Archive for the ‘literówki’ Category

o skręcaniu wiersza

Posted: Wrzesień 18, 2018 in literatura polska, literówki
Tagi: ,

„Tajny dziennik” Białoszewskiego dwa lata temu wydawał mi się mało białoszewski, teraz znowu bardzo, jakby zmieniły się zdaniowatości, chyba przecież moje, bo w „Tajnym dzienniku” raczej zdań nie przybyło ani nie ubyło.

Białoszewski wiedział, że chodzi o wiersz, a nie o niego samego w wierszu; trochę podobnie nauczał Budda, aby mówić tylko to, co konieczne, prawdziwe i  życzliwe, a jeśli nie Budda, to pewna znana mi osoba.

Wypisek o skręcaniu wiersza:

Moje ostatnie wiersze.
Chodzi o to, żeby miały luz, nie zapychały odbiorcy – ale żeby były ścisłe w siatce konieczności.
Żeby nie przenosić sytuacji w co innego, w coś wtórnego. Ani nie robić rusztowań z obcych przedmiotów, niewchodzących w grę bezpośrednio (chyba że coś ważnego z przypomnienia na tę okoliczność). Więc gospodarować zastanym (przy mnie i we mnie), bo i nie dodawać nic do swojego stanu.
Starać się schwytać w tej kolejności i na gorąco.

Napięcia (powód wiersza).
Ja – sytuacja.
Przestawianie, „ulepszanie” (przechytrzanie) mści się.
Jednak trzeba wydłubywać niepotrzebnostki, wiązania niekonieczne, zdaniowatości, które zwalniają tempo.
Ma być często jeden skręt (jedno skręcenie, jak bielizny w wyżęciu).
Zauważyłem, że kiedy mi nie rośnie wiersz, a tylko kolejność i już tracę pewność, czy był powód – bo nieraz wystarczy jeden większy element, nieraz kilka elementów prowadzących do zadziałania razem na końcu – kiedy więc w tym ciągu dalszym, końcowym nagle zjawi się coś wizyjniejszego i ja staram się tym skręcić ostatecznie wiersz, ukręcić, a nie wiem ostatecznie co, jak, nagle okręca mi się to słowami w dużą sprężynę, monumentalnieje. A więc złapałem to konieczne. Albo wypuściłem, bo dostałem skrzydeł.

____________________________

Miron Białoszewski – Tajny dziennik

nie ma sensu czytać tyle, mówi Białoszewski >>

Reklamy

Było to w czasie, kiedy malowałam sny kredkami bambino, malowanie jest dla mnie za trudne, przeszłam na szkice, mapy snów, przy okazji odkryłam na nowo jak powstają wizje.  W jakiś czas potem czytałam „Wizje”Junga i natknęłam się na opis dokładny, nawiasem mówiąc sądzę, że wszystkie dzieci to wiedzą, ale dorośli zapominają w okamgnieniu i myślą, że się zwariowało.
Jung opowiedział swoją historię o tym, jak uruchamiają się wizje. Sen pamiętany jest jak kadr z filmu, jak pocztówka od nieświadomości: raczej nieruchomo. Można go rozwijać na jawie, od miejsca, gdzie zauważymy czy zapamiętamy ruch, ruch jest energią i prowadzi, wizje są ruchome.

Chciałbym wam tu opowiedzieć o własnym przeżyciu z czasu, gdy byłem małym chłopcem, jeszcze nie chodziłem do szkoły. Co tydzień w niedzielę spędzałem ranek u starej ciotki, która miała staromodny salon z cudownymi miedziorytami. Zawsze spoglądałem na nie z ogromnym zainteresowaniem. Jeden przedstawiał wiejską plebanię: z budynku probostwa wychodził pastor w sutannie – najwyraźniej udawał się do kościoła; właśnie zatrzasnął drzwi, schodził po schodach na drogę. Przypatrywałem się mu z wielką uwagą, ponieważ był to taki interesujący staruszek. Pewnego razu stwierdziłem, że naprawdę porusza się, że schodzi po schodach. Zawołałem do ciotki: „On idzie!”. Ciotka stwierdziła rzecz jasna, że to niemożliwe. „Ale ja widzę, jak on idzie, on z pewnością schodzi po stopniach!”. Po owym incydencie co tydzień w niedzielę miałem frajdę patrząc, jak staruszek schodzi po schodach. Jeśli dostatecznie długo będziecie się wpatrywali w obraz, przekonacie się, że on ożywa. Jeśli nie zacznie żyć, to oznacza to, że popełniliście jakiś błąd, że niedostatecznie przenieśliscie sie w obraz. Z tego względu Starożytni byli przekonani, że posąg boga coś mówi czy porusza głową, mimo że był to bożek wyryty w kamieniu. Ludzie płacili ciężkie pieniądze, by móc wspiąć się po drabinie i szepnąć bogu do ucha coś, co leżało im na sercu, byli bowiem przekonani, że bóg usłyszy i udzieli odpowiedzi, czy że w każdym razie ruszy głową. Znamy niezliczenie wiele historii o tym, jak obraz czy posąg odpowiedział swemu wyznawcy.

