śnienie realne

Notuję przejawy synchroniczności, zawsze pojawiają się nagle i niespodziewanie, ale w dłuższych odcinkach czasu widać regularność, badałam to na razie tylko przez pół roku, coś w tym jest, tak jak w tym, że zapamiętuję 22-25 sny w miesiącu, nie więcej i nie mniej, nie wiem, czy ktoś robił podobne statystyki, dla mnie oznacza to wzgląd na moją wytrzymałość :)

W ostatnich dniach, pełnych wstrząśnięć, jakiś wyjątkowy zbieg okoliczności skłonił mnie do szukania na półkach tej książki, ale  nie pamiętam, z czym ten fragment był bezpośrednio skojarzony: tak naprawdę odnosi się do całego życia.

W miejsce słowa „marzenia”wstawiam jednak w myślach „śnienie”, takie,  o jakim piszę w tym blogu, nie sen, nie marzenie, coś bardzo jawnego, wciąż obecnego i całkowicie lekceważonego przez niezwracanie uwagi, dużo by o tym mówić:

Kiedy Venasque polecił mi dzienniki Cocteau, natrafiłem na urywek, który głęboko mnie poruszył: „I wówczas zdałem sobie sprawę, że świat moich marzeń był równie pełen wspomnień jak moje realne życie, a więc był bytem realnym, bogatszym, głębszym, pełnym epizodów, a w wielu różnych szczegółach bardziej dokładnym; faktycznie trudno mi było zlokalizować wspomnienia w jednym albo drugim świecie. Były przewspaniałe, skomplikowane i tworzyły mi podwójne życie, dwukrotnie większe i dwukrotnie dłuższe niż moje własne”.

_______________________

Jonathan Carroll – Muzeum Psów

 

poezja nie jest sztuką układania wierszy

Poezja, jak ją wolno rozumieć za Ko Unem, nie jest sztuką układania wierszy. Jest raczej więzią ontyczną, wewnętrznym życiem rzeczy. Toteż poezji właściwie się nie tworzy, tylko w niej uczestniczy – pod warunkiem, że potrafi się zejść świadomością na fundamentalny poziom istnienia (poziom elementarnych dharm, jak powiedziałby buddysta), gdzie wszystko, co jest, wchodzi z sobą w przedziwny, magnetyczny związek, a związek ten jest wcześniejszy niż ludzka arbitralność i władza, niż nasze światopoglądy, uprzedzenia, racje i decyzje. Buddyści nazywają tę pierwotną więź Umysłem albo „nienarodzonym sercem Buddy”, taoiści Drogą, współczesna zaś fizyka mówi o „najgłębszej, nieprzemiennej i nielokalnej warstwie rzeczywistości, w której załamują się tradycyjne pojęcia czasu i przestrzeni, a wszystko, co się w niej dzieje, zachodzi „wszędzie” i „równocześnie” (Michał Heller). Tam, „w tej cichej, cichej ciszy” mieszka Ko Un, tam jest jego dom.

ze wstępu  Mieczysława Godynia

Jest to o śnieniu, które nie jest snem, tylko fundamentalnym poziomem istnienia, gdzie wszystko, co jest, wchodzi ze sobą w przedziwny, magnetyczny związek.

______________________________________________________

Ko Un – Maninbo. Dziesięć tysięcy istnień

pokazuję śmietnik

widzę, że umieściłam na razie tylko cztery wpisy pod tagiem śmietnik świata i nie dlatego, żeby je wyrzucić, ale że najgęstsze śnienie, wszystko, co sprawia kłopot, mąci spokój, zawstydza, brudzi, leży nisko i trzeba to podnieść; wszystko, co zepchnięte z głównego nurtu życia, czego świat z rozmaitych powodów chce się pozbyć ze swojej jawy, przeważnie składowane jest w takich właśnie miejscach.  zawarłam ze sobą umowę śmieciową, żeby tego nie ignorować, ale utylizować, zaraz dorzucę tam wszystkie treści oderwane , które piszę czasem na oddartych papierach z rozpaczy, że wszystko inne, co właśnie pomyślałam, jest nie do przyjęcia. mówię to po próbach podejmowanych tysiąc i jeden raz.

akurat mam pod ręką „Zwrotnik Raka”, więc go otwieram jak księgę wróżebną, gdyż każda księga może temu służyć, i mówi się tam:

