się trochę jak Francis Bacon – malarz zdeformowanych twarzy, scen naznaczonych okropieństwem, obliczy niemalże nierozpoznawalnych, który pewnego dnia napisał: „Całe życie próbowałem namalować uśmiech”.

__________________________________

Vittorino Andreoli – Zrozumieć cierpienie

fantastyczna logika snów

Skończyłam czytać „Pałac lodowy” w obecności 13 celsjuszów mrozu i wróciłam do illogicznych światów Borgesa, czyli światów żelaznej logiki, takiej, jaką charakteryzują się sny. Przy okazji wraca się tu do Sherlocka Holmesa i Umberto Eco, który o nich wszystkich pisze.  W sieci to występuje w grach, myślę, że i tak wszyscy w to gramy świadomie albo nie: wtedy grają sny.  Tak właśnie one się zachowują,  umysł snu taki jest,  Jung by się ucieszył na ten esej.  Przy czym w  myśleniu o snach i nieświadomości ważne jest ostatnie zacytowane tu zdanie:

Poruszenia naszego dociekającego umysłu są posłuszne tym samym prawom, które dotyczą rzeczywistości. (…). Jeśli detektyw zagłębia się w umysł mordercy, nie może nie dotrzeć do punktu, do którego dociera morderca.  W tym spinozjańskim świecie detektyw nie tylko rozumie, co morderca zrobił (nie mógł postąpić inaczej, jeśli istnieje logika umysłu i logika rzeczy). W tym spinozjańskim świecie detektyw wie nawet, co morderca zrobi jutro. I będzie go oczekiwał w miejscu planowanej zbrodni.

Lecz identycznie może rozumować morderca. Może na przykład sprawić, że jego przeciwnik będzie go oczekiwał na miejscu planowanej zbrodni. Tylko że wówczas z detektywa stanie się ofiarą.

To własnie występuje w wielu opowiadaniach Borgesa.

W świecie Borgesa poszczególne umysły rozumują zgodnie z regułami sformułowanymi przez Bibliotekę. Lecz ta Biblioteka nazywa się Babel. Jej reguły nie są regułami nauki neopozytywistycznej, są to reguły paradoksalne. Logika (ta sama) Umysłu i Logika Świata są illogiką. Żelazną logiką. Tylko pod takim warunkiem Pierre Menard może napisać na nowo tego samego „Don Kichota”. Lecz, niestety, tylko pod takim warunkiem ten sam „Don Kichot ” będzie „Don Kichotem” odmiennym.

Co jest niewzruszenie illogicznego we wszechświecie Borgesa i co pozwala don Isidorowi rekonstruować z niewzruszoną illogiką procesy równie illogicznego świata zewnętrznego? Świat Borgesa funkcjonuje w oparciu o reguły inscenizacji lub też fikcji. (…).

Don Isidoro odkrywa zawsze, że to, co spotkało jego klienta, było sekwencją zdarzeń zaprojektowanych przez inny umysł. Odkrywa, że poruszali się oni w ramie pewnej opowieści i zgodnie z regułami opowieści, że byli nieświadomymi osobami już napisanego dramatu. Don Isidoro odkrywa „prawdę”, ponieważ zarówno on, jak i przedmiot jego analizy przestrzegają tych samych reguł fikcji. (…).

Nie natrafiamy tu na przypadek lub też na Przeznaczenie, zawsze znajdujemy się wewnątrz intrygi  (kosmicznej lub sytuacyjnej) obmyślonej przez jakiś inny Umysł w zgodzie z fantastyczną logiką która jest logiką Biblioteki.

Oto co miałem na myśli, kiedy mówiłem o mechanizmie domniemania w spinozjańskim świecie na opak. Naturalnie „na opak” w rozumieniu Spinozy, nie Borgesa. W rozumieniu Borgesa ów świat, w którym detektyw i morderca zawsze na końcu się spotkają, ponieważ kierowali się tą samą fantastyczną illogiką, to najzdrowszy i najprawdziwszy ze światów.

____________________________________________

Umberto Eco –  Po drugiej stronie lustra i inne eseje

światy strukturalnie możliwe

Nagle okazało się, że mogę przeczytać parę esejów Umberto Eco z tej właśnie lustrzanej książki, którą odłożyłam na czas niewiadomy. Chyba zadecydowało to, czym są dla niego światy strukturalnie możliwe i to, co napisał o Borgesie. Nie chce mi się teraz nic cytować, a tym bardziej opisywać. Ale Borges. Tak,  to żelazna logika Borgesa ratuje zmysł racjonalności Umberto Eco, a musi być on ratowany.  Dla niektórych istnieje fikcja i jakieś światy na opak, dla innych istnieją  naprawdę wszystkie światy, z jakimi tylko przyjdzie nam się zetknąć obojętnie w jaki sposób.  Lecz w takim razie czym są rzeczy? I czym jest literatura w odniesieniu do rzeczy? Umberto Eco nie odpowiada na to,  mówi tylko, że warto się nad tym zastanowić, wydaje się, że od rzeczy blisko  jest do rzeczywistości, ale nie pójdę za tym, to pułapka.  Coś warto byłoby streścić, co dotyczy Uqbaru i to, co jest o logice i białych fasolkach w worku.