______________________________
C.G. Jung – Wizje t.1 str 167

Spotkało mnie dziwne, nieduże zrządzenie i biorę to za znak, chociaż nie wiem dokładnie jaki, bo znaki co prawda są drogowskazami, ale przecież nie drogą. Najbardziej przemawia do mnie droga okruchów z bajki, chociaż te okruchy w jakiejś wersji były zjadane przez ptaki i zostawał do obejścia cały las. Okruchy snów nie są jednak zjadane. W ostatnich snach sprzątanie, pusty dom, na podłodze resztki sznurków i paprochy, a dziś kurs ciągłości snów, zauważania drobnych wydarzeń i wklejania tych wydarzeń do białych albumów o twardych kartkach, aby łatwiej było widzieć, jak uchwytny jest to proces i jak nieprzerwany. Do tego ulubiona posadzka snów, yin i yang, w biało-czarną szachownicę. Dopiero teraz przypomniałam sobie ten sen, kiedy przez dwie godziny robiłam w jawie coś na rzecz ciągłości.

[markiza zawsze wychodzi o piątej]

Próba techniczna.
W „Pergamonii” było takie zdanie:
Pergamonia jest piękna i naznaczona posmakiem wieczności.
Ten bohomaz jest na pochmurność dzisiejszego dnia, Pergamonia nie ma z nim nic wspólnego.

 

Wychodzi coś takiego, kiedy próbuję przedstawić to w obrazie. Obraz świata jest tak zanurzony w sobie samym, że nie odróżnia, co jest czym.
To, co wyobrażone, śnione, okazuje się równocześnie rzeczywiste w taki sposób, w jaki dana rzeczywistość jest.
To nudne wyjaśnienie bohomazów też podlega temu samemu zjawisku: że po prostu nie można oddzielić.
Inna możliwość: że to bohomazy na nas patrzą:)

 

flashmob dla widuna

Posted: Sierpień 26, 2018 in literówki
Tagi: , ,

na urodziny, które będę obchodzić zawsze

lubił, kiedy ludzie tańczą na ulicach

jest tu mała filia jego bloga
https://opisy.wordpress.com/filia-uroczyska-widuna/

niedługo sto lat

jeszcze nie ośmieliłam się w śnieniu świata spisać snów o świecie, tam też jest świat, o czym wszyscy wiedzą, ale traktuje się go jak pustkę bez treści życia: tak nie jest.

absolutorium dla snów było już dawno, pierwszy ślad w Praobrazach:

W miejscu gęstej, słonecznej zieleni,
w tajemniczym zakątku ciemnym i jasnym równocześnie,
czekamy, aż otworzy się przejście.
Żelazna krata z wąskimi strugami rdzy trochę skrzypi.
Wewnątrz miejsce zawiera gabinet, siłownię, pracownię,
szarą, miękko wyłożoną klatkę.
Coś się tutaj odbywało i przestało?
Wyścig szczurów?
Seminarium pod nazwą „Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś”?
Demonstracje przypadków, omawianie prac, prac opartych na faktach?
Przechodzi profesorka w białym fartuchu.
Mówi, że następnym razem mogłabym już przynieść
do przejrzenia swoje „Absolutorium dla snów”,
bo najprawdopodobniej dość dużo napisałam,
ale mówię: nie, to dla mnie za wcześnie, jeszcze nie czas.
Profesorka wychodzi, zamyka za sobą drzwi.
Wtedy myślę, że jesteśmy we śnie,
a w snach wiedzę ma kto inny niż ja.

Teraz czas na sny o świecie.

coś w śnieniu świata porusza się i zmienia.
nie piszę tu, a nieznane osoby znajdują stronę na fejsbuku.
muszę to zauważyć.
świat przestał mówić: jestem niewidzialny, niewidzialny.
przedostaje się.
powinnam napisać o papudze pana Flauberta, a właściwie dwu papugach, aby dać dobry przykład tego, co jest śnieniem, na razie zostawię to tak: nie ma jednej definicji,
możliwe, że w ogóle obejdzie się bez definicji, śnienie wydaje się porozrywane,
popękane, może jest powód do niepokoju o śnienie, o gęstość śnienia
w tym pasmie czasowym, w jakim się znajdujemy,
śniło mi się dziś, że ktoś zostawił klucze w drzwiach.

10 rocznica na WordPress.com
Twoja rocznica na WordPress.com! Wszystkiego najlepszego!
Zarejestrowałeś się na WordPress.com 10 lat temu.
Dziękujemy, że latasz z nami. Życzymy powodzenia w prowadzeniu bloga!
była wtedy olimpiada chińska pod hasłem one world, one dream, w niebezpieczeństwie takiego myślenia zrobiłam ten blog, tego samego dnia wybuchła wojna w Gruzji, a dokładnie w Osetii Południowej, teraz nazywana małą wojną, były igrzyska i była wojna, notowałam te równoczesne wydarzenia, a świat był coraz dalszy od wspólnego snu.
tych zapisków już tu nie ma, były czytane jak nienormalne sprawozdania z olimpiady w Pekinie, opatrzone zdjęciami z Gruzji.
resztę wydarzeń 2008r opisałam w „Praobrazach”, jest tam również parę zdań o tym:

W książce Jung Chang[1] czytam o Mandżurii po drugiej wojnie światowej, przechodzą tędy kolejno wojska japońskie, sowieckie, komuniści i Guomintang. Przy okazji dowiaduję się, że po chińsku jedność i okrągłość są tym samym. Zawołanie olimpiady pekińskiej brzmi: Jeden świat, jedno marzenie, a tego się boję. To pomysł spoza praw ducha i fizyki. Więcej o tym w „Tao Te King”. Jedność to nie jednakowość. Tam, gdzie są igrzyska, może być też wojna. I rzeczywiście, natychmiast wybucha wojna w Gruzji. Świat i ludzie, mówiła malarka paznokci, kiedy miała wszystkiego dość.

[1]  Jung Chang – Dzikie łabędzie

_______________________________________

Praobrazy