W tej chwili tak naprawdę interesuje mnie tylko jedna rzecz, a jest nią rejestrowanie tego wszystkiego, co pominięto w książkach. O ile mi wiadomo, nikt nie wykorzystuje tych elementów atmosfery, które nadają kierunek i motywację naszemu życiu.

nie chce mi się pisać długimi rejestrami, cały ten blog na dobrą sprawę jest albo będzie śmietnikiem, wrzucam tu co popadnie i nazywam to notatkami, są tu też sny, a nie istnieje nic bardziej śmieciowego niż sny, jeśli chodzi o status w jawie.

PS. śnienie wypowiedziało się samo: wydawało mi się, że potajemnie zapisuję szkic i nikt mi nie patrzy na ręce, a zapisywałam to wszystko jako dostępne publicznie, trzeba pokazać śmietnik.

ścieżki śpiewu, linie snu, śnienie

Blogi nigdy się nie kończą, można więc wracać. Zwłaszcza pamiętając linie snu tego miejsca.

Przeglądam książkę Bruce’a Chatwina po raz nie wiem który, książka pisana jest w latach 80 dwudziestego wieku i to, co kiedyś wydawało mi się dość zrozumiałe, jest teraz mniej jednoznaczne, ale za to wspanialsze, znaczenia słów, postacie rzeczy.

Aborygeni, powołując śpiewem świat do istnienia, byli poetami w pierwotnym sensie tego słowa. „Poesis” znaczy tworzenie. Żadnemu Aborygenowi nie przyjdzie nigdy na myśl, że świat jest niedoskonały. Jego życie religijne ma jeden cel: utrzymać ziemię taką, jaka jest i jaka powinna być.

Czasem mówią: Wyśpiewujemy świat, żeby go szybciej było widać.

(…) Aborygeni nie potrafią uwierzyć, że świat istnieje, dopóki go nie zobaczą i nie wyśpiewają – dokładnie tak, jak ich przodkowie w Epoce Snu śpiewem powołali świat do istnienia.

(…) To znaczy, że świat musi najpierw istnieć w umyśle jako pewna idea?

(…) Aborygeni wierzą, iż każdy przodek totemiczny, wędrując po kraju, zostawił za sobą ślady w postaci słów lub dźwięków. (…). Wytyczone w ten sposób „ścieżki” stały się czymś w rodzaju „dróg komunikacji”.

(…) Pieśń była zarazem mapą i kompasem. Jeśli znało się pieśń, zawsze można było znaleźć właściwą drogę.

(…) Czyli pieśń jest rodzajem paszportu?

(…) To trochę bardziej skomplikowane. Teoretycznie całą Australię można czytać jak partyturę. Prawdopodobnie nie ma tu skały czy strumienia, który – zdaniem Aborygenów – nie został powołany do istnienia śpiewem.  Ścieżki śpiewu można sobie wyobrazić, na przykład, jako mapę podróży Odyseusza, na której każdemu „zdarzeniu” odpowiada jakiś element topografii.

(…) Czy przez „zdarzenie” rozumiesz święte miejsce?

(…) Zgadza się.

To się coraz bardziej komplikuje, bo mapa niekoniecznie odzwierciedla terytorium, przynajmniej nie według powszechnie znanej geometrii, są to raczej ścieżki, drogi, przystanki, inaczej punkty przekazania,  gdzie pieśń przestaje być własnością tego, który z nią dotąd szedł, zostaje przekazana komuś innemu, idzie dalej z kim innym.

W dodatku Aborygeni mówią, że rozpoznają pieśń po smaku i zapachu. Może mają na myśli melodię, może nie. Słowa pieśni mogą się zmieniać, ale ten smak, zapach, melodia – nigdy.

Wyśpiewać, znaczy wydobyć z nieistnienia, wyśnić, wyjawić. Zrobili to przodkowie w Epoce Snu, ale żeby świat istniał nadal, śnienie musi trwać zawsze. Jest szkicem tego, co stanie się jawne, ścieżka snu jest drogą do jawy, słowa pieśni, która jest zarazem drogą, mogą być różne, ale jest coś trwalszego niż słowa: smak, zapach, dźwięk, melodia, śnienie.

