czy istnieje jakiś ośrodkowy punkt tożsamości

To chyba spór wszechczasów, czy istnieje w psychice jakieś centrum, jakiś ośrodkowy punkt tożsamości, wokół którego skupia się psychiczna aktywność  (…) ?

Idee „ja”, „self” czy też „jaźni”, które tak mocno zakorzeniły się we współczesnej psychologii i których wzmacnianie, zasilanie jest głównym zadaniem właściwie wszystkich nurtów terapeutycznych, są zdaniem Hillmana jedynie mitycznymi, metaforycznymi figurami.  Modelem osobowości najpełniej odpowiadającym naturze psyche jest według niego marzenie senne. W marzeniu sennym bowiem ego jest tylko jednym z wielu aktorów na scenie. Postacie senne, obrazy imaginacji, przychodzą i odchodzą zgodnie z własną dynamiką, niezależnie od tego, czy chcemy, czy nie chcemy przebywać w ich onirycznym towarzystwie. We śnie nasze ja ulega specyficznemu rozpuszczeniu, jego status – na jawie aspirujący do hegemonii, zorientowany na „rozwój”, „samodoskonalenie” czy też, co dzisiaj stało się bardzo modną kategorią, „samorealizację” – ulega mniejszej lub większej degradacji do jednego z wielu obrazów biorących udział w sennej ekspozycji.

To właśnie droga poza ego – nie zaś wzmacnianie egoicznej perspektywy – jest zwrotem w stronę duszy (…).

cdn

______________________________________

Tomasz Stawiszyński – Potyczki z Freudem

więcej: istotą pracy ze snami jest ich przeżywanie >>

Reklamy

poezja nie jest sztuką układania wierszy

Poezja, jak ją wolno rozumieć za Ko Unem, nie jest sztuką układania wierszy. Jest raczej więzią ontyczną, wewnętrznym życiem rzeczy. Toteż poezji właściwie się nie tworzy, tylko w niej uczestniczy – pod warunkiem, że potrafi się zejść świadomością na fundamentalny poziom istnienia (poziom elementarnych dharm, jak powiedziałby buddysta), gdzie wszystko, co jest, wchodzi z sobą w przedziwny, magnetyczny związek, a związek ten jest wcześniejszy niż ludzka arbitralność i władza, niż nasze światopoglądy, uprzedzenia, racje i decyzje. Buddyści nazywają tę pierwotną więź Umysłem albo „nienarodzonym sercem Buddy”, taoiści Drogą, współczesna zaś fizyka mówi o „najgłębszej, nieprzemiennej i nielokalnej warstwie rzeczywistości, w której załamują się tradycyjne pojęcia czasu i przestrzeni, a wszystko, co się w niej dzieje, zachodzi „wszędzie” i „równocześnie” (Michał Heller). Tam, „w tej cichej, cichej ciszy” mieszka Ko Un, tam jest jego dom.

ze wstępu  Mieczysława Godynia

Jest to o śnieniu, które nie jest snem, tylko fundamentalnym poziomem istnienia, gdzie wszystko, co jest, wchodzi ze sobą w przedziwny, magnetyczny związek.

______________________________________________________

Ko Un – Maninbo. Dziesięć tysięcy istnień

mit świata jest gdzie indziej

Świat wciąż śniony jest do istnienia, na tym polega ta nieustanna kosmiczna gra, która z niematerialnego śnienia tworzy materialną jawę, jest w tym też udział naukowej kosmologii.

Mówi Hillman:

Kosmologiczne mity umieszczają nas w świecie i każą nam zajmować się jego sprawami. Kosmologie współczesne – Big Bang i czarne dziury, antymateria i zakrzywiona, nieustannie rozszerzająca się nie wiadomo dokąd przestrzeń – napawają nas lękiem i poczuciem bezsensu wynikającymi z ograniczeń naszej zdolności pojmowania. Wszystko jest wynikiem przypadkowych zdarzeń, nic nie jest absolutnie konieczne. Naukowe kosmologie nie mówią nam niczego o duszy, a więc nie mówią również niczego naszej duszy, nie informują jej o powodach jej istnienia, o tym, skąd ona się wzięła i dokąd następnie odejdzie, a także o tym, jakie ma przed sobą zadania do wykonania. Owe niewidzialne aspekty rzeczywistości, które, jak czujemy, zapewniają naszemu życiu styczność z tym, co istnieje poza naszym życiem, są przez naukowe kosmologie sprowadzane na ziemię i przekształcane w dosłowną niewidzialność najodleglejszych galaktyk i fal elektromagnetycznych, Nie można ich poznać ani doświadczyć zmysłowo, ponieważ ich miarę stanowi czas, a nasze życie to ledwie kilka nanosekund w gigantycznej, kosmicznej skali naukowego mitu.  (…)

Każda kosmologia, która już na samym wstępie niewłaściwie zabiera się do dzieła (czyli źle zaczyna), nie tylko produkuje wątpliwe teorie, lecz także tchnie wątpliwości w nasze serca i osłabia naszą miłość istnienia. Mit kreacyjny mówiący o ciągu przypadkowych zdarzeń, które miały miejsce na przestrzeni niewyobrażalnie długiego czasu, sprawia, ze dusza człowieka Zachodu wzbija się tak wysoko, że sięga niemal stratosfery, gdzie oddychanie staje się niemożliwe. Nic dziwnego, że zwracamy się ku innym mitom, takim jak platońska opowieść o Erze, opowieści z Księgi Rodzaju czy kabalistyczne przypowieści o drzewie. Każdy z nich jest bowiem rodzajem mitycznego sprawozdania z tego, jak mają się sprawy, jak jest: odnajdują nas w mitach, które zstępując w dół, wchodzą w osobową duszę każdego z nas. Nic dziwnego zatem, że w odniesieniu do swojego mitu Platon powiada: „Może on i nas ocalić, jeżeli go posłuchamy”.