______________________________________________

Umberto Eco – Po drugiej stronie lustra i inne eseje

więcej:

poeta zostawia biel wokół słowa >>

fantastyczna logika snów >>

poeta zostawia biel wokół słowa

Miałam chęć napisać, jak bardzo nie lubię czytać Umberto Eco, jak bardzo moja niechęć obejmuje wszystkie jego książki, jakich spróbowałam, jak dziwię się, dlaczego ta niechęć jest tak mocna i odżywa na sam widok długich zdań, z których powykreślałabym połowę. Może jest w tej prozie jakieś śnienie dla mnie. Nawet zwyczajnie  napisane  „Imię róży” odłożyłam. Teraz uparłam się przeczytać rozdział „Znak poezji i znak prozy”w  książce o dobrym, lustrzanym tytule, który mnie skusił. Może to jest dla mnie za trudne.  Umberto Eco analizuje metafory, metonimie, drobne ciekawostki, w prozie wyrażenie nagina się do treści, w poezji słowa są dobierane przez rytm,  to prawda. Następuje ogromna ilość nieznanych mi przykładów, mogę sobie darować.  Doczytuję do końca, gdzie mówi o sytuacjach granicznych między poezją i prozą, czyli przypadkach aktualizowania trybu poetyckiego w prozie i na odwrót. Wreszcie z ulgą czytam ostatni akapit: Dlaczego poeta przechodzi do nowego wersu, mimo, że nie kończy mu się miejsce?  I dopiero teraz coś mnie elektryzuje, i zawracam do zdania gdzieś na początku, że właśnie poprzez odnajdywanie, produkowanie lub usuwanie bieli wokół słowa (albo zastępowanie bieli milczeniem, kończenie wersu pauzą oddechową) ustala się różnicę między prozą a poezją. Pisze, że na to pytanie chyba właśnie odpowiedział, a ja dopiero teraz czuję, że na szczęście wcale nie,  za to dał mi szansę, żebym w tę biel wokół słowa zanurkowała sama, bo z jego wyjaśnień nic nie pamiętam. Poeta pozostawia biel wokół słowa. Nie niszczy jej, nie zapełnia byle czym. Zostawia biel. Miejsce na oddech, na ciszę, na poezję, która drzemie w nas, czy jakoś tak. W tym, co pisze Eco nie ma zostawionej bieli.

________________________________________

Umberto Eco – Po drugiej stronie lustra i inne eseje

koniec świata wg umberto eco

Natknęłam się na kartki wyrwane z Newsweeka 7 stycznia 2007 roku ze snem Umberto Eco o końcu świata. Końce świata znane są snom wielu ludzi, ale sen Umberto Eco jest bardzo podobny do jawnej fantazji i zaczyna się od tego, że następuje globalny blackout, który paraliżuje cywilizowany świat i w szalonym poszukiwaniu ludzi odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, a także z chęci odparcia zagrożenia, rozpętuje się wojna globalna. Skutkiem tej wojny są wielkie obszary wyludnione i zniknięcie połowy ludzkości. Eco uważa, że w snach jesteśmy egoistami, z czym absolutnie się nie zgadzam, w snach, a może zwłaszcza w snach, istnieją różne punkty widzenia, nie tylko nasz jeden. Dalej rozwija więc swój sen fantazjując o tym, co spotyka nas i to, co nasze. Jego wersja tego, co będzie po końcu świata nie odbiega od głównego nurtu takich fantazji, świat zaczyna coraz konkretniej uzgadniać swój koniec. Znika więc telewizja i internet, a łączność radiowa ocaleje. Ocaleją stare książki, ping-pong i szkółki wiejskie.Powrócą wiatraki, melodie ludowe i wełniane rękawice. W gruncie rzeczy odradza się Złoty Wiek, mówi Eco, chociaż bez Luwru i Bazyliki św. Piotra, a Nowy Jork w całości zmienia się w Bronx. Pewien oniromanta mówi jednak, że nawet tego można by uniknąć, jeżeli zdołamy powściągnąć konsumpcję i zaniechać przemocy…, mówi, że temu właśnie służą sny; trzeba mieć odwagę, żeby na chwilę przystanąć i uniknąć ich spełnienia. Sny dopuszczają taką możliwość, bo zawsze pozostają z nami we wzajemności, ale ich mądrość jest całkiem inna od tej, którą zna świadomy umysł i wcale nie po to są, aby się spełniać czy nie spełniać.

niewidzialne miasto

Wydaje się,  jakby internet był o tej porze czymś o wiele większym niż dane mi było dotąd poznać. Otaczają mnie nieznane wymiary rzeczywistości, o ile to ona. Czarno. Grunt suchy. Coś się wydostaje. Przypomina mi to jakieś  „Niewidzialne miasto” z tych , które opisuje Italo Calvino, chociaż widoczność, z powodu panującej elektryczności, całkiem dobra:

Nie jest powiedziane, że Kublaj-chan wierzy we wszystko, co opowiada mu Marko Polo, opisując miasta, które odwiedził podczas spełniania swoich misji, ale bez wątpienia władca Tatarów słucha młodego Wenecjanina pilniej i uważniej niż któregokolwiek ze swych posłów czy wysłanników. W życiu monarchów jest chwila, która przychodzi w ślad za uczuciem dumy z ogromu podbitych terytoriów, po melancholii i uldze wywołanej świadomością, że już wkrótce zrezygnujemy z poznawania ich i pojmowania, odczucie niby pustki, które ogarnia nas pewnego wieczoru wraz z zapachem słoni po deszczu i popiołu z drzewa sandałowego stygnącego w kadzielnicach; zawrót głowy, który wprawia w drżenie rzeki i góry, wypisane na płowych grzbietach planisfer, skręca w zwitek doniesienia o coraz to nowych klęskach, ponoszonych przez ostatnie nieprzyjacielskie oddziały i łuszczy lak na pieczęciach królów nie znanych nam nawet  z imienia (…).

__________________________________

Italo Calvino – Niewidzialne miasta