Sen – film nocny – jest tylko szczególnym przypadkiem śnienia. Nie musimy śnić tych filmów, aby śnić zawsze.

_______________________

Bruce Chatwin – Ścieżki śpiewu

o prawdzie

„Dlatego konflikt ten jest odwieczny i należy go utrzymywać, jednostronność świadomości nieustannie musi być konfrontowana z tym paradoksem. Za każdym razem, gdy doświadcza się w swojej psychice prawdy jako takiej i jest się w stanie utrzymać ją w sobie przez jakiś czas, trzeba być gotowym, aby od niej odejść, ponieważ nie jest ona już dłużej ważna. Jak mówi Jung, każda prawda psychologiczna jest jedynie w połowie prawdą, a samo to również jest w połowie prawdą! Analityk musi zawsze dotrzymywać kroku własnej nieświadomości, musi być świadomie gotowy na porzucenie wszystkiego, co wcześniej osiągnął, a to odpowiada utrzymywaniu w swej psychice stałej dualistycznej postawy.”

_____________________________________

Marie-Louise von Franz (2015), „Alchemia. Wprowadzenie do symboliki i psychologii”, str. 18

e-jungian.pl >>

śnienie to mistyczne źródło życia

Mówi Ayya Khema, ale mogłaby to powiedzieć każda z prządek mądrości z tej książki, do której wracam, kiedy czuję, że lustro świata bardzo się zmąciło. W swoim notatniku ani razu chyba nie napisałam, że śnienie to mistyczne źródło życia, mistyczna, głęboka rzeczywistość, mieszcząca się tutaj, gdzie jesteśmy, ale widziana w innym wymiarze.

I śnienie to nie sny filmy nocne, które są tylko obrazkami, pocztówkami stamtąd.

Od dwudziestu pięciu lat medytuję, a przez ostatnie dziewięć intensywnie i doszłam do przekonania, że moje doświadczenie medytacyjne można określić jako mistyczne. Po przeczytaniu pism Mistrza Eckharta i świętej Teresy z Avila mogę stwierdzić, że poprzez mistyczne doświadczenia oparte na tradycji chrześcijańskiej osiągnęli oni wgląd w tę samą prawdę, którą i ja poznałam jako rzeczywistość ujawniającą się podczas medytacji.(…).
Doświadczenie mistyczne zdobyte przez kontemplację czy medytację umożliwia osiągnięcie takiego stanu świadomości, w którym człowiek nie opuszcza tego świata, lecz widzi go w odmiennym świetle. Mówiąc inaczej, mistyk odbiera inne tony. Jestem przekonana, że obecność takich ludzi jest konieczna w każdej cywilizacji i w każdych okolicznościach historycznych, w przeciwnym razie będziemy ubożsi i poszkodowani, nie mogąc czerpać korzyści z ich widzenia w innym wymiarze. Taki wymiar widzenia wykracza poza ten świat – nie odrzuca go, ale pozwala ujrzeć go takim, jaki rzeczywiście jest. Sądzę, że nigdy nie doszłoby do powstania religii, gdyby jej założyciel nie był mistykiem i nie miał świadomości, która jest bezgraniczna.

__________________________

Anne Bancroft – Prządki mądrości. Mistyczki XX wieku

ciemne podłoże świadomości

Są linie snów i śnienia. Jest niepoznawalne, ciemne podłoże zjawiska świadomości.  Mówił Jung.  Nie znamy istoty nieświadomości samej w sobie – obserwujemy jedynie pewne jej oddziaływania; sądząc po właściwościach tych oddziaływań odważamy się wysnuwać pewne wnioski co do natury psyche nieświadomej.

Jest ona nieposłuszna naszej woli (…) często pozostaje w jaskrawej sprzeczności wobec tendencji świadomości.

Ma swego rodzaju plan. Inny niż plany powzięte świadomie, bez konsultacji z tym, co podpowiada tamta ciemna strona.

Długie serie snów nie robią wrażenia pozbawionych sensu, niespójnych i jednorazowych wydarzeń następujących jedno po drugim, przeciwnie – objawiają się jako proces rozwoju lub porządkowania, przebiegający etapami, zgodnie z pewnym planem.