__________________________

James Hillman – Kod duszy

sny i czas, a raczej jego nieważność

Jung badał duże serie snów wielu ludzi i stąd jego spostrzeżenia, które potem zbierał w rozmaite hipotezy i porządkował.  To, co mówi, idzie od szczegółu do ogółu. Ważny jest szczegół i to bardzo mały, niewidzialny i nieuświadamiany jak atom, i jeszcze dalej. Dlatego podczas czytania Junga wiele można rozpoznać także w sobie, to nie jest zwyczajna koncepcja teoretyczna, tylko przeżycie, z którego wynikły te wszystkie wielkie tomy.

(…) nieświadomość zawsze pozostaje nieco na uboczu porządku chronologicznego, postrzegając sprawy, które jeszcze nie zdążyły zaistnieć. Albowiem w nieświadomości istnieje wszystko, i to od samego początku. Często na przykład śnimy o czymś, co odegra jakąś rolę dopiero jutro czy jeszcze później. Nieświadomość nie przejmuje się naszym czasem czy przyczynowo-skutkowym następstwem zdarzeń. Możemy to obserwować również na przykładzie marzeń sennych. Seria nie tworzy łańcucha chronologicznego w naszym rozumieniu chronologii, dlatego trudno stwierdzić, co jest wcześniejsze, a co późniejsze. Jeśli chcemy scharakteryzować istotę snów możemy powiedzieć, iż nie tworzą one serii chronologicznej w rodzaju a.b.c.d, przy cym „b” wynika z „a”, „c” zaś z „d”. Sytuacja przedstawia się raczej w ten sposób, iż musimy założyć występowanie niepoznawalnego centrum, z którego marzenia senne są niejako emitowane. (…).

Ponieważ marzenia senne pojawiają się w świadomości jedno po drugim, ujmujemy je za pomocą kategorii temporalnych, odnosimy jedno do drugiego w formie przyczynowej, niewykluczone jednak, że prawdziwa konsekwencja wynikająca z pierwszego snu wyłoni się ze świadomości dopiero znaczie później. Pozornie chronologiczna seria nie jest w tym wypadku rzeczywistą serią. Jeśli ujmiemy to w taki sposób, czynimy wówczas ustępstwo na rzecz naszego pojęcia czasu. (…).

Właściwe uporządkowanie marzeń sennych powinno mieć formę radialną: sny promieniują z jakiegoś punktu środkowego i dopiero później podpadają pod nasze kategorie czasu, a zatem, koniec końców, uporządkowane są wokół „centrum znaczeniowego”.

W przypadku nieświadomości musimy się liczyć z innymi kategoriami niż te, które występują w świadomości – sprawa przedstawia się tu podobnie jak w fizyce, gdzie w trakcie obserwacji fakty ulegają zmianie (….).

_______________________________

C.G. Jung – Marzenia senne dzieci. Seminaria

więcej:

królestwo nieświadomości >>

świadome i nieświadome przeżywanie świata >>

nieświadomość ma naturę instynktu >>

poznanie innego rodzaju >>

pola morficzne, telepatia, wzory losu

Pola morficzne dla wszystkich grup zwierząt: ptaków, wilków, ludzi, drużyn sportowych, rodzin itd. Rupert Sheldrake mówi, że osoby, osobniki w polu połączone są w ten sposób, że zmiana u jednych oddziałuje na inne – i że jest to podstawą telepatii. Pola te mają swoją pamięć. Wykorzystuje się to w ustawieniach systemowych Hellingera. Mówi się, że to nienaukowe i ciekawe.

uczestnictwo w nieświadomości

Mam wątpliwości, czy świat łączą ze świadomością ludzką  jakieś osobliwe relacje, czy też raczej nie jest tak, że to świat się zmienia odpowiednio do naszych wyobrażeń na jego temat. Wschód podzielałby tę ideę, a pan Einstein w swej teorii względności mówi z gruntu podobne  rzeczy na temat fizyki. Wydaje się zatem prawdopodobne, że coś podobnego ma również miejsce w świecie umysłu. Całkiem możliwe, że participation mystique z „nie-ja” oznacza pewną zmianę i to nie tylko w samym indywiduum, lecz również w otaczającym go środowisku. Jeden z najbardziej zdumiewających faktów odkrytych przez analizę polega na tym, że kiedy analizuje się jakiegoś człowieka, mamy do czynienia nie tylko z indywiuum, lecz z całą grupą. Analizując, wywieramy magiczny wpływ na odległość – wpływamy nawet na tych ludzi, którzy nie są bezpośrednio związani z pacjentem. Kiedy nieświadomość – na przykład animus i anima -zaczyna się konstelować, jej formy zaczynają wieść korowód w psychice nieświadomej, a wówczas dają o sobie znać efekty magiczne, dziwne efekty hipnotyczne, wskazując na to, że w naszym „nie-ja” istnieją pewne związki, które na poziomie świadomości nie istnieją.

___________________________

C.G. Jung – Wizje, t.1 str 543