Posts Tagged ‘baśniarstwo’

Dziewczynka w płaszczyku z aksamitu, który aż lśni kolorem ciemnych wiśni, wygląda jak Alicja w Krainie Czarów na rysunkach pierwodruku opowieści, mała dziewczynka z dorosłą twarzą. Idzie sama pustą ulicą wybrukowaną kocimi łbami, które też lśnią, może po deszczu. Miasto jest rozległe, czyste, płaskie i zupełnie puste, może zaludniona część miasta jest na rysunku, naszkicowanym na horyzoncie po lewej stronie na tle białego, połyskującego nieba. Widać tam zarys wysokich budowli, rysunek tuszem. Tak naprawdę dziewczynka wie, że nie kryje się tam prawdziwe miasto, to tylko rysunek, umowna kreska, właściwie abstrakcja, która coś jednak pokazuje, na coś wskazuje, coś tam jest. Dziewczynka mija rysunek, idzie przed siebie, ale z pewną rezygnacją, jakby chciała iść trochę mniej.

http://www.taraka.pl/alicja_w_krainie

Reklamy

Mały, biały budyneczek ze sztucznego tworzywa stoi na płaskim pustkowiu,  pod  żużlową górą, domyślam się, że to raczej hałda niż góra, czarna jak spalony węgiel, wygląda jakby ktoś ją usypał. Pustkowie też jest czarne jak węgiel zmieniony w żużel, patrzę na ziemię spod drzwi białego domku,  żużlowa czerń rozciąga się po horyzont.  Nic tu nie rośnie, nic nie ma. Myślę, że może to stary poligon do prób z bronią atomową. W małym, białym domku mieszka i pracuje młoda lekarka, do której idą ludzie z dalekich stron. Wchodzę do środka. Akurat wychodzą jakieś osoby okutane w chusty czy koce,  na świecie, którego niebo jest szare jakby ciągle był zmierzch, jest zimno. W domku prawie nic nie ma oprócz białej maszyny podobnej do lodówki, błyskającej światłami umieszczonymi u góry drzwiczek. Przypominam sobie takie światła, a może błyszczące drogie kamienie z historii niedawno śnionej o ptaku Simurgu, który miał koronę tak błyszczącą. Nie wiem, co jest w środku tej lodówki. Lekarka chodzi w białym fartuchu. Dwa pokoiki są białe, framugi drzwi białe, wszystko białe. Biegają tu, bawią się, dwie małe dziewczynki w białych letnich sukieneczkach , białe kokardy we włosach. Jestem ich ciekawa, ale mnie nie widzą, nikt mnie tu nie widzi i nie mogę rozmawiać.  Możliwe, że to stary poligon. Wychodzę na zewnątrz.

http://www.taraka.pl/w_bialym_domku

Spotkało mnie dziwne, nieduże zrządzenie i biorę to za znak, chociaż nie wiem dokładnie jaki, bo znaki co prawda są drogowskazami, ale przecież nie drogą. Najbardziej przemawia do mnie droga okruchów z bajki, chociaż te okruchy w jakiejś wersji były zjadane przez ptaki i zostawał do obejścia cały las. Okruchy snów nie są jednak zjadane. W ostatnich snach sprzątanie, pusty dom, na podłodze resztki sznurków i paprochy, a dziś kurs ciągłości snów, zauważania drobnych wydarzeń i wklejania tych wydarzeń do białych albumów o twardych kartkach, aby łatwiej było widzieć, jak uchwytny jest to proces i jak nieprzerwany. Do tego ulubiona posadzka snów, yin i yang, w biało-czarną szachownicę. Dopiero teraz przypomniałam sobie ten sen, kiedy przez dwie godziny robiłam w jawie coś na rzecz ciągłości.

[markiza zawsze wychodzi o piątej]

Synchroniczności pozwalają poczuć, że w świecie wszystko jest ze sobą połączone.

Wszystko jest ze sobą połączone. Owa sieć jest święta. [Marek Aureliusz].