Przeglądam ten blog czasem jak długą serię snów, chociaż jest tu, jak dotąd, raczej tylko śnienie, nieświadomie rzucone zdania, bez świadomego zamiaru robione wypiski, bez wyraźnej intencji oglądane obrazy. Mimo luk, śnienie zachowuje swoją żelazną konsekwencję i  czasami czuję, dokąd płynie, ta jesień jest pod znakiem  „Krótkiego listu na długie pożegnanie”,  tytuł ten zresztą mi się przyśnił, a teraz widzę, że 13 listopada o godz. 8:21 rano napisałam u Baśki Trzybulskiej pod fotografią jej pracy, komentarz: zaczyna się. Pęka już ziemia, są szczeliny, zaczyna się coś. Po zamachach w Paryżu jesteśmy chyba już w jakimś nowym początku.

Zaczęłam szkicować opisy swoich snów od 9 listopada, jest tam  o łapaczce do snów   więc je łapię, kilka następnych nabazgrałam na razie  w zeszycie do snów.

Baśka Trzybulska 2@ Baśka Trzybulska | Facebook

________________________________

Carl Gustav Jung – Dynamika nieświadomości

szczęśliwe zakończenie

Ta książka po prostu spadła i zaciekawiło mnie, jaka treść się otworzyła, jakie jest śnienie na ten późny dzień:

Szczęśliwe zakończenie baśni, mitu i boskiej komedii duszy powinno być odczytywane nie jako zaprzeczenie, ale jako transcendencja uniwersalnej tragedii człowieka. Świat obiektywnie istniejący pozostaje w takim przypadku taki sam, jak był, ale w wyniku przesunięcia  akcentu postrzegany jest tak, jakby został zmieniony.

Tam, gdzie poprzednio walczyły ze sobą życie i śmierć, teraz ukazuje się jasno byt, który przetrwał, tak obojętny na wydarzenia czasu jak woda gotująca się w czajniku na los pojawiającego się na jej powierzchni pęcherzyka albo jak kosmos na pojawienie się i zniknięcie całej galaktyki.

________________________________

Joseph Campbell – Bohater o tysiącu twarzy

 

rzeczywistość jako zasada wzajemności

można to znaleźć w psychologii jungowskiej, w psychologii procesu, we współczesnej fizyce, w literaturze mistycznej, w poezji.

odnosi się do wszystkiego.

śnienie i rzeczywistość, rozmaite stany świadomości,  też obecne są w ten sposób  równocześnie, w każdej chwili.

teraz znajduję to w podręczniku do tradycyjnej medycyny chińskiej:

Chińczycy postrzegają rzeczywistość jako nieskończoną sieć wzajemnie przeplatających się strumieni energii, w której chwilowe krzyżowanie się przepływów reprezentują wydarzenia rozgrywające się w czasie i przestrzeni.

Wszystkie obszary tej sieci postrzegane są jako połączone i współzależne – każdy obszar egzystuje i ma znaczenie wyłącznie w kontekście całości. Ta zasada wzajemnego warunkowania i zależności jest niezmienna, natomiast poszczególne rodzaje związków pomiędzy składowymi elementami są przedmiotem ciągłych przemian. Cały układ znajduje się w ciągłym ruchu i podlega nieustannym przekształceniom. Wewnątrz tej rozległej sieci – tego wielkiego wzorca – możliwe jest wyodrębnienie drugorzędnych wzorców, które mogą odzwierciedlać cały Wszechświat (…).

Jeśli uda się nam głęboko wniknąć w te podstawowe wzorce przemian, możliwe stanie się dostrzeżenie zasady, która kryje się za określoną sytuacją lub uchwycenie ducha czasu. (…).

Mając takie zrozumienie można podejmować odpowiednie działania, które pozostają w zgodzie z duchem czasu i panującymi warunkami. (…).

W naszej zachodniej kulturze mamy skłonność, by termin „wzorzec” uważać za pewną statyczną i niezmienną strukturę, coś jakby plan czy matrycę. Wyraźnie kontrastuje to z chińskim rozumieniem tego terminu, który oznacza połączenie związków funkcjonalnych. (…). W takim kontekście nacisk położony będzie przede wszystkim na zmienność i ruch, a nie na istnienie konkretnych struktur, które trwają w czasie.(…)

__________________________________

Jeremy Ross – Zang Fu. Systemy Narządów Tradycyjnej Medycyny Chińskiej