Czasem nazywam to śnieniem, czasem nie, zjawiska synchroniczne są czymś więcej i czymś innym niż sumą przypadkowych zdarzeń.

Rano przeczytałam opis czyjegoś snu,  w godzinę potem spróbowałam przenieść kilka starych cienkich książek na inną półkę, było wśród nich „Zwierciadło Lidy Sal”,  dawno nie miałam go w ręku, to, co przeczytałam było jak dalszy ciąg tego snu:

…. ciało jej upadło na własne odbicie w wodzie, uderzyło w nią, aż nie zostało ani odbicia, ani ciała.

Ale wypłynęła na powierzchnię. Próbowała ratować się… ręce, bańki powietrza… z trudem schwytany łyk powietrza… była znów dziewczyną Mulatką walczącą o to, co nieosiągalne… o brzeg, o uchwyt dla rąk… teraz brzeg był tym, co nieosiągalne…

Na ostatku znikły jej oczy – dwie otchłanie trwogi – oczy, które śledziły coraz bardziej oddalający się brzeg małego jeziorka, zwanego odtąd Zwierciadłem Lidy Sal.

Kiedy blask księżyca pada gęstą ulewą, martwe ciało unosi się na powierzchni wody. Widzą je skały. Widzą je wierzby, które płaczą listkami i odblaskami światła na listkach. Widzą jelenie i króliki. Wieść o tym przekazują sobie, jak po telegraficznych drutach, drganiem małych, ziemnych kopczyków krety, zanim znów wrócą w głęboką ciemność.

____________________

Miguel Ángel Asturias – Zwierciadło Lidy Sal

 

Jeszcze nie wiem, jak i którędy to przeszło do sezonu jaszczurek, ale słucham,  jakby tego właśnie brakowało w tamtej białej ciszy.
Taka linia snów :)

Ta książka po prostu spadła i zaciekawiło mnie, jaka treść się otworzyła, jakie jest śnienie na ten późny dzień:

Szczęśliwe zakończenie baśni, mitu i boskiej komedii duszy powinno być odczytywane nie jako zaprzeczenie, ale jako transcendencja uniwersalnej tragedii człowieka. Świat obiektywnie istniejący pozostaje w takim przypadku taki sam, jak był, ale w wyniku przesunięcia  akcentu postrzegany jest tak, jakby został zmieniony.

Tam, gdzie poprzednio walczyły ze sobą życie i śmierć, teraz ukazuje się jasno byt, który przetrwał, tak obojętny na wydarzenia czasu jak woda gotująca się w czajniku na los pojawiającego się na jej powierzchni pęcherzyka albo jak kosmos na pojawienie się i zniknięcie całej galaktyki.

________________________________

Joseph Campbell – Bohater o tysiącu twarzy

 

Trzy razy na tak małej przestrzeni użyte słowo „oczywistość” trochę daje do myślenia:

Czasami oczywiście czarownice nie przechodzą na stronę zła. Po prostu odchodzą… dokądś.

Intelekt babci potrzebował jakiegoś zajęcia. Źle znosiła nudę. Kładła się wtedy do łóżka i wysyłała umysł na Pożyczanie, do wnętrza głowy jakiegoś leśnego stworzenia; słuchała jego uszami i patrzyła przez jego oczy. Oczywiście, to całkiem wygodne do zastosowań ogólnych, ale babcia była zwyczajnie za dobra. Potrafiła przebywać poza własnym ciałem dłużej niż ktokolwiek, o kim niania Ogg by słyszała.

Było rzeczą właściwie oczywistą, że pewnego dnia nie zechce powrócić.

______________________________

Terry Pratchett – Maskarada

droga na zamek

Posted: Marzec 6, 2015 in literówki
Tagi: ,

Jest wystawa obrazów o bajecznej drodze do zamku, tutaj można zobaczyć >>

planty_I_2013 Ewa Gadnicka WłodarczykEwa Gadnicka Włodarczyk

Linie snu często rysują takie baśniarskie obrazki, to zwierzęta z tamtego lata:

Alvar 5

Alvar Sunol